Broniąc praw autorskich, ACTA posługuje się bombą atomową, skutków wybuchu której nie sposób przewidzieć. Zawiera szereg niejasno opisanych procedur, które mogą doprowadzić do masowego łamania prywatności internautów - także tych, którzy z kradzieżą praw autorskich nie mają nic wspólnego. W starciu prawa własności z jednej i prawa do prywatności, wolności przepływu myśli i idei z drugiej strony - tę drugą stronę zlekceważono.
Czy powinniśmy się na to godzić, przystając na zapewnienia np. polskiego Ministerstwa Kultury, że polskie przepisy są wystarczająco restrykcyjne i ACTA nic nie zmieni? Czy powinniśmy ufać takim zapewnieniom, skoro nie tak dawno to samo ministerstwo widziało potrzebę uzupełnienia owych przepisów porozumieniem pomiędzy operatorami internetowymi a organizacjami zarządzającymi prawami autorskimi - np. ZAiKS - które bardzo przypominało niektóre rozwiązania ACTA (operatorzy internetowi odmówili przystąpienia do porozumienia)?
Brzmienie ACTA umożliwia swobodną interpretację.
1. Nie ma np. zapisu o możliwości „blokowania” stron internetowych, gdyby ktoś usiłował na nich łamać prawa autorskie. Ale
jest przepis, który blokowanie umożliwia : art. 8, który mówi, że państwa powinny zagwarantować, aby sąd cywilny, do którego ktoś zgłosi się ze skargą na naruszenie praw autorskich, mógł „wydać nakaz stronie trzeciej” zapobiegający naruszaniu własności intelektualnej (definicji „strony trzeciej” brak, może chodzić o dostawcę internetu).
2. Art. 12 z kolei
przypomina niesławne „aresztowanie publikacji” w celu zabezpieczenia powództwa. Oto zobowiązuje się państwa do wdrożenia „szybkich i skutecznych środków tymczasowych” w stosunku do „strony trzeciej” w celu „uniemożliwienia naruszenia jakiegokolwiek prawa własności intelektualnej”. W polskim prawie naruszeniem własności intelektualnej będzie np. zamieszczenie na Facebooku ulubionych wierszy Miłosza czy Szymborskiej. Albo przerobionego twórczo obrazu, jeśli od śmierci jego autora upłynęło mniej niż 70 lat. Więc sąd w ramach „szybkiego i skutecznego środka tymczasowego” zablokuje albo konto owego „pirata”, albo cały Facebook, bo bywa na nim więcej takich kradzieży. W dodatku taki „środek tymczasowy” powinien być możliwy do zastosowania „bez wysłuchania drugiej strony”.
W polskich warunkach taki "środek tymczasowy" może trwać nawet kilkanaście lat, co pokazuje historia filmu "Witajcie w życiu" o korporacji Amway.
3. Nie dość na tym: przewidziano też obowiązek zagwarantowania, by w procesach cywilnych można było orzec
nakaz „konfiskaty lub innego przejęcia kontroli nad podejrzanymi (...) narzędziami związanymi z naruszeniem”. Łatwo sobie wyobrazić, że za „narzędzie” można uznać np. serwer internetowy. I „przejąć nad nim kontrolę”.
4. Do tego dochodzą
nie do końca jasne przepisy o odszkodowaniach (art. 9). Nie ma pewności, czy można by ich dochodzić od operatorów internetowych, których usługi zostaną wykorzystane do łamania praw autorskich. Taka groźba mogłaby skłonić operatorów do szpiegowania internautów, by w porę wyłapać naruszenia i uniknąć płacenia odszkodowania. Marzą o tym organizacje zarządzające prawami autorskimi.
5. Jest też niezwykle pojemny przepis (art. 27)
zobowiązujący państwa do wprowadzenia w środowisku cyfrowym „doraźnych środków zapobiegających naruszeniom i odstraszających od dalszych naruszeń”. I przepisy
zobowiązujące dostawcę usług internetowych do przekazania właścicielowi praw autorskich danych internauty, „którego konto zostało użyte do domniemanego naruszenia”. Bez nakazu sądu czy prokuratury. A także
danych „dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt domniemanego naruszenia” (art. 11).
Czy mamy więc powód, by ufać zapewnieniom rządu, że ACTA niczego nie zmienia? Raczej nie. Ale biorąc za dobrą monetę deklarację, że nie chodzi o naruszanie naszej prywatności, powinniśmy zaapelować, by skorzystał z prawa, jakie ma każde państwo członkowskie UE: skierowania do Trybunału Sprawiedliwości UE zapytania o zgodność ACTA z prawem UE, w tym Kartą Praw Podstawowych.
Apele o skierowanie takiego pytania zignorowała już raz Komisja Europejska - oczywiście za naszej prezydencji (ciekawe, czego się bała). Więc
Polska jest teraz to pytanie winna unijnej społeczności.
A polskiej społeczności winni są wyjaśnienie dzisiejsi przeciwnicy ACTA z PiS i Solidarnej Polski - z Jackiem Kurskim na czele. Dlaczego 24 listopada 2010 r. w Parlamencie Europejskim głosowali przeciw rezolucji wnoszącej do ACTA kluczowe uwagi zmierzające do ochrony prywatności i swobody gospodarowania? Przeciw rezolucji były też PO i PSL. Poparło ją tylko SLD.