Biznes Ludzie Pieniądze

Premierze, przekonaj kobiety!

Leszek Kostrzewski; Piotr Miączyński
09.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 22:37
A A A Drukuj
To one są kluczem do podniesienia wieku emerytalnego. Od ich przekonania zależy los tej ustawy
Leszek Kostrzewski
Fot. Marcin Klaban / AG
Leszek Kostrzewski
Piotr Miączyński
Fot. Marcin Klaban / AG
Piotr Miączyński
Czy politycy mogą narzucić społeczeństwu dłuższą pracę wbrew jego woli? Czy mogą powiedzieć: musicie się poświęcić w imię przyszłych pokoleń, budżetu i stabilności państwa?

Debata na ten temat rozpoczęła się wczoraj. Co prawda spotkanie u prezydenta oficjalnie poświęcone było "pomysłom partii w sprawie przyszłości systemu emerytalnego". Bronisław Komorowski czeka na oficjalne przedstawienie rządowego projektu, ale nikt nie ma wątpliwości, że było to sondowanie liderów opozycji, jak się zachowają, kiedy projekt trafi do parlamentu.

Spotkanie pokazało, że propozycji rządowych opozycja nie poprze.

PO będzie musiało polegać na swoim koalicjancie. Ten, wiedząc, że od niego zależą losy ustawy, będzie chciał wytargować jak najwięcej. Problem polega na tym, że społeczeństwo jest przeciw dłuższej pracy. Z sondażu przeprowadzonego pod koniec ubiegłego roku wynika, że 80 proc. Polaków uważa, że to zły pomysł.

Ludzie potrzebują wiedzy o zmianach, a jej nie mają, bo dyskusja odbywa się w sferze emocji, nie faktów. Może rząd powinien przeprowadzić kampanię reklamową pokazującą, dlaczego powinniśmy pracować dłużej? Nikt nie będzie bowiem tego robił tylko dlatego, że lubi premiera bądź że głosował na PO.

Kluczem do przeprowadzenia zmian są kobiety. Od ich przekonania zależy los tej ustawy.

Premier wydaje się to rozumieć. Jutro spotyka się z Kongresem Kobiet. Co powinien im powiedzieć?

Przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego Polki aż tak bardzo nie chcą pracować dłużej? Bo, uważają, że mają prawo odpocząć, zająć się domem i wnukami. Kobiety nadal ponoszą większe koszty macierzyństwa związane z koniecznością ograniczenia lub wycofania się z pracy i zajmowania się dziećmi i domem. Pracują właściwie na trzech etatach (praca, dom, dziecko). To pokazuje, jak ważna jest skuteczniejsza polityka państwa, jeśli chodzi o zapewnienie opieki nad dziećmi. Rząd zrobił tu pierwszy krok, którym jest ustawa żłobkowa. Problemów z opieką nad małymi dziećmi ustawa jednak nie rozwiązała.

Pocieszenie? Demografowie podkreślają, że zbliża się przełom w pojmowaniu ról społecznych - coraz częściej mężczyźni angażują się w zajęcia domowe i zajmowanie się dziećmi.

Symptomy tej przemiany są dokumentowane w badaniach społecznych. Pod wpływem obecności tych tematów w publicznej dyskusji nawet politycy mężczyźni zaczęli podkreślać swój udział w życiu rodzinnym.

Premier powinien to wyraźnie powiedzieć: kobiety, które będą pracować dłużej, należą do pokolenia, w którym w obowiązkach domowych będzie panować większe równouprawnienie.

Podwyższenie wieku jest stopniowe i rozłożone dla kobiet na... 27 lat. Do 67. roku życia będą pracować dzisiejsze 20-30-latki. Obecna 50-latka będzie pracować "tylko" o trzy lata dłużej. Kobiety nie mają jeszcze tej świadomości. Wydaje im się, że zmiany zaczną się od jutra.

Wreszcie kobiety potrzebują zmian, które złagodzą ból dłuższej pracy. Rząd zrobił już dwa gesty w tym kierunku.

Premier powinien o nich mówić. Rząd wycofał się ze zmian tzw. wdowich rent. 50-letnie wdowy nadal będą dostawać renty po mężach, mimo że przyniosłoby to miliardy złotych oszczędności. A jeszcze na początku stycznia w Ministerstwie Pracy powstał projekt, który przewidywał zaostrzenie kryteriów - renta miała przysługiwać tylko 60-letnim wdowom.

Rząd odpuścił, i dobrze. Wcześniej trzeba pokazać, jak te kobiety mogą znaleźć pracę. Większość z nich nie pracuje, nie ma doświadczenia zawodowego i prawdopodobnie bez renty ustawiłaby się w kolejce do pomocy społecznej .

I druga sprawa - od początku tego roku rząd podwyższył (nareszcie!) składki emerytalne matkom na urlopach wychowawczych.

Przez wiele lat Polkom na takich urlopach na emerytalne konto przelewano zaledwie 81 zł miesięcznie. Pierwszą podwyżkę wprowadzono dopiero w 2008 roku. Państwo zaczęło opłacać składki emerytalne od pensji minimalnej - w ubiegłym roku było to 270,55 zł miesięcznie.

Od 2012 r. podstawą naliczania składki nie jest już pensja minimalna, ale 60 proc. średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, czyli rośnie ona o blisko 40 proc.

Być może w końcu państwo zacznie też opłacać składki za kobiety przedsiębiorców na urlopie wychowawczym. Na razie nie dostają nic.

Tusk powinien mówić też o pieniądzach. Ale nie oszczędnościach budżetowych, tylko zyskach, jakie kobiety będą miały z dłuższej pracy.

Ministerstwo Pracy szacuje, że jeśli zachowamy obecne zasady odchodzenia na emeryturę, mogą one w niektórych przypadkach dostawać zaledwie 30 proc. swojej ostatniej pensji.

Premier w exposé wyliczył, że kobieta, która dziś ma 50 lat, będzie pracować o trzy lata dłużej, a jej emerytura będzie większa o 20 proc. Dzisiejsza 39-latka będzie pracować o siedem lat dłużej, ale za to będzie dostawać na starość nawet 80 proc. więcej.

ZUS co roku wysyła do 15 mln pracujących Polaków informacje o stanie kont emerytalnych oraz w przypadku osób po 35. roku życia wyliczenie, na jak wysoką emeryturę mogą liczyć w przyszłości, jeśli będą pracować do 60. roku kobiety i 65. mężczyźni. Obecnie to zestawienie jest skrajnie nieczytelne i napisane urzędowym językiem. Postulujemy - trzeba je zmienić na jaśniejsze i dołożyć jedną, ale kluczową rubrykę, ile będzie wynosić nasza emerytura, gdy będziemy pracować do 67. roku życia!

To pokaże ludziom, że ich poświęcenie ma sens.

Przydałby się jeszcze jeden gest. Może więcej zwolenników podniesienia wieku emerytalnego byłoby w Polsce, gdyby rząd dał ludziom możliwość pobierania części emerytury (np. 50 proc.) i jednocześnie pracowania na niepełny etat? Takie rozwiązania - stosowane we Francji, w Szwecji - mają swoje zalety. Ludzie nie odchodzą z dnia na dzień z pracy, stopniowe pożegnanie pozwala im się do tej emerytury przygotować.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • Gość: aza

    0

    ZUS od zeszłego roku informuje o wysokości emerytury jeśli będzie się pracowało 1, 2, 3, 4 i 5 lat dłużej. I są dwa warianty - wg zgromadzonych do tej pory składek i hipotetycznych do osiągnięcia odpowiedniego wieku.

    • Gość: bay bay

      0

      @Gość: aza
      Jak od minimalnej stawki (teraz 1500 brutto) po dłuższej pracy można dostać więcej, chyba o inflację.
      A jeśli chodzi o odkładanie na starość to starsi pamiętają co było z książeczkami mieszkaniowymi i polisami posagowymi- po 20 latach składania starczyło na remont bieżący mieszkania i na wódkę weselną , a miało być dostatnie.

  • polsz

    0

    podobno sami zbieramy na emeryturę. Ma ona być wypłacana z naszych uzbieranych składek. Więc co k... budżet ma do naszych emerytur?? Chyba, że teraz budżet kradnie nasze pieniądze i boi się, że będzie je musiał oddać

  • Gość: FM

    Oceniono 2 razy -2

    Kobiety pracujcie o 7 lat dłużej!. Reforma z 1999 r. poniosła zupełna klapę. Z powodu OFE powstało już ponad 260 mld zł długu, roczny wydatek budżetu państwa na OFE to 24 mld zł. Na razie Polska daje radę pożyczyć te pieniądze, bo trzeba pokryć ZUS składkę, która idzie do OFE (żeby było z czego wypłacać obecne emerytury). Ponieważ instytucje finansowe nie pozwalają zlikwidować OFE, no to Polki i Polacy muszą pracować dłużej, by utrzymać OFE. W 2011 r. OFE straciły na giełdzie kilkanaście miliardów złotych, a przedtem nawet ponad 30 mld zł. Polacy jednak tym nie przejmują się, liczą, że przecież OFE odegrają się na giełdzie, choćby przyszło zastawić ostatnią koszulę. Takich naiwnych międzynarodowa finansjera nie znalazła w swoich krajach, więc eksploatują takie kraje jak Polska. Biedacy tak mają!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX