Biznes Ludzie Pieniądze

Kryzys obala rządy. Ale rewolucja nam nie grozi

Rafał Chwedoruk, UW
06.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 14:09
A A A Drukuj
Kolejne rządy są obalane w wyniku kryzysu i wprowadzania cięć oszczędnościowych. Moglibyśmy uznawać perturbacje, jakie wywołuje, za wielkie, ale tak nie jest. Zmiany odbywają się w ramach największych partii - mówi Rafał Chwedoruk, politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.
dr Rafał Chwedoruk Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego
Fot. Agnieszka Kosiec / AG
dr Rafał Chwedoruk Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego
ZOBACZ TAKŻE
Premier Rumunii Emil Boc podał się w poniedziałek do dymisji po kilkutygodniowych masowych protestach przeciwko prowadzonej przez jego rząd polityce oszczędności. Ten kryzys jest bezprecedensowy. Jest to pierwszy kryzys w skali globalnej, który obejmuje tak wiele krajów w tak krótkim czasie. Jednak zmiany w systemach partyjnych są niewielkie. Tak było w Hiszpanii, Portugalii, Grecji i Hiszpanii.

Od czego zależy to, że niektóre społeczeństwa wychodzą na ulicę i obalają rządy, a inne nie? Przede wszystkim różny jest poziom bogactwa. Zdolność do przetrwania w kryzysie zależy od zasobów w społeczeństwie. Jeśli jest ono biedne, przychodzi kryzys, wprowadzane są cięcia, to trudniej jest przeżyć trudne czasy. Jeśli natomiast społeczeństwo jest bogate, ma dużo oszczędności, to kryzys przetrwa łagodniej. Jest to też kwestia świadomości ekonomicznej.

Tak można wytłumaczyć, dlaczego np. Francuzi nie wychodzą na ulicę. Poza tym pamiętajmy, że poziom uzwiązkowienia w tym kraju jest jednym z najniższych w Europie. Za dużymi protestami, które czasem widzimy w telewizji, nie idzie realna siła związków.

To, czy dane społeczeństwo wychodzi na ulicę, zależy też od kultury dialogu władzy ze społeczeństwem. W Niemczech, w krajach skandynawskich czy w Japonii jest ona na bardzo wysokim poziomie. Jest on formalny i zinstytucjonalizowany, przez co strony mogą dochodzić do porozumienia bez wychodzenia na ulicę. Takim krajom jak Rumunia bliższy jest model grecki i to nie tylko ze względu na geograficzną bliskość obydwu krajów.

W Polsce przejęliśmy model anglosaski wypracowany w dobie rządów Margaret Thatcher, gdzie dialog jest raczej swobodny, prowadzony za pośrednictwem polityków, co podnosi temperaturę sporów.

Nie sądzę, żeby w Polsce doszło do czegoś podobnego co widzimy w Rumunii. Wielka rewolucja nam nie grozi, choć związki już zapowiedziały protesty i myślę, że wezmą w nich udział tylko związkowcy. Spór będzie się toczył w szczególności o kwestię podniesienia wieku emerytalnego. Badania wskazują, że wydłużenie wieku emerytalnego Polacy traktują w takich samych kategoriach jak skomercjalizowanie służby zdrowia.

Nie sądzę jednak, żeby doszło do zmian na scenie politycznej. PO może stracić poparcie, ale na pewno nie podzieli losu AWS, które znikło ze sceny politycznej. Powrót PiS do władzy jest raczej niewyobrażalny, ponieważ dla wielu wyborców ta partia jest niewybieralna. Pytanie, na ile SLD pójdzie tropem partii lewicowych i zradykalizuje się w kwestiach społeczno-gospodarczych, a ludowcy przypomną sobie o swoich antyliberalnych korzeniach.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów