Obie te informacje są dobre dla
budżetu, żadna nie ucieszyła rolników. I obie mają drugie dno.
Jest kompromis, ale kółka ruszają do boju Wprowadzenie składki zdrowotnej dla rolników to pierwsza z zapowiadanych przez rząd PO-PSL reform dotyczących wsi. Reforma przygotowana w pośpiechu, podpisana na kolanie przez chłopskiego koalicjanta, ułomna, tymczasowa, bo tylko na ten rok. Ale jest. Teraz tylko musi ją klepnąć parlament i wejdzie w życie od kwietnia.
Rząd chce, by rolnicy mający do 6 ha nie płacili składki zdrowotnej - zrobi to za nich budżet państwa. Rząd uznał tym samym, że właściciele takich gospodarstwa są zbyt biedni, by cokolwiek mogli zapłacić. Wszyscy pozostali mają płacić po 1 zł od każdego posiadanego hektara i od liczby członków rodziny w gospodarstwie, np. rodzina czteroosobowa, mająca 20 ha, będzie płaciła miesięcznie 80 zł. To rozwiązanie przejściowe tylko na ten rok, bo nie ma czasu na przyjęcie rozwiązania opartego na prawdziwych dochodach rolników. Wiadomo, że dochody rolników bardziej zależą od rodzaju produkcji, niż od ilości posiadanej ziemi. Takie docelowe rozwiązanie, w którym składka zdrowotna będzie powiązana z podatkiem dochodowym, ma być przyjęte, kiedy zostanie wprowadzony podatek dochodowy w rolnictwie, a to ma się stać od 2014 r. Ale ponieważ Trybunał Konstytucyjny uznał, że obowiązujący do tej pory system, w którym żaden rolnik, niezależnie od poziomu bogactwa nie płaci składki zdrowotnej, jest niesprawiedliwy i dał rządowi czas tylko do lutego 2012 r. na wprowadzenie tego bardziej sprawiedliwego systemu, to trzeba było jakąś ustawę przygotować. Przygotowano więc coś na kształt świdra - ni pies, ni wydra - co miało pogodzić dwie różne propozycje koalicjantów. Platforma chciała rolników obarczyć większą składką (do budżetu wpłynęłoby ok. 145 mln zł), ludowcy mniejszą (ok. 70 mln do budżetu), ale czas gonił, więc się szybko dogadali (będzie 107 mln).
Wydaje się, że w ten sposób zażegnano jeden z fundamentalnych sporów w koalicji. Ale wcale nie jest to jeszcze pewne, bo kółka rolnicze już zbierają siły do protestu. Dodajmy - kółka, które są tylko pozornie niezależnym związkiem zawodowym. W istocie są obecnie całkowicie podporządkowane PSL-owi, a ich szef
Władysław Serafin jest członkiem Stronnictwa i kumplem ministra rolnictwa.
Teraz Serafin pyta dramatycznie: Kto dał mandat rządowi, by wyznaczyć granicę 6 ha? Minister Sawicki nie miał prawa się pod tym podpisywać, poszedł na zbyt dalekie ustępstwa, nie miał społecznej zgody na taki ruch.
Według Serafina rządowe rozwiązanie jest niekonstytucyjne. - Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego mówi o równości podmiotów, czyli rolnicy mają płacić składkę jak inni obywatele, procentową od swoich dochodów. To, co zaproponował rząd, nie ma z tym nic wspólnego.
Ale skoro nie ma jeszcze wyliczonych dochodów, to kółka godzą się na rozwiązanie przejściowe oparte o liczbę hektarów. Tyle że proponują granicę oprzeć nie na sześciu, ale na 50 hektarach. Rolnicy mający ponad 50 hektarów będą płacili 1 zł od każdego hektara ponad tę graniczną liczbę.
Skąd ta granica? Z przyjętej już dwa lata temu ustawy nowelizującej
KRUS. Wtedy Sejm przyjął, że dochody gospodarstw ponadpięćdziesięciohektarowych są na tyle duże, że mogą oni płacić wyższe składki na KRUS.
Zdaniem Serafina rząd, uznając teraz, że ponadsześciohektarowcy mają też wyższe dochody i stać ich na płacenie składki zdrowotnej, wziął tę liczbę z kapelusza, czyli z niczego. Złamał zalecenie Trybunału, bo o żadnej równości podmiotów nie ma tu mowy, i złamał ustawę o nowelizacji KRUS. Dlatego kółka zapowiadają protesty i nie wykluczają zwrócenia się do Trybunału o rozstrzygnięcie.
Być może to początek "rozmiękczania" reform rządowych dotyczących wsi przez PSL. Niektórzy politolodzy taki właśnie scenariusz przewidywali: PSL będzie się pozornie godził na reformy, jakie Platforma na nim wymusza, a potem w czasie debaty sejmowej lub przez zależne od siebie instytucje, np. kółka rolnicze i sterowane protesty rolników, będzie utrudniał ich wprowadzenie w życie w wersji niepasującej ludowcom.
Raczej mamy tu jednak do czynienia nie z prawdziwą groźbą odrzucenia ustawy o składce, tylko z prężeniem muskułów przed negocjacjami nad ustawami zasadniczymi - o podatku dochodowym i reformie KRUS.
Serafin tylko pokrzyczy, PSL pokaże Platformie, że ta musi się z ludowcami liczyć, ale ustawa o składce na poziomie 6 ha przejdzie przez parlament.
Jak to jest z tym bogaceniam W styczniu cała
Polska dowiedziała się też, jak bogaci są nasi rolnicy. Oto z badań Eurostatu wynika, że w 2011 r realne dochody rolników w Polsce zwiększyły się o 14,2 proc. Gospodarze skorzystali na rosnących cenach surowców i słabym złotym. Słaby złoty to większe wpływy z
eksportu płodów rolnych i większe dopłaty (choć suma dopłat liczona w euro się nie zmieniła, to w złotówkach rolnicy dostali więcej niż było zaplanowane, bo jest korzystniejszy przelicznik). Ale jeszcze bardziej wstrząsająca jest informacja Eurostatu, że począwszy od naszego wejścia do Unii zarobki polskich rolników wzrosły o ok. 74 proc. Po opublikowaniu tych informacji natychmiast pojawiły się komentarze o tym, jak trudno będzie teraz ludowcom przekonywać Tuska, że nie może zbytnio obciążać rolników reformami KRUS, podatku dochodowego czy składki zdrowotnej. Przecież skoro rolnicy są bogaci, to dlaczego w ogóle budżet ma im cokolwiek dopłacać? W dniu opublikowania danych Eurostatu w jednej ze stacji radiowych tak właśnie to komentowano.
Tymczasem dane Eurostatu nie mówią o bogactwie rolników, tylko o tym, że ich zarobki rosną w dość szybkim tempie. A to zasadnicza różnica. Tempo jest rzeczywiście szybkie - u nas zarobki w zeszłym roku wzrosły o ponad 14 proc., a w całej Unii średnia wyniosła 6,7 proc. Naszym rolnikom w ciągu ostatnich siedmiu lat dochody wzrosły o 74 proc., a w Unii średnio tylko o 18,3 proc.
Czy z tego można wysnuć wniosek, że naszym rolnikom powodzi się lepiej niż farmerom w Niemczech, Francji, Irlandii czy Holandii? Skądże! Dane statystyczne mają to do siebie, że można je różnie przedstawiać. Wystarczy teraz zatrzymać się tylko na wzroście procentowym, by zaszczepić ludziom przekonanie o bogactwie rolników.
A przecież mamy też inne dane statystyczne. Na przykład takie, które mówią, że w 2011 r. przeciętny dochód roczny polskiego rolnika stanowił tylko 65 proc. średniej płacy netto w gospodarce narodowej. Owszem, jego dochody wzrosły (rok wcześniej było to 57 proc.), ale nadal pozostają w daleko w tyle za dochodami farmerów starej Unii.
Co więcej, jeśli popatrzymy na strukturę tych dochodów, to będzie jeszcze mniej wesoło. Okazuje się bowiem, że poczesne miejsce zajmują tu unijne dopłaty obszarowe i ich udział z roku na rok rośnie. W 2004 r. stanowiły 13,5 proc. dochodów rolników, w zeszłym roku było to 45 proc. Co to oznacza? To, że coraz bardziej bogactwo rolników wisi na dopłatach, jakie Unia daje do każdego hektara, a nie na wzroście efektywności i poprawie opłacalności produkcji. To nie jest dobra wiadomość. I tylko tak należy patrzeć na informacje pod tytułem: "Polska wieś się bogaci", bo z bogactwem, na razie, niewiele to ma wspólnego.
To wszystko nie zmienia faktu, że rząd powinien zreformować cały system około rolniczych praw - emerytalnych i podatkowych. A zrobić to może porządnie tylko w oparciu o wyliczenie dochodów rolników. Na tych dochodach muszą być oparte: podatek dochodowy, składka zdrowotna, składka emerytalna. I wydaje się, że po raz pierwszy w historii jesteśmy bliscy takiego rozwiązania.
- W zeszłym roku minęło 20 lat, jak zasiadam w różnego rodzaju gremiach pracujących nad podatkiem dochodowym dla rolników. Po raz pierwszy mam teraz poczucie, że jest szansa na przeprowadzeni tej reformy - mówi prof. Andrzej Kowalski, szef Instytutu Ekonomiki Rolnictwa. - Premier wydaje się zdeterminowany, a PSL gotowe dać przyzwolenie.
A PSL może dać przyzwolenie, bo sobie już policzyło, że na zastąpieniu podatku gruntowego dochodowym rolnicy polscy dziś tylko zyskają. I tak będzie, póki polska wieś się naprawdę nie wzbogaci.
wyimek
"Rozmiękczanie" reform rządowych dotyczących wsi.
PSL będzie się pozornie godził na reformy, jakie PO na nim wymusza, a potem w czasie debaty sejmowej lub przez zależne od siebie instytucje, np. kółka rolnicze i sterowane protesty rolników, będzie utrudniał ich wprowadzenie w życie w wersji niepasującej ludowcom.