"Gazeta" dotarła do projektu dyrektywy wprowadzającej podatek od transakcji finansowych, który został rozesłany do konsultacji polskim organizacjom branżowym skupiającym firmy finansowe. Zostanie on zaprezentowany dziś w warszawskiej siedzibie przedstawicielstwa Komisji Europejskiej.
Do wprowadzenia tzw. podatku bankowego Unia szykuje się już od wiosny. Szef Komisji Europejskiej José Barroso zaproponował, aby danina pobierana od instytucji finansowych wynosiła 0,1 proc. wartości obrotu akcjami i obligacjami oraz 0,01 proc. obrotu instrumentami pochodnymi, np. kontraktami terminowymi, opcjami. Planom wprowadzenia podatku wciąż sprzeciwia się
Wielka Brytania - a to właśnie obrót na parkietach w Londynie ma generować 70-80 proc. wpływów.
Podatek ma dotyczyć wszystkich instytucji finansowych, a więc: funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych, leasingowych, funduszy emerytalnych, biur maklerskich itp. Ma objąć obrót zarówno akcjami, obligacjami, jak i innymi papierami wartościowymi. Z jednym wyjątkiem: Komisja chce, aby nie dotyczył on tzw. rynku pierwotnego, czyli emitowania przez firmy, banki i rządy papierów wartościowych. Bruksela nie chce, aby wprowadzenie podatku utrudniało im pozyskiwanie kapitału na rozwój lub spłatę wcześniej zaciągniętych długów. Nie będą też opodatkowane transakcje z Europejskim Bankiem Centralnym oraz innymi bankami centralnymi Unii.
Z podatku będą też zwolnione transakcje walutowe, ale tylko te, w których przedmiotem handlu będą euro, dolary czy franki, a nie prawa do nich (czyli instrumenty pochodne). Spokojni mogą być też klienci indywidualni banków i innych instytucji finansowych - transakcje z udziałem klientów detalicznych nie będą obłożone daniną. Nie wzrosną też koszty zawierania umów ubezpieczeniowych, zaciągania kredytów hipotecznych i kredytów konsumpcyjnych, choć jeśli bank "przepakuje" kredyt zaciągnięty przez klienta i będzie chciał go sprzedać innemu bankowi jako produkt strukturyzowany - podatek od takiej sprzedaży już zapłaci.
Podatek obejmuje również obrót kontraktami terminowymi dotyczącymi towarów, gdy transakcje towarowe z fizyczną dostawą pszenicy czy kukurydzy będą zeń wyłączone.
Komisja Europejska - jak czytamy w projekcie - przewiduje, że podatek od transakcji finansowych "dotyczy modelu biznesowego transakcji wysokiej częstotliwości ściśle powiązanych z platformami obrotu, na których instytucje finansowe realizują liczne transakcje o wysokim wolumenie, ale niskiej marży". Bruksela spodziewa się, że część inwestorów bardzo intensywnie handlujących instrumentami finansowymi zmieni algorytmy tak, aby generowały mniej liczne transakcje o wyższej marży.
W projekcie podtrzymano wcześniejsze szacunki dotyczące wpływów z podatku do unijnego budżetu, które mają wynieść 57 mld euro rocznie.
Urzędnicy unijni argumentują, że zrobili wiele, aby uniknąć ryzyka przenoszenia się inwestorów i instytucji finansowych z handlem papierami wartościowymi poza Unię, by uniknąć podatku. Wśród tych argumentów projekt wymienia ustalenie stosunkowo niskich stawek, wyłączenie transakcji na tzw. rynku pierwotnym.
Ile może kosztować Unię ograniczenie intensywności wymiany kapitału między instytucjami finansowymi oraz ich "wyprowadzanie się" z Europy? "Oczekuje się, że negatywny wpływ na poziom PKB w perspektywie długoterminowej będzie ograniczony do około 0,5 proc." - czytamy w dokumencie. Według MFW łączny PKB krajów Unii wyniósł w 2010 r. ponad 12 trylionów euro. To oznacza, że po wprowadzeniu podatku Unia straciłaby 61 mld euro.
Nie jest to najczarniejszy scenariusz, bowiem w przeszłości pojawiały się wyliczenia mówiące, że koszty sięgną nawet ponad 200 mld euro.
Własny podatek dla banków lub wszystkich instytucji finansowych wprowadziło już lub zamierza wprowadzić kilka krajów Unii - np.
Portugalia, Wielka Brytania,
Niemcy,
Francja,
Węgry czy Łotwa. Rocznie poszczególne kraje chcą zarobić na opłatach: Niemcy - 1,3 mld euro, Francja - 504 mln euro, Wielka Brytania - 2,5 mld funtów, a Węgry - równowartość 650 mln euro.