Biznes Ludzie Pieniądze

Mamy najwięcej w Europie zamkniętych zawodów

Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski
23.09.2011 , aktualizacja: 24.09.2011 11:08
A A A Drukuj
W Polsce dostęp do 380 fachów ograniczają urzędnicy i zawodowe samorządy, czyli ci, którzy na reglamentacji zyskują. Tracimy my, klienci. Zawodów zamkniętych mamy najwięcej w Europie
Zawody regulowane w Europie
GW
Zawody regulowane w Europie
SONDAŻ
Dlaczego zamyka się dostęp do zawodów?

Korporacje nie chcą dopuścić do konkurencji
Chroni się klientów przed niekompetentnymi specjalistami
Korzyści mają i klienci i pracownicy



- Byliśmy w szoku, że jesteśmy liderem - mówi Przemysław Wipler, prezes kojarzonej z prawicą Fundacji Republikańskiej, która przez ostatnie sześć miesięcy opracowywała raport.

W Polsce jest aż 380 regulowanych zawodów. Dla porównania, Niemcy ograniczają dostęp do 152 zawodów, Francja do 150, Holandia do 134, a Estonia jedynie do 47.

Wipler: - Część tych regulacji jest zwyczajnie archaiczna. Na przykład grzyboznawca (ocenia, czy grzyby nadają się do spożycia) i kolekcjoner grzybów. Żeby zostać grzyboznawcą, trzeba mieć minimum średnie wykształcenie, ukończyć specjalistyczny kurs (koszt ok. 1,7 tys. zł) i zdać egzamin przed komisją powołaną przez wojewódzkiego inspektora sanitarnego. A równocześnie mamy aplikację na telefon komórkowy do rozpoznawania grzybów.

Inne regulacje są po to, aby ograniczyć dostęp do niektórych zawodów. Tak jest np. z przewodnikiem turystycznym, pośrednikiem nieruchomości czy zarządcą nieruchomości. Np. żeby zostać pośrednikiem, potrzebne jest wyższe wykształcenie, studia podyplomowe i odpowiednia praktyka zawodowa.

Teoretycznie ograniczenia w dostępie do zawodu powinno się wprowadzać w tzw. interesie publicznym.

- Proszę mi wyjaśnić, dlaczego reglamentujemy dostęp do zawodu kierownika pociągu, czyli człowieka, który jest przełożonym konduktorów? Jakie poważne dobro publiczne w ten sposób chronimy? - pyta Wipler.

Jego zdaniem taka polityka to swoisty powrót do średniowiecza. Wtedy rządziły cechy rzemieślnicze, do których dostęp był trudny i które zazdrośnie strzegły swoich przywilejów na świadczenie danych usług.

- Liczba 380 jest wiarygodna. Choć raport z mojego punktu widzenia nie obejmuje całości zjawiska. Jest jeszcze gorzej - komentuje Janusz Paczocha, ekspert ds. reglamentacji działalności gospodarczej i zawodowej, za rządów Jerzego Buzka sekretarz zespołu ds. odbiurokratyzowania gospodarki..

I dodaje: - Twórczość posłów i kolejnych rządów jest nieokiełznana. Tylko w ostatnich kilku miesiącach przybyły dwa takie zawody reglamentowane: wykładowca w ośrodku szkolenia kierowców i audytor efektywności energetycznej

Mechanizm wprowadzania ograniczeń jest prosty. Lobbyści z różnych grup zawodowych przekonują, że bez ograniczeń będą królować partacze, a zezwolenia i urzędowe egzaminy zagwarantują klientowi wysoką jakość usług. Politycy chętnie zaś tego słuchają. Kilka lat temu Sejm przyjął np. głosami PiS, Samoobrony i LPR ustawę, która nakładała na rzemieślników obowiązek zdania egzaminu potwierdzającego ich kwalifikacje. Chodziło o 1,5 mln fryzjerów, szewców, krawców, blacharzy, lakierników itp. Przepisy nie weszły w życie tylko dzięki temu, że zbuntował się Senat.

Ewa Polkowska, prawnik z wieloletnim stażem w administracji publicznej i legislator, tłumaczy, że takie zamykanie zawodów to efekt tego, że nie patrzymy kompleksowo na prawo, tylko na pojedyncze projekty. W ustawie jest jeden zawód regulowany? I co z tego? Tylko że takich ustaw jest wiele.

- I nagle mamy dwanaście kategorii wykonywania zawodu geologa - twierdzi Polkowska. - Jakie są tego koszty? Finansowe? Społeczne? Czy to jest bariera dla obywateli? Owszem jest. Ogranicza rynek pracy dla młodych ludzi? Tak.

- Utrudniając dostęp do zawodów, ograniczamy konkurencję w tych profesjach. Czyli działamy na szkodę konsumenta, bo mniejsza konkurencja to windowanie cen usług - twierdzi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Co można z tym zrobić? Fundacja postuluje ograniczenie liczby zawodów regulowanych do 120, czyli tylko do tych fachów, do których kontrola dostępu wydaje się naturalna, np. lekarza. To jednak bardzo trudne. Kiedy ktokolwiek chce to zmienić, od razu powstaje ponadpartyjna sejmowa koalicja zrzeszająca specjalistów z danej branży i usiłuje storpedować pomysł.

Poseł Jacek Żalek (PO), członek komisji "Przyjazne państwo", przyznaje, że politykom - w tym jego ugrupowaniu - zabrakło determinacji w tym zakresie.

- To przerażające, bo młodzi ludzie są wykluczeni nie tylko z tego powodu, że mamy kryzys, bezrobocie, ale też dlatego, że zdobycie uprawnień wiąże się z tak dużymi kosztami i nikogo na to nie stać - twierdzi.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów