- Nikt w Polsce nie proponuje dziś terapii szokowej - mówił Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, partner w PwC. Zwrócił jednak uwagę, że od wyborów minęło już kilka miesięcy, a w sprawie reform niewiele się dzieje. Od początku lutego obowiązuje wprawdzie wyższa składka rentowa, ale projektów ustaw związanych z najważniejszymi reformami nie ma.
- Powinnością rządu jest jak najszybsze realizowanie tego, co premier Tusk zapowiedział w exposé w Sejmie, po zeszłorocznych wyborach - mówił Janusz Steinhoff. - Przed rządem Tuska trudny czas, życzę mu jednak większej odwagi - dodał.
- Są obawy, czy zapowiedzi premiera przejdą w czyny - wtórował mu Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. Zdaniem byłego wiceministra finansów i współtwórcy planu Balcerowicza Stefana Kawalca, na razie wygląda na to, że plany z exposé premiera były pewną ideą, a nie zapowiedzią realizacji uzgodnionych decyzji. - Jeśli to zostanie rozwodnione, będzie niedobrze - mówił.
Według ekonomistów najważniejsza reforma to zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i jego podniesienie z 65 do 67 lat. Trwale poprawi to stan polskich finansów. Jednak zwłaszcza zrównanie wieku emerytalnego powinno nastąpić szybciej, niż zapowiada rząd.
Inne reformy? • Eliminacja przywilejów branżowych, także emerytalnych. • Reforma KRUS - na początek odcięcie dostępu do niego wkraczających na rynek
pracy. • Skierowanie pomocy publicznej tylko do osób najbardziej potrzebujących. • Współpłacenie za usługi medyczne podobne do tego w Czechach czy na Słowacji.
Większość uczestników debaty uważa, że nie ma w tej chwili możliwości obniżenia podatków, bo to oznaczałoby uszczuplenie wpływów budżetowych. Podoba im się jednak pomysł ujednolicenia stawek VAT, tak żeby towary i usługi objęte były jednakową stawką tego podatku. - To by oznaczało zmniejszenie szarej strefy i ułatwienie przedsiębiorcom rozliczeń z fiskusem - uważa Ryszard Petru.
Ekonomiści chwalą plan ograniczenia deficytu sektora finansów publicznych do 1 proc.
PKB w 2015 r. - Narzędzia, które proponuje rząd mogą być jednak za mało radykalne, by to się udało - ostrzegają. Apelują przy tym do rządu, by nie ograniczał wydatków inwestycyjnych, zwłaszcza na infrastrukturę, drogi i kolej.
Minister Rostowski do przyjaciół ekonomistów "Gdybyśmy chcieli dokonać wielkiego skoku reformatorskiego, groziłoby to recydywą populistyczną przy następnych wyborach. Dlatego wybraliśmy przełom bez terapii szokowej" - napisał w czwartkowej "Rz" minister finansów Jacek Rostowski. W tekście "Do przyjaciół ekonomistów" zapowiada, że w pierwszym półroczu 2012 r. zrealizowany ma być plan stopniowych reform strukturalnych, które mają zmienić pozycję Polski w Europie. Rostowski przekonuje, że zamiast gwałtownych reform
Polska potrzebowała "spokojnego i stopniowego, lecz stanowczego wysiłku reformatorskiego a la Margaret Thatcher, trwającego nawet całe dziesięciolecie". "Część polityków i komentatorów przyjęła jako aksjomat polityki gospodarczej coś zupełnie odwrotnego: liberalny i reformatorski rząd może coś zdziałać jedynie z zaskoczenia w pierwszym roku swej pierwszej - i ostatniej - kadencji. Nazywam to mitem wielkiego skoku reformatorskiego" - pisze Rostowski.
Tłumaczy, że nawet Margaret Thatcher w czasach kryzysu podnosiła podatki. Zapowiada, że ich obniżanie u nas będzie możliwe po tym, jak w 2015 r. deficyt sektora finansów publicznych spadnie poniżej 1 proc. PKB. - Przy dalszym obniżaniu wydatków - zastrzega.