Jak podaje GUS, tylko we wrześniu zlikwidowano 5 tys. miejsc w sektorze przedsiębiorstw, a na dodatek pracodawcy nie chcą zatrudniać ani tworzyć nowych miejsc pracy. Optymizmu nie da się też wykrzesać, patrząc na liczbę bezrobotnych. Wprawdzie przez rok ich liczba wzrosła niewiele, bo o 50 200 osób, ale na jedno wolne miejsce pracy przypada teraz ponad 27 osób. Rok temu - tylko ok. 18. Bezrobotnych jest dziś w Polsce 1 862 800 osób.
Potwierdzają to Badania Ankietowe Rynku Pracy 2011 przygotowane przez Instytut Ekonomiczny NBP, które wczoraj zaprezentowano w
Warszawie. Czytamy w nich m.in., że od roku jedna piąta polskich firm nikogo nie zatrudniła ani nie zwolniła. A na pięć tych, które zamierzają inwestować, tylko jedna chce przyjmować pracowników. Czyli bezrobotnych przybędzie.
Co z nimi zrobić? I to zwłaszcza że ok. 30 proc. zarejestrowanych w urzędach pracy zatrudnienia nie szuka - wynika z danych BAEL. Ale, jak zbadali autorzy BARP, nie jest tak, że bezrobotni pracy nie chcą i że sami są sobie winni.
Dlaczego więc bezrobotni pozostają bezrobotni?
Najczęściej mówi się, że mają zbyt wysokie oczekiwania co do wynagrodzenia. Zdaniem badaczy z NBP to mit.
- Zapomina się, że bezrobotny to najczęściej nie jest ktoś bez wykształcenia, doświadczenia itp., kto dopiero wchodzi na rynek pracy - mówi dr Joanna Tyrowicz, ekonomistka z UW i autorka badania. - Nic dziwnego, że tacy ludzie spodziewają się wyższych płac. Mimo to nasze badania wykazują, że płace oczekiwane i rynkowe bezrobotnych wcale aż tak się nie różnią.
Przeciętna płaca, jakiej chcieliby polscy bezrobotni, to zaledwie 1630 zł netto. To tylko o blisko 7 proc. więcej, niż pracodawcy skłonni są im zapłacić. - Wiele osób skłonnych jest obniżyć wymagania o 5-10 proc. w stosunku do zarobków w ostatniej pracy. Zwłaszcza ci o wyższych kwalifikacjach - dodaje dr Tyrowicz.
W ciągu roku pozostawania bez pracy przeciętne wymagania płacowe maleją o 322 zł. Najszybciej obniżają je osoby, które aktywnie pracy szukają i niedawno były na rozmowach kwalifikacyjnych. Za to ci najgorzej wykształceni albo tacy, którzy dość długo nie mają odzewu od pracodawców, zdaniem autorów BARP zdecydowanie za wolno obniżają oczekiwania.
Inną często przywoływaną przyczyną
bezrobocia jest brak chęci do przemieszczania się "za pracą". Ten mit także obalają autorzy BARP.
- 87 proc. badanych bezrobotnych jest skłonnych do pracy dojeżdżać - podkreśla dr Tyrowicz.
I tłumaczy, że ograniczają ich przyczyny obiektywne - np. to, że muszą się kimś opiekować albo nie mają pieniędzy na dojazdy.
Najbardziej istotnym powodem braku pracy - zdaniem autorów raportu NBP - jest niedopasowanie kwalifikacji do wymagań rynkowych. Aż 40 proc. bezrobotnych twierdzi, że nie ma zapotrzebowania na ich umiejętności. Jedna czwarta chciałaby to zmienić i jest gotowa przekwalifikować się za własne pieniądze. To najczęściej osoby z wyższym wykształceniem. Jedna trzecia woli nic nie zmieniać, a 12 proc. chciałoby się szkolić, tyle że za pieniądze publiczne.
Jak policzyli badacze z IE NBP, taki wydatek znacznie przekraczałby środki, jakie na szkolenia przeznaczane są z Funduszu Pracy i EFS. W dodatku w tym roku Fundusz Pracy znacznie okrojono. Minister finansów zablokował ponad 50 proc. pieniędzy - czyli 3,5 mld zł - które miały pójść na aktywne formy przeciwdziałania
bezrobociu, tj. finansowanie szkoleń, staży czy dopłaty do miejsc pracy dla firm zatrudniających bezrobotnych z urzędów pracy.
Zdaniem autorów BARP bezrobotni nie umieją też szukać pracy. Tylko 14 proc. z nich robi to aktywnie, tzn. wie, gdzie znaleźć ofertę, wysyła
CV, chodzi na rozmowy kwalifikacyjne. Tyle samo działa nieskutecznie, rejestrując się jedynie w urzędzie pracy. A od początku roku do końca września firmy zgłosiły do urzędów pracy 607,7 tys. ofert zatrudnienia - podaje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. To o ponad jedną czwartą mniej niż rok temu.
Jest jeszcze jedna ważna przyczyna pozostawania bez pracy. Spora część tych, którzy nie chcą znaleźć zatrudnienia, według raportu BARP dostaje wsparcie finansowe z zagranicy. Aż 10 proc. polskich gospodarstw otrzymuje pieniądze od członka rodziny, który pracuje na emigracji. W połowie z tych rodzin przynajmniej jedna osoba nie pracuje. A w ponad jednej trzeciej (36 proc.) - bezrobotnych jest dwóch lub więcej. Trzy czwarte takich rodzin deklaruje, że ta sytuacja w pełni im odpowiada.
Co robić, żeby to zmienić? Komentując raport BARP, prof. Marek Góra, ekonomista z SGH, jako receptę podał zwiększenie mobilności i ułatwianie zmiany kwalifikacji bezrobotnym.
Szef doradców premiera minister Michał Boni stwierdził natomiast, że pomóc mogłoby ograniczenie zachęt instytucjonalnych do pozostawania w stanie bezrobocia i kontraktowanie usług rynku pracy, czyli zlecanie ich firmom i instytucjom zewnętrznym.
Od początku roku do końca września firmy zgłosiły do urzędów pracy 607,7 tys. ofert zatrudnienia - podaje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. To o ponad jedną czwartą mniej niż rok temu i najmniej od 2003 roku - napisał wczoraj "Dziennik Gazeta Prawna".
Badanie Ankietowe Rynku Pracy 2011 zrealizowano wiosną i latem 2011 przez zespół ds. rynku pracy Instytutu Ekonomicznego NBP na próbie 4 tys. osób bezrobotnych i 1101 firm