Nowym narodowym bohaterem stał się kapitan Tadeusz Wrona, który przed tygodniem posadził maszynę bez wysuniętego podwozia tak delikatnie, że nikomu nic się nie stało. Samolot LOT-u pokazywały największe światowe telewizje.
To pierwsze w ostatnich latach tak dramatyczne zdarzenie z udziałem samolotu polskiego narodowego przewoźnika. Ale w ostatnich miesiącach zdarzały się inne "drobne" incydenty. We wrześniu znad Morza Północnego musiał zawrócić boeing 767 lecący do Nowego Jorku. Powód? Pęknięta szyba w kokpicie pilota. Kilka dni temu do Warszawy zawrócił boeing 737 zmierzający do Brukseli - też z powodu rozszczelnienia okna.
Zapewne to tylko zbieg okoliczności. Prawda jednak jest też taka, że liczące kilkanaście lat
maszyny 767 miały już być dawno zastąpione przez supernowoczesne boeingi 787 dreamliner. Pierwsze dostawy miały nastąpić jesienią 2008 r. Ale opóźnienia w produkcji sprawiły, że pierwszy samolot w barwach LOT poleci dopiero w... IV kw. 2012 r.
LOT jest małą linią w porównaniu z gigantami,jak Lufthansa czy Air France-KLM. Dreamliner miał mu pomóc w konkurowaniu z liderami i zarabianiu pieniędzy szczególnie na lukratywnej klasie biznes. Ale nie dość, że dreamlinera nie ma, to jeszcze po awaryjnym lądowaniu na warszawskim lotnisku jedna z pięciu używanych maszyn 767 nie będzie eksploatowana przez miesiące. Szczęśliwie LOT szybko znalazł zastępstwo dla uszkodzonej maszyny. Kilka dni temu wynajął samolot boeing 767-300ER od ukraińskiego przewoźnika AeroSvit. Będzie go używał do 15 stycznia.
Dziś narodowy przewoźnik lata z Warszawy do Ameryki Północnej oraz do wietnamskiego Hanoi. Ale plany na dalekie trasy są dużo bardziej ambitne. Jeszcze niedawno prezes LOT Marcin Piróg mówił, że w przyszłym roku zostanie otwarte połączenie do Pekinu. Trwają rozmowy z Rosjanami na temat możliwości przelotów nad Syberią i na temat dobrych "slotów" (czyli czasów startów i lądowań samolotów) na lotnisku w stolicy Chin. Inne kierunki - np. Tokio - poczekają raczej na dostawy nowych samolotów.
Trasy azjatyckie to zdaniem obecnego zarządu LOT-u szansa na znaczne zwiększenie przychodów spółki, która od dobrych kilku lat próbuje wyjść z finansowych tarapatów. Mocno dostała w kość przez kryzys. Najpierw w branżę lotniczą uderzyły wysokie ceny paliwa, później światowa recesja, która zniechęciła pasażerów do latania. W rezultacie w 2008 r. LOT miał stratę netto na poziomie 732,7 mln zł. Przede wszystkim przez feralne kontrakty hedgingowe na paliwo. W tym roku przewoźnik ma na koniec roku być około 50 mln zł pod kreską. Dodatkowe kilka milionów będzie go kosztował kilkudziesięciogodzinny przestój warszawskiego lotniska po awaryjnym lądowaniu boeinga (koszty naprawy samolotu mają być pokryte z ubezpieczenia). Nie wiadomo też, czy pasażerowie nie przestraszą się też latania z LOT-em za ocean przynajmniej do czasu wyjaśnienia przyczyn awarii.
LOT cały czas przechodzi restrukturyzację, łata dziury w
budżecie, pozbywając się spółek-córek (dodajmy, że wartą ponad 230 mln zł sprzedażą spółek LOT Services i LOT Catering zainteresowała się po artykule "Gazety" Komisja Europejska, podejrzewając, że skomplikowana transakcja może mieć znamiona pomocy publicznej).
A to nie koniec problemów. LOT zjadają od wewnątrz konflikty na linii związki zawodowe - zarząd. Chociaż prezes Piróg mówił ostatnio na konferencjach, że pracownicy to najlepsze, co ma LOT, to niektóre związki zawodowe nie odwzajemniają tych uczuć. Kłócą się z zarządem m.in. o czas
pracy czy wysokość wynagrodzeń. W czwartek przewodnicząca Związku Zawodowego Pilotów Liniowych PLL LOT Joanna Modzelewska i szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego Elwira Niemiec wystosowały pismo do rządu (większościowego właściciela LOT) o odwołanie prezesa Piroga, który zarządza firmą od nieco ponad roku. Zresztą jest 11. szefem spółki od 2005 r.!
W ostatnich miesiącach władze LOT-u zdenerwowało powołanie przez związkowców spółki LOT Air, która chciałaby wziąć udział w
prywatyzacji pracowniczej LOT-u (związkowcy swoją spółkę zarejestrowali... pod adresem LOT-u).
Nawet szczęśliwe lądowanie na Lotnisku Chopina nie jest w stanie pogodzić zwaśnionych stron. "Przypisywanie sobie zasług kapitana Tadeusza Wrony, członka Związku Zawodowego Pilotów Liniowych PLL LOT SA, przez zarządzających, nie znajduje podstaw w rzeczywistości" - napisały związki zawodowe w oświadczeniu przesłanym PAP.
Skoro w takim momencie nie można się zjednoczyć w, bądź co bądź, wspólnej sprawie, czyli walce o rentowność i lepszą przyszłość firmy, to kiedy?