Biznes Ludzie Pieniądze

ACTA, czyli Aktualnie Cenię Także Anonimowość

Katarzyna Zachariasz
30.01.2012 , aktualizacja: 30.01.2012 08:39
A A A Drukuj
Jeszcze rano nie interesowała mnie jawność w internecie. Po południu doświadczyłam na własnej skórze, czym jest blokowanie dostępu do informacji.
Katarzyna Zachariasz
Fot. Pawel Kiszkiel/Agencja Gazeta
Katarzyna Zachariasz
Dostałam w pracy zadanie, aby dowiedzieć się, dlaczego przewodniczący Rady Informatyzacji prof. Mirosław Muraszkiewicz zrezygnował. To, że zrezygnował i że z powodu ACTA, wiedzą wszystkie media. W końcu zdymisjonowany sam osobiście rozesłał maile do redakcji. Ale konkretnie dlaczego zrezygnował? Czy nie podobają mu się same zapisy ACTA? Czy tryb negocjacji? A może to, że Polska podpisała albo że podpisała, a nie chce tego ratyfikować? I właśnie tego kazano mi się dowiedzieć.

W teorii zdobycie takiej informacji wygląda w ten sposób. 1. Zdobyć kontakt, najlepiej numer telefonu. 2. Zadzwonić do delikwenta. 3. Zadać pytania. 4. Spisać odpowiedzi. 5. Przesłać wypowiedź do redaktora. 6. Wrócić do swoich tekstów.

W praktyce dowiedzenie się, co myślą zwolennicy jawności, otwartości i dostępu do informacji publicznej, wygląda nieco inaczej.

1. Zdobyć kontakt.

Po kilku minutach mam numer prywatnego telefonu. A także numer na dwie uczelnie, gdzie wykłada, trzy adresy mailowe, imię żony i córek. Brakuje tylko zdjęć psa i kota.

2. Zadzwonić do delikwenta.

Dzwonię, ale delikwent nie odbiera telefonu. Nie oddzwania, nie odpowiada na SMS-y ani nie odpisuje na maile. Nieważne, na który adres wysłane. Nie ma go też w jednej pracy ("Czasami się tu pojawia, ale rzadko") ani w drugiej ("Pana dziekana nie ma. Tyle dziś osób do niego dzwoni"). Jedyne, co zostało z eksprzewodniczącego, który jeszcze kilka godzin temu sam próbował zainteresować dziennikarzy swoją osobą, to miły głos w poczcie głosowej.

Wracamy więc do punktu numer jeden.

Skoro osobisty kontakt z przyszłym rozmówcą jest niemożliwy, to próbujemy przez inne osoby z Rady. Np. przez zwolennika zwiększenia dostępu do informacji publicznej. Człowieka, który od kilkunastu lat walczy z cenzurą i blokowaniem informacji przez urzędy. Który naciska na ministrów, by ci dawali społeczeństwu, ba, by dawali internautom to wszystko, o co proszą. Który w ciemny lud niesie kaganek oświaty o prawach człowieka w wirtualnym świecie. Jestem człowiekiem, jestem internautą, chcę dostać informacje. Dzwonię więc do niego, mówię, że chcę porozmawiać o Radzie, i słyszę:

- Wszystkie informacje znajdzie pani w biuletynie informacji publicznej.

- Wolę porozmawiać z żywym człowiekiem.

- Wszystkie informacje znajdzie pani w biuletynie informacji publicznej.

Skoro bojownik walki o dostęp do informacji publicznej odsyła do biuletynów, kieruję się do kogoś innego. Niech tym razem będzie to zwolennik wersji 2.0, propagator "common" i "open", i, co najważniejsze, badacz nowych mediów. Skoro bada nowe media, to zapewne wie, że dziennikarz internetowy potrzebuje informacji już, natychmiast, w tej chwili. I nie może czekać. Ale widocznie ja nie jestem wystarczająco nowa albo medialna, bo czekać muszę, aż badacz otworzy maila z pracy, w której czasami bywa ("Ostatnio widziałam go ze dwa miesiące temu"), albo anonimowy pracownik fundacji prześle mu moją wiadomość, że proszę o kontakt.

Gdyby był urzędnikiem, miałabym pewność, że na odpowiedź będę czekała maksymalnie 14 dni. A tak nawet nie wiem, czy w ogóle mi odpisze. W wciąż nie wiem, dlaczego przewodniczący Rady zrezygnował. I dlaczego ta ACTA jest taka zła.

Niedawno zadzwonił do mnie urzędnik jednego z ministerstw. Kilka godzin wcześniej wysłał do mnie (i innych dziennikarzy) maila z informacjami, którymi chciał nas zainteresować. Teraz była już 18, a więc godzina, kiedy po ministerialnych korytarzach hula tylko wiatr. Mimo tej pory on dzwonił. Chciał sprawdzić, czy w związku z informacjami, jakie mi przesłał, mam wszystkie dane. "Jest już późno, ale gdyby coś było niejasne, to proszę do mnie dzwonić, pani redaktor. Będę kogoś łapał, żeby wszystko wyjaśnił".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • Gość: x

    Oceniono 1 raz 1

    Szanowna Autorko,

    Chyba poprzestawiały ci się pojęcia, hierarchie i funkcje.

    1. Używanie, w odnieseniu do prof. Muraszkiewicza, nawet niebezpośrednio, określenia "delikwent" świadczy o Twojej niegrzeczności i arogancji. Zdobądź się na chwilę refleksji i dostrzeż jego wiek, dorobek i pozycję. Naukową i społeczną.

    2. Ogólny wydźwięk artykułu świadczy z kolei o Twoim mylnym przeświadczeniu, że "coś Ci się należy". Otóż nie - nie należy Ci się. Wyobraź sobie, że dla wielu ludzi ew. odpowiedzi na ingerujące w prywatność (prywatny nr telefonu!) nękania dziennikarzy nie zajmują najwyższego priorytetu. Dla niektórych mają wręcz zerowy.

    3. Nie sądzę, żeby celem rozsyłania maili przez prof. Muraszkiewicza była "próba zainteresowania dziennikarzy swoją osobą". Raczej zwrócenie uwagi na wagę sytuacji, która skłoniła go to takich a nie innych kroków.

    4. Prof. Muraszkiewicz jest kwintesencją tego, co określane jest mianem "człowieka z klasą". Grzecznym, kulturalnym, taktownym, o nienagannych manierach. I tak stwierdzą chyba wszyscy, którzy go znają osobiście. Jeśli Ci nie odpowiedział, to zapewne uznał, że nie powinien. Albo po prostu nie ma na to czasu (vide pkt 2.). I doskonale to rozumiem.

    5. I na koniec - jeśli już zabierasz się za pisanie o kimś artykułu, to przeczytaj go uważnie po napisaniu i nie popełniaj błędu w personaliach.

  • dejot7

    Oceniono 1 raz 1

    Prawda jest taka, że dziennikarze są rozbestwieni i potrafią wydzwaniać do ludzi w różnych nienormalnych porach dnia i nocy uważając, że należy im się informacja. Urzędnicy pewnie się już przyzwyczaili, bo wiedzą, że jak będą niedostępni po godzinach pracy, to artykuł będzie miał odpowiednia wymowę, nawet jak wprost ich nie obsmaruje. "Zwykli" ludzie widać tego jeszcze nie pojęli, ale to tylko kwestia czasu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX