To oznacza, że należący do Buffetta wehikuł inwestycyjny Berkshire Hathaway jest drugim co do wielkości udziałowcem
IBM.
Z wielu względów zaangażowanie Buffetta w IBM jest nietypowe. Miliarder wcześniej zarabiał głównie na inwestycjach w branży finansowej, ubezpieczeniowej czy w takich spółkach jak Coca-Cola, od technologii - mimo przyjaźni z Billem Gatesem - raczej stroniąc. To największa kwota, jaką Berkshire wydało na przejęcie mniejszościowego udziału w jakiejkolwiek spółce giełdowej. I w końcu: 81-letni Buffett z reguły kupował papiery różnych spółek, gdy nie były one szczególnie mocno wyceniane. A kurs IBM w tym roku wzrósł aż o 28 proc., do niemal historycznie najlepszych wyników. Inwestorzy jednocześnie wywindowali koncern z Armonk na czwarte miejsce pod względem kapitalizacji - po Exxonie,
Apple'u i Microsofcie (był moment, w którym wycena Big Blue przewyższyła wycenę Microsoftu).
Buffett twierdzi jednak, że bardzo wysoka wycena IBM go nie martwi. - Liczy się to, co spółka będzie robiła w przyszłości - mówi w rozmowie z dziennikiem "The Wall Street Journal", dodając, że IBM spełnia wszystkie jego zasady i nie jest krótkoterminową inwestycją. A zdecydował się na inwestycje po przeczytaniu ostatniego rocznego raportu IBM, widząc, jak dobrze IBM okopał się w usługach technologicznych dla biznesu.
W ubiegłym roku IBM zanotował 99,8 mld dol. przychodów, na czysto zarobił 14,8 mld dol.
- Buffett prawdopodobnie postrzega IBM jako firmę, którą trudno będzie usunąć z rynku korporacyjnego, tak samo jak trudno sobie wyobrazić usunięcie Coca-Coli ze świata konsumenckiego - mówi Jeff Matthews, inwestor w Berkshire Hathaway, autor książki o 81-letnim miliarderze.