Minister J. Rostowski jest niezwykle konsekwentny w stopniowym ograniczaniu kapitałowej części systemu emerytalnego. Ostatnio zaproponował, aby osoby starsze nie przekazywały swoich składek do OFE, ale wyłącznie do ZUS. Przeszło dwa lata temu podobną propozycję przedstawiła ówczesna minister pracy J. Fedak. Jeżeli te zmiany wejdą w życie, to w mojej opinii w najbliższych latach nastąpi dalsza marginalizacja OFE, a następnie całkowita likwidacja kapitałowej części systemu emerytalnego.
Po co te zmiany? Bo - jak tłumaczy minister - środki zgromadzone w OFE powinny być chronione przed nagłym spadkiem wartości w okresie poprzedzającym ich przejście na emeryturę. Nikt rozsądny nie bagatelizuje tego ryzyka, zwłaszcza po doświadczeniach z 2009 r., kiedy giełdowa bessa zjadła sporą część oszczędności zgromadzonych w OFE. Tyle że to bezpieczeństwo można osiągnąć bez likwidacji systemu kapitałowego.
W większości krajów, które wprowadziły podobną do naszej reformę emerytalną (np. Słowacja) lub w których od wielu lat istnieją prywatne, dobrowolne kapitałowe fundusze emerytalne (np. w Holandii, Wlk. Brytanii) funkcjonują fundusze, które dostosowują swoje strategie inwestycyjne do wieku pracowników. Im ktoś jest młodszy, tym jego fundusz więcej inwestuje w akcje, z kolei im jest starszy, tym więcej w obligacje. To zasada, której uczą się wszyscy finansiści.
Bezpieczne fundusze dla starszych pracowników miały powstać również w Polsce. Jesienią 2010 r. rząd przedstawił nawet założenia reformy, które - pomimo pewnych słabości - znacząco zwiększały bezpieczeństwo środków zgromadzonych przez starszych pracowników. Prace nad nią zostały jednak wstrzymane, a zamiast niej w maju 2011 r. składka do OFE została ścięta z 7,3 do 2,3 proc., czyli o ponad dwie trzecie. Skala tej redukcji odpowiadała mniej więcej średniemu udziałowi obligacji skarbowych w portfelach OFE. Minister finansów tłumaczył wówczas, że inwestycje funduszy emerytalnych w papiery skarbowe nie mają sensu, bo rząd emituje te obligacje, aby zebrać pieniądze na pokrycie ubytku składek, które ZUS przekazuje do OFE.
To tylko pozornie błędne koło, bo transfery do OFE trwale zmniejszają zobowiązania ZUS wobec przyszłych emerytów. Posługując się logiką, jaka stała za ubiegłoroczną redukcją składki do OFE, należało się jednak spodziewać, że skoro fundusze bezpieczne miały inwestować środki starszych pracowników głównie lub wyłącznie w obligacje skarbowe, to ich utworzenie nie będzie miało sensu. Zastanówmy się, jaka będzie następna odsłona emerytalnego serialu.
Przenoszenie środków starszych pracowników z OFE do ZUS pogłębi marginalizację kapitałowej części systemu emerytalnego. Zakładając, że bieżące składki emerytalne przestaną być przekazywane do OFE na blisko dziesięć lat przed emeryturą, bieżący strumień pieniędzy kierowany do funduszy zmniejszy się o prawie 25 proc. Co więcej, stopniowe przekazywanie składek już zgromadzonych w OFE do ZUS zmniejszy wielkość aktywów funduszy oraz ich przychody z tytułu zarządzania tymi środkami o ponad jedną trzecią. To spowoduje, że niektóre towarzystwa emerytalne najprawdopodobniej wycofają się z rynku. W końcu z systemu kapitałowego zostanie kadłubek, którego nikt nie będzie chciał dalej utrzymywać.
Wstrzymanie bieżących transferów starszych pracowników z ZUS do OFE oraz przenoszenie dotychczas zgromadzonych przez nich środków z OFE do ZUS znacząco poprawi jednak bieżącą sytuację finansów publicznych.
Po pierwsze,
budżet państwa wyda mniej na refundację do ZUS z tytułu ubytku składek do OFE od pracowników w wieku przedemerytalnym. Będzie tak jak w 2011 r., kiedy w wyniku zmniejszenia składki do OFE wydatki z budżetu na refundację składek do funduszy emerytalnych skurczyły się o ponad 8 mld zł. To wyjaśnia aż połowę spadku ubiegłorocznego deficytu do mniej więcej 25 mld zł wobec planowanych (przed redukcją składki) 40 mld zł.
Po drugie, bieżąca sytuacja budżetowa poprawi się także dlatego, że na konta ZUS wpłyną środki zgromadzone przez starszych pracowników w OFE. Wtedy minister finansów ograniczy dotację do ZUS na wypłatę bieżących emerytur. To zmniejszy
deficyt budżetowy silniej niż wstrzymanie bieżących transferów do OFE od osób w wieku przedemerytalnym.
To wszystko wygląda na pozór bardzo pięknie, ale proponowane zmiany poprawią stan finansów publicznych wyłącznie w krótkim horyzoncie. Cała operacja odsunie jedynie w czasie problem wypłacalności systemu emerytalnego. W przyszłości to na nasze
dzieci i wnuki spadnie ciężar spłaty zobowiązań emerytalnych ZUS. Jeżeli - jak prognozuje rząd - nasz
dług publiczny w relacji do
PKB ma się w najbliższych latach zmniejszać w imponującym tempie, to może warto wykorzystać ten okres na kontynuowanie reformy emerytalnej, a nie na jej dorżnięcie.