Teresa Cwielong mieszka w Balcarzowicach (Opolskie) od 45 lat, od 12 jest sołtysem. Wieś to niewielka, leżąca na uboczu, z jednej strony las, z drugiej pola. Ale
domy ładne, wyremontowane. Jest i kościół, jest świetlica, w której organizowane są mikołajki, dożynki, dzień seniora. Przy drodze murowany przystanek autobusowy zbudowany siłami mieszkańców.
Brakuje tylko drzew, 300-letnie dęby wyrwało tornado, które przeszło przez Balcarzowice i kilka innych wsi powiatu strzeleckiego 15 sierpnia 2008 r. o godz. 17.15. Dzień ten upamiętnia głaz z pamiątkową tablicą, który stoi we wsi.
Rok po przejściu trąby powietrznej Balcarzowice odwiedził premier Donald Tusk, zjadł tu rosół, roladę i
kluski śląskie z czerwoną kapustą. Śląski
obiad bardzo mu smakował.
Pani sołtys jest dumna z tego, co udało się już we wsi zrobić. - I dlatego - mówi - gdy zabiorą nam PKS, to będziemy protestować. Bo nie może być tak, żeby odcięli nas od świata - zaznacza.
W wakacje do Balcarzowic nie przyjechał ani jeden autobus, wszystkie kursy zostały zawieszone. Większość mieszkańców, a jest ich około 200, jakoś sobie poradzi. Na wielu podwórkach stoi samochód. - Ale są i ludzie starsi, którzy samochodu nie mają. A muszą dojechać do lekarza, do urzędu, do sądu. Jak? - pyta pani sołtys.
Kiedy zaczęła się
szkoła, autobusy wróciły. Ale nie wiadomo, na jak długo, bo PKS w Strzelcach Opolskich chce zlikwidować kursy, które przynoszą największe straty. W sumie 120, czyli połowę rozkładu jazdy. Prezes strzeleckiego PKS Aleksander Patoła: - Zrobiliśmy selekcję kursów pod kątem wpływów ze sprzedaży biletów. Okazuje się, że 50 proc. jest do skreślenia, bo nie pokrywają nawet kosztów paliwa i płacy kierowców.
Zarzynamy się nawzajem Lista firm przewozowych, które zawieszają albo likwidują najbardziej deficytowe kursy, wydłuża się z dnia na dzień: PKS Gdańsk, Poznań, Kamień Pomorski, Starachowice, Łuków, Ostróda, Nowa Sól, Żary, Mrągowo, Płock, Chojnice... PKS w Nysie ma już 1,2 mln zł straty, zawiesił 60 kursów. Na razie. - Oczywiście to nie jest w naszym interesie, bo podkopuje zaufanie pasażerów. Ale nie mieliśmy innego wyjścia, brakuje pieniędzy na paliwo, na wszystko - mówi prezes Stanisław Arczyński.
Kilka spółek nie wytrzymało na rynku, w czerwcu sąd ogłosił upadłość PKS w Białej Podlaskiej, PKS w Rybniku jest w likwidacji, wcześniej los taki spotkał przedsiębiorstwo w Wadowicach i Zawierciu.
A pasażerowie PKS Myślenice mogli pod koniec czerwca przeczytać taki oto komunikat: "Obiecaliśmy, że w Myślenicach powstanie dla was nowoczesny dworzec i słowa dotrzymujemy. Niebawem nastąpi jego otwarcie! Aby zachęcić naszą niedawną konkurencję do większej aktywności, PKS Myślenice postanowił, że od 1 lipca rezygnuje z obsługi komunikacyjnej lokalnych tras. Mamy nadzieję, że inni przewoźnicy godnie nas zastąpią".
- Konkurencja zamiast współpracy doprowadziła do tego, że zarzynamy się nawzajem. Do tego doszedł totalny odpływ pasażerów - narzeka Hieronim Urbanek, prezes PKS w Poznaniu. Tam wciąż walczą o pasażera: kupują nowy tabor, oferują bezpłatny internet w autobusach. Na próżno? - Czasy, gdy w autobusach jeździły tłumy, już nie wrócą - nie ma wątpliwości Zdzisław Szczerbaciuk, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji. W zeszłym roku 168 firm samochodowych przewożących pasażerów zrzeszonych w Izbie (w tym 136 PKS-ów) zanotowało w sumie 190 mln zł straty netto. W tym roku będzie ona jeszcze większa, bo nawet 250 mln zł.
Ale nie zawsze tak było.
Za Gierka - potęga W czasach PRL-u bez PKS-u żyć się nie dało. Do pracy, szkoły, na ryby, grzyby, na wakacje - autobusem dojechało się wszędzie. Złota era zaczęła się w połowie lat 60. Na trasach królowały Jelcze RTO, czyli popularne "ogórki", które dojeżdżały do najdalszych zakątków Polski. Wchodząc na pokład, trzeba jednak było się mieć na baczności. W 1960 r. sąd w Kielcach skazał na rok więzienia jednego z pasażerów, który w autobusie miał naruszyć art. 22 tzw. małego kodeksu karnego mówiący, że osoba rozpowszechniająca "fałszywe wiadomości mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów" podlega karze do pięciu lat więzienia. Nieszczęsny pasażer zbyt głośno mówił o brakach mięsa i wędlin na rynku w kontekście wizyty przywódcy ZSRR Nikity Chruszczowa... Co ciekawe, sprawa miała swój finał w ub. miesiącu - po 50 latach Sąd Najwyższy uniewinnił pasażera. Za Gierka PKS był potęgą. W całym kraju miał 30 tys. autobusów i zatrudniał 150 tys. osób! - Sieć połączeń pokrywała ponad 95 proc. dróg w Polsce. Najdłuższe linie jechały przez całą Polskę: Zakopane - Gdańsk, Lublin - Szczecin, Wrocław - Białystok - opowiada Jacek Jachymczyk, specjalista ds. organizacji przewozów w PKS Gliwice, pasjonat historii firmy. - Ludzie cenili PKS za to, że w ogóle jeździł i zapewniał im codzienne dojazdy do pracy, szkoły - dodaje.
W telewizji miliony śledziły losy Leszka Góreckiego, kierowcy PKS w serialu "Daleko od szosy", a w filmie "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Stanisława Barei z 1978 r. pojawia się kultowy dialog związany z PKS-em:
- Ja, to proszę pana mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem,
śniadanie jadam na kolację... Tylko wstaję i wychodzę.
- No ubierasz się pan...
- W płaszcz, jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
- A fakt.
- Do PKS mam 5 km. O czwartej za piętnaście jest PKS.