Kanadyska firma Talisman gazu z łupków szuka m.in. na łące koło Lewina. Ale jej pracownicy na długo zanim zaczęli wiercenia, już wiedzieli, że na Kaszubach nie ma to jak ochotnicza straż pożarna. To w remizie odbywają się wesela, zebrania gromad, tam dzieciaki ze wsi przychodzą na internet.
Szefowie Talismanu nie dowiedzieliby się tego, gdyby nie mieli w terenie swoich ludzi. Po jednym w każdej gminie. - Zatrudniliśmy osoby, które są naszymi ambasadorami tam, gdzie szukamy gazu. To na pół społeczna, na pół zawodowa funkcja. Daliśmy im telefony, a oni informują nas o tym, co się dzieje - tłumaczy dyrektor ds. korporacyjnych Tomasz A. Gryżewski.
Ten ciągle uśmiechający się czterdziestoparolatek ubrany w polarową bluzę na spotkaniu w wiejskiej remizie zupełnie nie przypomina absolwenta Cambridge, którym jest, albo dyrektora ds. korporacyjnych w PKN Orlen, którym był kilka lat temu.
Katering z remizy Wiertnia w Lewinie w gminie Linia stoi kilkaset metrów od miejscowej jednostki OSP. Nic więc dziwnego, że konferencja z okazji inauguracji odwiertu odbywa się w strażackim budynku. Są wójtowie z Linii i sąsiedniego Szemudu, radni, a nawet urzędnicy z Gdańska.
Atmosferę ociepla katering. Żadne tam frykasy z restauracji, choć tych i dobrych hoteli w pobliżu nie brakuje. Miejscowe gospodynie krzątają się w strażackiej kuchni. Nic wyszukanego. Na stołach rozkładają dania jak przy okazji wiejskiego wesela - galareta,
sałatki, śledzie, domowej roboty
ciasto ze śliwkami, kawa z fusami.
Przyjaźń pomiędzy Talismanem a strażakami z Lewina zakwitła kilka tygodni przed rozpoczęciem wierceń, kiedy firma ufundowała OSP sztandar. - Z okazji 80-lecia jednostki w Lewinie. Dołożylismy się też do festynu z tej okazji - mówi Gryżewski.
"Agenci" Talismana donieśli też szefostwu firmy, jak bardzo mieszkańcy kaszubskich wiosek nie lubią jeżdżących tamtędy ciężarówek. I wytłumaczyli dlaczego.
- Budowa stadionu PGE Arena w Gdańsku spowodowała, że Kaszubi są uczuleni na prędkość, jaką rozwijają ciężarówki, przejeżdżając przez wieś - wyjaśnia Gryżewski. Chodzi mu o pojazdy, które wywoziły na Kaszuby ziemię i gruz z wykopów pod fundamenty stadionu budowanego na Euro 2012 - setki, jeśli nie tysiące kursów, po kilkadziesiąt dziennie. W Talismanie postanowili zaradzić tej niechęci. Kierowcy dostali ulotki z prośbą o nieprzekraczanie 40 km/godz
., o niehamowanie skrzynią biegów. Firma zasponsorowała też utwardzenie drogi, której używają jej pojazdy.
Apel poskutkował. Mieszkańcy są zadowoleni. - Sporo tych ciężarówek jeździ, ale jest też kilkaset metrów utwardzonej polnej drogi - mówią mieszkańcy Lewina.
Jednak w tej części Kaszub, zwanej Szwajcarią Kaszubską, jeszcze ważniejsi od strażaków są turyści przyjeżdżający nad malowniczo położone wśród wzgórz jeziora i budujący tu
domy letniskowe. A kilka la temu w gminie odkryto coś, co w przyszłości przyciągnie ich jeszcze więcej - średniowieczne kurhany.
Talisman wykorzystał okazję. Datek na dalsze badania archeologiczne załatwił sympatię miejscowych władz i zapobiegł ewentualnym protestom. - Wyłożyli 20 tys. zł - mówi wójt gminy Linia Łukasz Jabłoński. - Dobrze nam się współpracuje również dlatego, że zanim zaczęli wiercić, podjęli rozmowy z miejscową społecznością.
Gwoździe na zgodę Przekonywanie lokalnych społeczności to cała kampania, trwająca tygodniami - spotkania z mieszkańcami, festyny, konferencje prasowe. W LNG Energy szukającej gazu w pobliżu jeziora Jeziorak na Warmii poszli śladem Talisman Energy. "Relacjami" zajmuje się tym Patrycja Kujawa, przystojna 30-letnia brunetka, absolwentka kanadyjskiego University of Alberta w Edmonton. Zanim trafiła do LNG Energy, przez dziesięć lat była dziennikarzem w Kanadzie. Pisała również o wydobyciu gazu łupkowego. Ma własną firmę doradzającą firmom szukającym okazji na biznes w Europie Wschodniej. Znakomicie mówi po polsku i angielsku. Przyznaje, że nie spodziewała się, że w Polsce będzie miała tyle pracy.
By przekonać lokalne władze, nie wystarczy godzinna rozmowa przy kawie. W gminie Iława nad Jeziorakiem w lokalnej prasie firma przeprowadziła kampanię reklamową, zamieszczając artykuły tłumaczące technologie wydobycia. Po niej w siedzibie firmy rozdzwoniły się telefony od właścicieli pól z pytaniami o możliwość wydzierżawienia jej ziemi pod wiertnię.
Potem była wizyta na sesji rady miasta - rozmowa z radnymi. W gminie Iława firma LNG Energy zasponsorowała też np. majówkę z udziałem lokalnych polityków.
- Wbijanie gwoździ, za nietrafienie trzeba było wypić kieliszek alkoholu. Gwoździe wbijał jeden z szefów firmy. Poszło mu dużo gorzej niż burmistrzowi i radnym - uśmiecha się Kujawa. Zapewnia, że nie zrobił tego specjalnie, ale nietrudno się domyślić, że stał się w ten sposób jedną z największych atrakcji imprezy.
Nie chcemy gazu, ropy, niczego Firmy poszukujące gazu łupkowego bardzo starają się o przychylność lokalnych społeczności, bo muszą.