Wczoraj
Facebook złożył - w ramach przygotowań do giełdowego debiutu - dokument S-1, ujawniając w nim m.in. swoje dane finansowe. Ciekawą lekturą w dokumencie są tzw. czynniki ryzyka. Czyli coś, co zdaniem Facebooka może negatywnie wpłynąć na jego finanse i pozycję na rynku. Dziś ta pozycja, z 843 mln użytkowników wydaje się niezagrożona, ale...
Łącznie różnych zagrożeń Facebook wymienia prawie czterdzieści. Niektóre są oczywiste: mniejsze zaangażowanie użytkowników, odpływ do konkurencji, zmiany w prawie, np. dotyczących prywatności lub reklam, zwiększone obciążenia podatkowe, przegrane w sporach patentowych. Wybraliśmy dziesięć.
1. Facebookowi może zaszkodzić... sam Facebook . Serwis podkreśla np., że klienci mogą wybrać darmowe profile dla firm (Facebook Pages), zamiast płacić za reklamy. W innym miejscu czytamy, że obecne produkty spółki, jak Facebook Platform (tak nazywa się ekosystem, który pozwala zewnętrznym firmom wykorzystywać pewne informacje z Facebooka na swoich witrynach - np. wchodząc na stronę „New York Times”, możesz zobaczyć, jakie artykuły czytali Twoi znajomi) oraz przyszłe usługi, zmniejszą zaangażowanie i aktywność użytkowników w samym serwisie. Bo będzie łatwiej komunikować się ze znajomymi z Facebooka i dzielić treściami na zewnętrznych witrynach. I choć takie wtapianie w sieć zwiększa pozycję Facebooka, wymaga ono jednak innego modelu biznesowego.
2. Mark Zuckerberg = zagrożenie? I to podwójne. Pierwsza obawa jest standardowa: strata Zuckerberga, dyrektor operacyjnej Sheryl Sandberg czy innych kluczowych pracowników byłaby stratą dla spółki oczywistą. Ale 27-letni założyciel pojawia się jeszcze w jednym aspekcie - jako osoba, która ma de facto kontrolę nad Facebookiem i ostateczny głos. Zuckerberg ma 28,4 proc. udziałów, które dają mu ponad połowę głosów w spółce. Czy jego wizja zawsze będzie właściwa? Czy będzie podejmował decyzje korzystne dla akcjonariuszy?
3. Konkurencja. To, że stanowi zagrożenie, to „oczywista oczywistość”. Warto jednak zobaczyć, kogo Facebook wskazuje w dokumencie z „imienia”. Są więc takie firmy jak
Google,
Microsoft i Twitter. A z serwisów społecznościowych: Google+ oraz należący do Google'a serwis Orkut (popularny w Brazylii i Indiach). Jest koreański Cyworld, japońskie Mixi, rosyjskie vKontakte i cały szereg firm chińskich (Renren, Sina, Tencent). Polskiej Nk.pl nie ma.
Facebook dorzuca też swoje trzy grosze do debaty, czy Google promuje lub może promować - kosztem konkurencji - inne swoje usługi. I uważa to za realne zagrożenie: "Niektórzy konkurenci, w tym Google, mogą wykorzystać silną lub dominującą pozycję na jednym lub wielu rynkach (...) integrując funkcje serwisów społecznościowych z innymi produktami jak wyszukiwarki, przeglądarki czy mobilne systemy operacyjne lub utrudniając dostęp do Facebooka".
4. Uzależnienie od reklamy. Facebook, podobnie jak Google, zarabia głównie na reklamie - od 2009 r. ich udział w przychodach co prawda stopniowo spada, ale nadal to 85 proc. wpływów (w 2011 r., dwa lata wcześniej było 98 proc.). Spółka podkreśla, że reklamodawcy zostawiają w serwisie niewielki kawałek swoich budżetów reklamowych, mogą podważać też skuteczność reklam w serwisie. Na przychody mogą też wpłynąć „technologie umożliwiające blokowanie reklam” (jak AdBlock w przeglądarkach). I oczywiście: kondycja rynku reklamowego.
5. Czy Facebooka może martwić to, że coraz więcej osób korzysta z mobilnych wersji serwisu? Owszem. W grudniu 2011 r. z mobilnych usług Facebooka korzystało ponad 425 mln użytkowników. A obecnie Facebook nie wyświetla im reklam typu display (przypomnijmy, to na nich głównie zarabia). Paradoksalnie trend, w którym urządzenia przenośne stają się głównym kanałem dostępu do Facebooka, jest zagrożeniem dla spółki. Bo gros przychodów pochodzi od użytkowników logujących się z komputerów. Sprawdzonego modelu, jak skutecznie spieniężyć użytkowników mobilnych, Facebook nie ma. Jeszcze? Warto dodać, że spółka zależy też od branży mobilnej - zarówno producentów sprzętu, jak i systemów operacyjnych (iOS,
Android). „Nie ma gwarancji, że urządzenia czy systemy będą wspierały Facebooka, ich producenci mogą dać preferencje konkurencyjnym podmiotom”.
6. Związek z Zyngą, czyli wirtualne nasiona mają znaczenie. Warto przypomnieć, że i Zynga w swoich giełdowych papierach wymieniała związek z Facebookiem jako kluczowy dla jej dalszego rozwoju. Teraz wiemy, jak ważny dla Facebooka jest twórca takich gier jak „Mafia Wars”, „FarmVille” czy „CityVille”. W 2011 r. wpływy od Zyngi stanowiły ok. 12 proc. wszystkich przychodów Facebooka, czyli ok. 440 mln dol. Głównie z prowizji od sprzedaży wirtualnych nasion czy innych „gadżetów” w grach, ale też z reklam, które na Facebooku wykupywała Zynga. „Jeśli spadnie zaangażowanie graczy Zyngi, jeśli spółka uruchomi gry lub przeniesie je na konkurencyjne platformy albo nie uda nam się utrzymać dobrych relacji z Zyngą (...) nasze wyniki finansowe mogą ucierpieć”.
7. Nie damy rady z roku na rok pędzić jak lokomotywa. Facebook spodziewa się, że tempo wzrostu w przyszłości siądzie. Już teraz widać, że Facebook rozwija się nieco wolniej niż Zynga czy
Groupon - w 2010 r. przychody serwisu urosły o 154 proc., w 2011 - o 88 proc. Historycznie to nowe masy użytkowników napędzały przychody, ale coraz trudniej już Facebookowi znaleźć nowych użytkowników. „Na tym może ucierpieć postrzeganie naszej spółki przez inwestorów i wycena akcji serii A” - pisze Facebook.
8. Zaskoczyć może infrastruktura. Facebook dopiero teraz zaczął przejmować i budować „kluczowe elementy technicznej infrastruktury”, na której opiera się serwis. Chodzi m.in. o serwery i centra danych. Spółka ostrzega, że nie ma w tym doświadczenia i mogą się pojawić „nieprzewidziane trudności”.
9. I bugi w oprogramowaniu. Facebook otwarcie pisze, że w oprogramowaniu, na którym działa największy serwis społecznościowy świata, odkrywali wielokrotnie luki i błędy. I w przyszłości zapewne też będzie miało to miejsce. „Niektóre błędy w kodzie można odkryć dopiero po wprowadzeniu go w życie. A to może skutkować nadszarpnięciem naszej reputacji, odpływem użytkowników czy pozwami o odszkodowania” - zaznacza Facebook.
10. Wirusy, hakerzy i spam. „Wierzymy, że jesteśmy szczególnie atrakcyjnym celem ataków” - pisze Facebook w dokumencie, przypominając, że w całej branży spam, phishing, włamania hakerów czy złośliwe oprogramowanie, rozprowadzane także za pośrednictwem Facebooka, może się przełożyć na szkodę dla spółki. Spółka zaznacza, że trudno oszacować potencjalne straty, natomiast wymienia spam jako jedno z zagrożeń, które może zniechęcić użytkownika do Facebooka.