Minister finansów Jacek Rostowski przedstawił na przyszły rok trzy scenariusze:
• „umiarkowanego spowolnienia” -
wzrost gospodarczy hamuje, ale niezbyt mocno, bo do 3,2 proc.;
• „średniego spowolnienia” - gospodarka rozwija się w tempie 2,5 proc.;
• „recesji” -
PKB spada o 1 proc.
Który wybierze rząd? O tym zdecyduje premier w grudniu. - Sytuacja zmienia się dramatycznie. Politycy w
strefie euro nie panują nad kryzysem - powiedział Rostowski. Nie wiadomo, co będzie z Grecją i Włochami, i jaki wpływ zawirowania mogą mieć na sytuację ekonomiczną Polski. - Nasza gospodarka jest silna, ale sytuacja w Europie Zachodniej prędzej czy później na nią wpłynie - przestrzegł.
Przygotowanie budżetu w trzech wariantach ma pozwolić na szybkie przeskoczenie z jednego na drugi w sytuacji, gdyby sytuacja się niespodziewanie pogorszyła. I tak w pierwszym, najlepszym do kasy państwa wpłynie o 5 mld zł mniej z podatków i składek. Rząd będzie wtedy szukał innych źródeł dochodów, ale nie podnosząc podatków.
W drugim działania mają być bardziej zdecydowane, bo budżet potrzebowałby dodatkowych 9 mld zł. Rostowski zapewnił, że podejmie wtedy takie kroki, aby "jak najmniej uderzyć po kieszeniach normalnych Polaków". - Pracujemy nad różnymi możliwościami - uciął nie podając szczegółów.
Najtrudniejszy będzie trzeci scenariusz - recesyjny. Dochody budżetu mogłyby spaść nawet o 30 mld zł. - Tutaj nie wyobrażam sobie, aby można było uniknąć podwyżek podatków - powiedział Rostowski. Nie ujawnił jak duża byłaby to podwyżka i jakich podatków by dotyczyła. Wszystko ma powiedzieć premier w swoim exposé 18 listopada.
- Przecież o tym wszystkim wiedzieliśmy od dawna. Wiedział o tym minister finansów, wiedział i premier, tylko przed wyborami nie chcieli denerwować wyborców - mówi posłanka Beata Szydło (PiS). Jej zdaniem rząd goniły terminy i dlatego przedstawił nierealny budżet. - Ostrzegała przed tym nie tylko opozycja, ale i większość ekonomistów - dodaje.
Szydło uważa, że założony w budżecie 4-proc. wzrost gospodarczy był wzięty się z księżyca. - Wskazywały na to prognozy międzynarodowych instytucji - m.in. Komisji Europejskiej czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego - przypomina. Jej zdaniem optymistyczny scenariusz to 2,5-proc. wzrost PKB. Właśnie takie prognozy na 2012 rok opublikowała w czwartek Komisja Europejska.
Premier i minister finansów jeszcze w maju chwalili przygotowany przez rząd budżet. - Jest nacechowany odpowiedzialnością. Mimo trudnych czasów udaje nam się nie krzywdzić ludzi - zapewniał Tusk. A Rostowski zarzekał się, że przyjęty w ustawie budżetowej wzrost dochodów jest i tak ostrożny z powodu niepewnej sytuacji w Europie i na świecie.
Ekonomiści już wówczas ostrzegali, że to założony w budżecie 4-proc. wzrost gospodarczy na 2012 rok jest mocno optymistyczny. Mimo to rząd złożył budżet w Sejmie tuż przed wyborami w niezmienionej wersji. - Już przed wyborami mówiliśmy, że sytuacja jest dynamiczna. Teraz musimy brać pod uwagę to, co dzieje się na naszych oczach, w Grecji czy we Włoszech - tłumaczy poseł Sławomir Neumann (PO).
Według niego nikt odpowiedzialny nie powie dzisiaj, co nas czeka za miesiąc. - Musimy przygotować się na różne warianty, bo sytuacja w Europie na pewno odbije się na polskiej gospodarce. Tego oczekują od nas rynki - tłumaczy. Jak? - Możliwe są różne działania, choćby cięcia w administracji - wymienia.
Wskazuje też na możliwość przesunięcia części inwestycji na następny rok. Nie wyklucza też konieczności sięgnięcia po środki odłożone w Funduszu Rezerwy Demograficznej. W zeszłym roku zabrał stamtąd 7,5 mld zł, w tym już 4 mld zł. - VAT wzrośnie jeśli dług przekroczy próg ostrożnościowy 55 proc. PKB - dodaje Neumann.
- Najbardziej prawdopodobny jest drugi scenariusz, czyli "średniego spowolnienia" - ocenia dr Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku. - Przy czym raczej będzie to mniej niż więcej. To oznacza 9 mld zł mniej wpływów do budżetu w przyszłym roku. W tej sytuacji nierealistyczne jest zejście z deficytem sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB w przyszłym roku - dodaje.
Rząd obiecał to Komisji Europejskiej. Rostowski wierzy, że będzie to możliwe: - Resort zdecydowany jest utrzymać cel sprowadzenia sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB w 2012 r. I zapowiada, że najważniejszym elementem rządowego planu będą reformy strukturalne, które premier przedstawi podczas expose.
Dr Wojciechowski: - Uspokoiłoby to rynki finansowe, które uważnie patrzą teraz nam na ręce. Na razie wyróżniamy się pozytywnie, ale długo na tym kredycie zaufania jechać nie możemy, bo się przejedziemy. Mocny sygnał dla rynków, czyli zmiany w emeryturach rolniczych, mundurowych, górniczych i stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego, mogłoby nie tylko ustabilizować kurs złotego, ale też sprawić, że będziemy płacić niższe odsetki od naszego zadłużenia.
Reformy nie dadzą jednak oszczędności w nadchodzącym roku. - Dlatego rząd najprawdopodobniej podniesie VAT i akcyzę, a także sięgnie po dywidendy z państwowych spółek - uważa dr Wojciechowski. Może też podnieść składkę rentową. Ważne, żeby zrobił to po stronie pracowników, tak aby nie podnosić kosztów pracy przedsiębiorcom. To groziłoby nam wzrostem bezrobocia.
Raczej nie będzie ponownie zabierał oszczędności z
OFE. Chociaż może to okazać się dla niego kuszące, bo w przyszłym roku to 9 mld zł. - Jeżeli minister finansów zdecyduje się na odłożenie inwestycji, to ważne żeby nie ruszać tych finansowanych z funduszy europejskich, bo wtedy te pieniądze przepadną - mówi dr Wojciechowski.
Radzi rządowi jeszcze w listopadzie przegłosować w Sejmie rezygnację z ulgi podatkowej na pierwsze
dziecko. - Niech zostanie tylko na drugie i każde następne. Można by też wprowadzić przy niej limit dochodowy, tak żeby nie przysługiwała ona najlepiej zarabiającym - przekonuje.