Biznes Ludzie Pieniądze

Fakty i ACTA

Tomasz Grynkiewicz
30.01.2012 , aktualizacja: 29.01.2012 17:37
A A A Drukuj
W emocjonalnym sporze wokół traktatu ACTA jedna strona krzyczała: "cenzorzy i chciwcy", druga: "złodzieje". To kolejna odsłona wojny biznesu opartego na systemie praw autorskich, który podkopują nowe technologie.
Demonstracja przeciw ustawie ACTA podczas otwarcia Stadionu Narodowego
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Demonstracja przeciw ustawie ACTA podczas otwarcia Stadionu Narodowego
Demonstracja przeciw ustawie ACTA podczas otwarcia Stadionu Narodowego
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Demonstracja przeciw ustawie ACTA podczas otwarcia Stadionu Narodowego
W debacie o prawach własności intelektualnej trudno wrzucić wszystkich do jednego worka. W zeszłym tygodniu furorę robił raport "Obiegi kultury", przygotowany m.in. przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska. Wynikało zeń, że ci, co aktywnie korzystają z internetu, w tym także ściągają pliki z nielegalnych źródeł, są też paradoksalnie najlepszymi klientami branży rozrywkowej - częściej niż statystyczny Polak chodzą do kina, kupują płyty itp. Bo kto nie zagląda do internetu, siedzi głównie przed telewizorem.

Te twierdzenia nie wszystkim się spodobały. Podczas debaty "Obiegi kultury" przedstawiciele branży filmowej pokazywali np., że w kinach "Och Karol 2" obejrzało 1,7 mln widzów, a w sieci - korzystając z nielegalnych źródeł dystrybucji - ten sam film obejrzały ponad 2 mln widzów. A film Woody'ego Allena "O północy w Paryżu", zanim trafił na ekrany polskich kin, pobrano 150 tys. razy.

"Liczby niby oczywiste, okazało się jednak, że nikt nie potrafił odpowiedzieć na proste pytania: ile z osób, które obejrzały nielegalny plik, zrezygnowało z tego powodu z wizyty w kinie? A ile poszło do kina dlatego właśnie, że najpierw spróbowało zakazanego owocu?" - pisał potem w "Polityce" Edwin Bendyk.

Z raportu MPAA, amerykańskiego stowarzyszenia branży filmowej, wynika, że od 2006 r. wpływy z kin nieprzerwanie rosną. Tempo nie jest oszałamiające, ale trend jest widoczny i w USA, i na świecie. Czy realne są więc miliardowe straty, na jakie często powołują się branże, mnożąc liczbę ściągniętych plików przez ich cenę? Czy plik ściągnięty równa się plik niekupiony?

To przeciwko tak obliczanym stratom na swój przewrotny sposób zareagowali podczas zamieszania wokół ACTA obywatele - powstała strona Stratakazika.pl, zachęcająca do ściągania z sieci płyt Kazika (zatwardziałego wroga piractwa) i ich kasowania. Ot, by zwiększyć jego straty, bo może "przestanie wtedy tworzyć".

W dyskusjach powtarza się, że skopiowanie czy dzielenie się kopią czyjegoś utworu to nie to samo, co kradzież dobra materialnego. Bo twórcy nie ubywa. Warto jednak rozważyć pogląd wypowiedziany choćby przez prof. Wojciecha Cellarego w sobotniej "Rzeczpospolitej". Nie ubywa, ale "cóż z tego, jeśli nie może już jej sprzedać (...) jego piosenka została okradziona z wartości ekonomicznej".

Kulturę napędza strach?

Nie tylko wpływy z kin rosną. - Wchodząc w 2012 r., świat cyfrowej muzyki ma powody do optymizmu - mówi Frances Moore, szef IFPI, międzynarodowego stowarzyszenia branży nagraniowej. Dlaczego? W 2011 r. wpływy ze sprzedaży muzyki cyfrowej wzrosły o 8 proc., do 5,2 mld dol. To pierwszy raz, odkąd tempo wzrostu jest wyższe niż w roku poprzednim. Liczba licencjonowanych ściągnięć? 3,6 mld. Wzrost o 17 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Liczba płacących za abonament w serwisach muzycznych? Prawie 13,5 mln klientów, tu wzrost wyniósł 65 proc. W USA i Korei e-muzyka to już główne źródło przychodów branży fonograficznej.

Tym niemniej, branża muzyczna wydaje się tu najbardziej innowacyjna i ucyfrowiona: przychody z obrotu cyfrowego to już 32 proc. wszystkich wpływów. W przypadku gazet to 5 proc., książek - 4 proc. A jeśli chodzi o filmy, to ich dystrybucja w sieci to raptem... 1 proc. przychodów.

Mimo to branża muzyczna nie "kupuje" do końca twierdzeń o wspieraniu kultury przez piratów. - Nasz cyfrowy biznes rozwija się pomimo środowiska, w którym funkcjonuje, nie dzięki niemu - podkreśla Moore.

Ten "rozwój pomimo" to odniesienie do różnych inicjatyw skierowanych przeciw piratom. W swoim raporcie IFPI sporo poświęciło im miejsca. Na świecie według badań Nielsena (na zlecenie IFPI) 28 proc. internautów regularnie korzysta z nielicencjonowanych serwisów. Ale np. we Francji pozytywny wpływ na sprzedaż muzyki w iTunes miało... wprowadzenie Hadopi, nowej instytucji chroniącej prawa (początkowo chciano za jej pomocą odcinać użytkowników od sieci za trzecie przewinienie, ostatecznie w życie weszła złagodzona wersja ustawy). Jak pozytywnie? - O 23 proc. - przekonuje IFPI. Inny przykład działania to współpraca z londyńską policją, MasterCard, Visą i PayPal - i zablokowanie kont należących do właścicieli kilkudziesięciu stron internetowych z Ukrainy i Rosji oferujących muzykę bez licencji.

Jeszcze inny - powiadomienia o naruszeniu, które otrzymują abonenci za pośrednictwem dostawców internetowych. Według IFPI w Korei, gdy dostawca prześle klientowi upomnienie za rozpowszechnianie plików, 70 proc. przestaje dzielić się plikami i ściągać ich z nielegalnych źródeł.

IFPI wciąż naciska na rządy o wprowadzenie nowych ustaw i bardziej skoordynowanych działań (ta usprawniona współpraca była jednym z głównych punktów ACTA). I apeluje do internetowych pośredników, wyszukiwarek i reklamodawców, by pomogli im walczyć z piractwem.

I stara baba nie pomoże

Ta walka z piratami czy też - jak mówią inni - zwyczajami konsumenckimi - ma różne, nieoczywiste oblicza. Np. CD Projekt Red, twórca gry "Wiedźmin", umieszczał w niej sceny - powiedzmy - specjalnie przygotowane dla amatorów pirackich wersji. I tak zamiast z piękną Yennefer wiedźmin Geralt lądował w łóżku z brzydką starą babą. Na jednym poziomie zaś kręcił się w kółko, nie mogąc wyjść. Czy to podziałało? Jak miecz obosieczny. Bo wiele osób nie skojarzyło, że tymi niespodziankami CD Projekt karze piratów. I narzekało na forach, że gra niedopracowana i są w niej błędy. Co gorsza, obniżało też oceny gry w różnych serwisach.

Twórcy "Wiedźmina" są zresztą ciekawym przykładem: żyją z własności intelektualnej, jednocześnie opierając się metodom uznanym kiedyś przez branżę za rozwiązanie piractwa (tzw. DRM, technicznie zabezpieczających dany plik przed skopiowaniem lub odtworzeniem na innym urządzeniu, niż wymyślił to właściciel praw).

W sobotniej "Gazecie" Witold Gadomski przypomniał, że w XIX wieku drut kolczasty stanął na drodze stad bydła i jednocześnie na straży przestrzegania praw własności. Takim drutem kolczastym miały być właśnie zabezpieczenia DRM. Ale egzaminu nie zdały, komplikując jedynie życie płacącym klientom. Do dziś są jednak w użyciu. Nieprzypadkowo wspominam w tym kontekście o CD Projekt - założyciele spółki kilka lat temu uruchomili międzynarodowy projekt GOG.com. To internetowy sklep, w którym można kupić starsze gry za kilka dolarów. Zanim go uruchomili, przekonywali wydawców, że stosowanie DRM mija się z celem. I okazało się, że potrafią na tym zarobić - GOG.com działa na marży rzędu 30-40 proc., dając spółce znacznie więcej zysku niż dystrybucja gier w Polsce na fizycznych nośnikach.

CD Projekt protestował też przeciw amerykańskim ustawom SOPA i PIPA, miał nawet proces za zdjęcie z "Wiedźmina 2" zabezpieczeń. Nie spodobało się to dystrybutorowi gry. I mimo że piractwo też jest dla spółki problemem, CD Projekt nie optuje za restrykcyjnymi metodami.

- Są dobre i złe metody walki z piractwem, niejasne ustawy nie są właściwą drogą - mówił "Gazecie" Adam Kiciński, prezes zarządu CD Projekt Red.

Oswajanie wrogów

Jeśli coś takiego mówi firma żyjąca z własności intelektualnej, już wiadomo, że dyskusja jest skomplikowana. Tym bardziej że prawo - czy mówimy o Polsce, czy globalnie - nie nadąża za rozwojem technologii. A na rynku w kolejnych aktach aktorzy zmieniają swoje role. Ot, choćby YouTube, najpopularniejszy na świecie serwis z plikami wideo. Na koncie ma kilka procesów, w tym m.in. z potężnym koncernem Viacom o miliard dolarów odszkodowania. Kiedyś YouTube był wrogiem, dziś Barry Meyer, prezes i szef rady nadzorczej wytwórni Warner Bros., jeden z najpotężniejszych ludzi Hollywood, wymienia serwis jako przykład udanej współpracy. Podobnie jest ze skandynawskim duetem: Niklas Zennstrom i Janus Friis. Stworzona przez nich Kazaa, używana przez miliony internautów do wymiany plików (głównie muzyki ), rozwścieczyła branżę fonograficzną. Dziś są uznawani za sojuszników.

Nie wszystkim jednak odpuszczają. Jesienią zeszłego roku sąd nakazał wypłatę prawie 2 mln dol. spółce Zediva, która postanowiła wypożyczać w sieci filmy za 1,99 dol. Założyciele spółki potraktowali cyfrową projekcję w sieci jako wypożyczenie fizycznego nośnika DVD znajdującego się w odtwarzaczu ulokowanym w Santa Clara. I płacili tylko za płyty DVD z prawem do wypożyczania, nie podpisując dodatkowych umów licencyjnych ze studiami na dystrybucję w internecie. Co im dał ten prawny hak? Byli tańsi niż konkurencja - w innych e-wypożyczalniach za jeden film widzowie płacą nawet 5 dol. I nowe tytuły mieli tuż po premierze na DVD, też szybciej niż internetowa konkurencja.

- Podejmując walkę o nasze treści, jesteśmy zdani na siebie. Technologia stworzyła środowisko, w którym mogły się rozwijać piractwo i kradzież własności intelektualnej. Teraz nadszedł czas podzielenia się odpowiedzialnością. Potrzebujemy wsparcia innych części internetowego ekosystemu, żeby rozwiązać problem - mówił niedawno prezes studia Warner Bros. Barry Meyer. I przypominał, jak spotkał się kilka lat temu z Carly Fioriną, ówczesną szefową HP. - To był sam szczyt wojny z serwisem Kazaa. W prywatnej rozmowie usłyszałem od niej: "Moje osobiste poczucie tego, co jest właściwe, a co nie, nie nadąża za rozwojem mojej technologii". Dziś to brzmi bardziej prawdziwie niż kiedykolwiek - podsumował Meyer.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • testra

    0

    To kolejna odsłona wojny złodziejstwa opartego na systemie praw autorskich

  • Gość: kuzyn_maupy

    0

    STOP okradaniu nas przez tzw. "własność intelektualną" ! STOP złodziejom w białych rękawiczkach ! STOP monopolom !!! STOP podwójnemu opodatkowaniu !!! STOP targowicy !!! chcemy REFERENDUM !!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX