Biznes Ludzie Pieniądze

Europa anemicznego wzrostu

Gordon Brown, były premier Wielkiej Brytanii
28.01.2012 , aktualizacja: 29.01.2012 14:28
A A A Drukuj
Kiedyś w Europie powstawało 40 proc. światowego PKB. Dziś - niecałe 20 proc., a w ciągu dekady - jeśli pozostaniemy bierni - będzie powstawało tylko 11 proc. Wciąż nie wiadomo, jak głęboki będzie spadek poziomu życia, który czeka Europę - pisze dla "Gazety" były brytyjski premier Gordon Brown
Gordon Brown
Fot. Project syndicate
Gordon Brown
europa
europa
ZOBACZ TAKŻE
Szukając prostego, jednowymiarowego środka zaradczego na kryzys - oszczędności, ale jeśli to nie pomoże, jeszcze więcej oszczędności - europejscy przywódcy nie dostrzegają, że wielkie historyczne siły zmieniają dziś rolę Europy w świecie. Bez uzupełniających działań zmieniających kształt sektora finansowego tak, aby służył całej gospodarce i bez powrotu do wzrostu, żadna liczba cięć wydatków sfery publicznej ani najbardziej nawet restrykcyjne karby dla budżetów nie uchronią nas przed straconą dekadą wysokiego bezrobocia i długotrwałego braku koniunktury.

Prezes Financial Stability Board Mark Carney ostrzega, że w 2012 r. wskutek spisania na straty zadłużenia przez banki może ulec likwidacji wiele firm i miejsc pracy i jeśli nic nie zrobimy, aby temu zapobiec, gospodarka straci niezbędne do życia finansowanie.

Stary Kontynent na marginesie świata?

Europa musi stawić czoło nie tylko skutkom recesji, nie tylko kurczeniu się gospodarki, lecz globalnej restrukturyzacji. Boleśnie przechodzimy transformację z XX-wiecznego modelu zachodniej dominacji do świata zdominowanego przez Azję.

Kiedyś w Europie powstawało 40 proc. światowego PKB. Dziś - niecałe 20 proc., a w ciągu dekady - jeśli pozostaniemy bierni - jedynie 11 proc. Znaleźliśmy się w trybach wielkiego historycznego procesu przenoszenia produkcji, inwestycji i handlu z macierzystego kontynentu pierwszej rewolucji przemysłowej do nowej Azji. Wciąż nie wiadomo, czy Europę spotka bezwzględny - czy tylko względny, czyli wyrażony wolniejszym wzrostem niż w innych częściach świata - spadek poziomu życia. I czy dzisiejszy kryzys nie jest tylko rozdziałem w historii zatytułowanej "Upadek Zachodu"?

Nie ma wątpliwości, że najlepszym sposobem pokonania tego wyzwania byłaby strategia rozwoju poprzez radykalną poprawę konkurencyjności. Bez niej Europa będzie miała tak niewielki udział w światowym wzroście, że już w 2020 r. Azja będzie konsumować 40 proc. światowych towarów i usług, Niemcy jedynie 4 proc., a Francja, Wielka Brytania i Włochy 3 proc.

Banki do naprawy

Przebiegający właśnie proces czyszczenia bankowych bilansów stanowi sygnał, że europejski model bankowości jest przestarzały, nieprzystający do nowego świata, bo nie jest w stanie zapewnić wzrostu. Aby przetrwać, sektor finansowy będzie musiał rozstać się z instytucjami finansowymi rozwijającymi się dzięki wysokiemu tzw. lewarowi. które polegają na krótkoterminowym finansowaniu.

Po 2008 r., gdy amerykańskie i brytyjskie banki dokapitalizowały się i pozbyły zgniłych jaj, europejskie banki borykają się ze znacznie większym zadłużeniem. Niektóre z nich mają 30 razy więcej długów niż kapitału. Europejskie banki dokonały o ponad połowę mniejszego dokapitalizowania niż amerykańskie i brytyjskie i spisały na straty znacznie mniej niż połowę tego co ich anglosaskie odpowiedniki. Teraz wiele europejskich banków będzie musiała zostać przejęta i odbudowana według nowego modelu - z niższym poziomem zadłużenia i większym uzależnieniem od depozytów i kapitału.

Wsparcie ze strony Europejskiego Banku Centralnego w postaci zwiększania płynności jest słusznym krokiem, ale stanowi tylko konieczny środek przeciwbólowy, a nie długofalowe lekarstwo.

Kryzys podzielił Europę

Jednak droga, którą wybierają dziś przywódcy, pokazuje, że nie dostrzegają oni tych fundamentalnych problemów i Europie grozi opuszczenie dawnych szczytnych aspiracji umacniania demokracji, na rzecz czegoś, co sam Jürgen Habermas nazwał polityką postdemokratyczną.

Być może z czasem wyłonią się propozycje bezpośredniego wybierania przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej, lecz w ciągu ostatnich kilku miesięcy to raczej demokratycznie wybrane władze zostały zmarginalizowane we Włoszech, Grecji, podobnie jak Komisja Europejska została zepchnięta w cień przez prezydencko-kanclerskie konkordaty pomiędzy Francją i Niemcami.

Francja ugięła się przed żądaniami Niemiec wprowadzenia oszczędności budżetowych w zamian za niemieckie poparcie dla integracji politycznej. Jednak w konsekwencji wzrost będzie tłumiony przez lata, wzrośnie bezrobocie, szczególnie wśród młodych, przynosząc masowe niezadowolenie społeczne.

Ta Europa anemicznego wzrostu będzie musiała znaleźć jakiś sposób na finansowanie deficytów budżetowych i zadłużenia banków - łącznie kilka bilionów euro długów. Do dziś, po miesiącach dyskusji, kwestia tego, kto będzie gwarantował i finansował w niezbędnym zakresie pomocowe fundusze stworzone dla pozostaje nierozstrzygnięta.

To był dobry moment, aby Wielka Brytania włączyła się w kierowanie polityką gospodarczą Europy wobec kolejnej fazy kryzysu, ukierunkowując ją w stronę większej otwartości i wzrostu, nie kwestionując potrzeby oszczędności budżetowych, ale upewniwszy się, że nie staną one na drodze wzrostu. W ostatnich latach Wielka Brytania współpracowała z Niemcami, aby zahamować francuskie ciągoty do Europy "rdzenia", a z Francuzami - by dać odpór niemieckiej polityce gospodarczej zmierzającej ku depresji. Dziś jednak jest bardzo niewiele głosów przeciwko protekcjonizmowi i izolacji, a za wspólną, ukierunkowaną na globalną gospodarkę strategią wzrostu Unii Europejskiej.

tłum. ami

Kryzysowa spirala śmierci

Kryzys zadłużenia Europy, który zaczął się od ujawnienia przed dwoma laty fatalnego stanu finansów publicznych Grecji, przyniósł zapowiedzi cięć budżetowych w niemal wszystkich czołowych krajach Starego Kontynentu. Władze państw chcą za wszelką cenę utrzymać wiarygodność u pożyczkodawców, którym sprzedają swoje obligacje. Lecz im większe są oszczędności budżetów, tym większe ryzyko wpadnięcia gospodarek w recesję. Widząc to ryzyko, agencje ratingowe obcinają oceny wiarygodności długów poszczególnych krajów. Rządy muszą sprzedawać drożej obligacje i... jeszcze bardziej ciąć budżety. I tak kryzysowe koło się zamyka.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • caesar_pl

    0

    Jesli ktos mowi takie cos:"Azja będzie konsumować 40 proc. światowych towarów i usług, Niemcy jedynie 4 proc., a Francja, Wielka Brytania i Włochy 3 proc." to musi byc totalnym idiota....Azja to 4 mld ludzi a Niemcy 82 mln...czyli konsumpcja na glowe Niemca srednio ok 5 razy wyzsza niz na glowe Azjaty..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX