Biznes Ludzie Pieniądze

Pasja zamieniona w biznes. Jak zarabiać na jedzeniu w sieci?

Tomasz Grynkiewicz
24.10.2011 , aktualizacja: 23.10.2011 21:45
A A A Drukuj
We Francji wycinała artykuły o szefach kuchni. Gotowała w domu i w hotelu pod okiem znanego kucharza Kurta Schellera. Dziś robi biznes w gastronomicznym internecie, co miesiąc prowadząc setki tysięcy osób do knajp
Ola Lazar, twórczyni Gastronauci.pl, Stoliczku.pl
Fot. Adam Kozak
Ola Lazar, twórczyni Gastronauci.pl, Stoliczku.pl
W filmowej noweli "Gangsterzy i filantropi" z lat 60. Wiesław Michnikowski gra zwolnionego z pracy chemika. Gdy przez roztargnienie wyjmuje w jednej z warszawskich knajp alkoholomierz, zostaje wzięty za inspektora Państwowej Inspekcji Handlowej. Omyłki nie prostuje - banknot znaleziony w gazecie ma na tyle wysoki nominał, że chemik w kolejnych barach powtarza manewr.

Kraków, rok 2008. I już nie film. Do restauracji wchodzi młody mężczyzna. Porozumiewawczo mruga okiem do kelnerki, podając wizytówkę. Imię i nazwisko nic jej nie mówi. Stanowisko za to konkretne: "Administrator Gastronautów i Krytyk Kulinarny". Równie konkretna jest propozycja: w zamian za posiłek i wyskokowy trunek załatwi artykuł reklamujący knajpę w popularnym serwisie Gastronauci.pl i zlecenia na catering. Zanim właściciele zorientują się w oszustwie, rzekomy krytyk ugości się w kilku krakowskich knajpach.

Marka Gastronautów, stworzona kilka lat wcześniej przez Olę Lazar, działa. W końcu chodzi o największy w Polsce serwis z recenzjami gastronomicznymi.

Serwis z nudów. I z pasji

Do tej historii Lazar wracać nie chce. - Bez komentarza - ucina każde moje pytanie. O swojej pasji i o tym, jak przerodziła się w biznes, opowiada już chętniej.

Woli Ola niż Aleksandra. Jest zaprzeczeniem ostatnio lansowanej tezy, że biznes w sieci można zrobić tylko przed trzydziestką. Gdy cztery lata temu zakładała Gastronautów, miała 32 lata. W tym roku uruchomiła kolejny serwis - Stoliczku.pl, tym razem do rezerwowania stolików.

Podczas gdy ten drugi serwis dopiero się rozwija, Gastronauci zmonopolizowali opinie o restauracjach. Recenzji jest ponad 50 tys., serwis miesięcznie przyciąga około 400 tys. użytkowników. - To nie jest może dużo, ale patrząc na to, ile osób w Polsce ma zwyczaj chodzenia do restauracji, to dotarcie do grupy docelowej jest bardzo wysokie - przekonuje Lazar. - W grę wchodzą jedynie duże miasta. Gdybym mieszkała na Śląsku, to tam takiego serwisu bym nie wymyśliła. W rodzinnym Zabrzu są trzy knajpy na krzyż, nie ma sensu szukać opinii na ich temat w internecie. Ludzie rzadko chodzą, a jak już idą, to wiedzą gdzie - tłumaczy.

Wybór nie był przypadkowy. - Jest takie powiedzenie: "za mundurem panny sznurem". To ja mam tak samo, tyle że z uniformem kucharskim - mówi Lazar. Jedzeniem pasjonuje się od lat. Zaczęło się od książek kucharskich (ma ich kilkaset) i gotowania w domu. - Potem odkryłam tę gastronomiczną stronę, zaczął mnie interesować fach szefów kuchni, wciągnął mnie świat profesjonalnego gotowania - mówi.

To wciąż było tylko hobby, bo Lazar, absolwentka Szkoły Głównej Handlowej, pracowała we Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. - Gdy wyjeżdżałam służbowo do Francji, kupowałam magazyny dla szefów kuchni, z gazet wycinałam artykuły o nich. To byli dla mnie mistrzowie - wspomina. W końcu zatrudniła się w kuchni jednego z warszawskich hoteli, szefem był znany Kurt Scheller. - Wychodziłam z pracy i szłam do hotelu gotować - mówi Lazar.

Gastronauci powstali najpierw na kartce w notesie. - Zaproszono mnie na konferencję, na której prelegenci strasznie przynudzali. Zaczęłam notować pomysły na to, co mogłabym robić w życiu. W tym i serwis z recenzjami restauracji - opowiada. Wkrótce potem odeszła z pracy. Ale od razu nie weszła we własny biznes. Pisała, jako freelancer, artykuły: kulinarne, podróżnicze. - I przyszedł moment, w którym pomyślałam: za dużo siedzę w domu, gotuję, tyję, za mało zarabiam, za bardzo jestem zależna od innych osób. To zrobię ten serwis na próbę - mówi.

Z tej próby wyszedł największy w Polsce serwis z recenzjami. Ile dziś zarabia, tego Lazar nie ujawnia. Ale zarabia na siebie i kilkuosobowy zespół: na reklamach, płatnych wizytówkach dla restauracji oraz sprzedaży bazy danych i fragmentów recenzji innym firmom, jak choćby nawigacyjnemu NaviExpert.

Inwestora nie ma. - Na początku były niepoważne propozycje od poważnych firm, typu złotówka za użytkownika, czyli raptem około 100 tys. zł za całą spółkę. Miałam wrażenie, że ludzie mieli mnie za słodką idiotkę, która coś tam pichciła wcześniej w domu i nagle zrobiła serwis - mówi Lazar. I dodaje, że inwestora nie szuka. Choć rozmawia z różnymi firmami i współpracy nie wyklucza.

Sukces Gastronautów natchnął Lazar do pójścia w ślady OpenTable, spółki założonej jeszcze w latach 90. w San Francisco. OpenTable jest notowana na Nasdaq, wyceniana na ponad miliard dolarów. W 2010 r. przy przychodach 98 mln dol. spółka na czysto zarobiła 14 mln dol. Zajmuje się elektroniczną rezerwacją stolików. Dla klientów jest bezpłatna, płacą restauracje - miesięczny abonament za używanie aplikacji do zarządzania rezerwacjami plus stała prowizja za każdego "przyprowadzonego" użytkownika.

W Stanach mają OpenTable, u nas ma być Stoliczku.

Kilka złotych od nakrycia

- Od dłuższego czasu chciałam wyjść poza wyświetlanie treści. I w końcu dać czarno na białym dowód, że przyprowadzamy restauracjom klientów - mówi Lazar.

Stoliczku nie jest pierwszym serwisem, gdzie można zamówić stolik w knajpie - od lat działa np. eRestauracja.pl. Ale tam rezerwacje są "ręczne" - klient wybiera knajpę w serwisie i godzinę, a do restauracji i tak ktoś dzwoni (tyle że z serwisu, a nie klient). W Stoliczku ta rezerwacja przebiega automatycznie. Bo Lazar najpierw instaluje swoją aplikację w restauracji. Opcje są dwie: właściciel może wybrać tylko aplikacje do samych rezerwacji albo rozbudowane narzędzie do zarządzania salą i stolikami (w tym są m.in. informacje o obłożeniu sal czy dane o klientach wraz z kwotami, jakie zostawili w restauracji).

Jak w OpenTable, tak i w Stoliczku klient nic nie płaci. Płacą za to restauracje - w pełnej wersji 200 zł miesięcznego abonamentu plus po kilka złotych od nakrycia.

- Kiedy usłyszałem o projekcie, podszedłem do niego z dużym entuzjazmem. Takie usługi sprawdziły się już w USA czy Europie Zachodniej. U nas brakowało dotąd osoby, która spróbowałaby to z sukcesem zaszczepić na polskim gruncie - mówi Maciej Bombol, właściciel warszawskiej restauracji Enoteka Polska.

Jego zdaniem kluczem do sukcesu dla Stoliczku będzie serwis Gastronauci. - Wiele osób przed dokonaniem wyboru najpierw szuka opinii o restauracjach w internecie - mówi. A jak już się zdecydują, to wystarczy kliknąć, by zarezerwować stolik. W Enotece system Stoliczku działa od lipca. - Sądzę, że docelowo ze Stoliczku będziemy mieć 20-40 proc. wszystkich rezerwacji. Choć na razie liczba gości rośnie wolniej, niż myślałem - przyznaje Bombol. Podkreśla jednak, że dla niego, jako restauratora, Stoliczku ma jeszcze inną ważną zaletę: pozwala efektywnie zarządzać rezerwacjami (papierowe księgi idą w odstawkę) i monitorować planowane obłożenie poszczególnych sal. - Prowadzimy również program lojalnościowy w postaci kart z 10-proc. zniżką dla naszych najlepszych klientów. I już wydaliśmy pierwsze takie karty na podstawie funkcjonalności serwisu Stoliczku - dodaje.

A plany Lazar? - Do końca roku chcemy się zainstalować w stu restauracjach, rentowni będziemy przy dwustu - mówi. Na razie w Stoliczku jest ich 40, w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, we Wrocławiu i w Konstancinie-Jeziornie. Przez cztery miesiące Stoliczku sprowadziło do nich ponad tysiąc klientów.

Lazar przeszła drogę od gotowania w domu, przez hotelową kuchnię, do biznesu w internecie. Od czytania książek kucharskich do ich pisania (ma na koncie cztery) oraz programu kulinarnego w Kuchnia.tv.

- Ostatniego słowa w kuchni jeszcze nie powiedziałam - zapowiada.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • Gość: Agnes

    0

    Dobry pomysł na biznes to podstawa. Ja teraz rozwijam swoja pierwsza działalność i jestem bardzo podekscytowana. Dostałam kredyt i startuję. Wierzę, że się uda i też będę robić to co lubię.

  • babaqba

    0

    Dajcie spokój tym "knajpom". W Polsce to określenie podrzędnej spelunki, brudnej i serwującej głównie meduzę z lornetą. Skąd ta moda na pauperyzację?

  • marek-lipski

    0

    Ta specjalizacja w powiazaniu nawet z hotelami,z restauracjami i z biurami podrozy ma wielka perspektywe.Gratuluje pomyslu,portalu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX