Rozmowy technokratycznego premiera Lukasa Papademosa z trzema partiami, które wspierają jego rząd, zakończyły się wczoraj zaledwie kilka godzin przed posiedzeniem eurogrupy w Brukseli. Greccy politycy ścigali się z czasem, bo - jak wcześniej zapowiadano - eurogrupa czekała na porozumienie w ich rządzie co do cięć, by zatwierdzić drugi pakiet pomocowy, czyli 130 mld euro pożyczek do 2014 r. Jednak ku zaskoczeniu Aten grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos usłyszał nowe żądania wczoraj Brukseli.
- Mamy porozumienie z Atenami w sprawie oszczędności i reform na poziomie technicznym, ale teraz rząd i parlament Grecji muszą przekonać europejskich partnerów konkretnymi działaniami - ogłosił komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn. Unijni dyplomaci nieoficjalnie wyjaśniali tuż przed północą, że euroland chce pisemnych deklaracji szefów trzech współrządzących partii w Grecji, że dotrzymają obietnic cięć także po wyborach planowanych na kwiecień. Ponadto grecki parlament miałby w ekspresowym tempie, najlepiej do niedzieli, zatwierdzić główne punkty z programu reform wynegocjowanego z UE i
MFW.
- Szczegóły będą precyzowane w ustawach w późniejszym terminie, ale ogólne liczby chcielibyśmy mieć przegłosowane już teraz - mówił unijny dyplomata.
Ogromna nieufność eurolandu wobec greckich polityków, którzy już prowadzą kampanię wyborczą, nie jest bezzasadna. - Ostatni etap negocjacji był prowadzony bez naszego udziału. Nie bierzmy za niego odpowiedzialności - mówił wczoraj wieczorem rzecznik partii nacjonalistyczno-prawicowej partii LAOS, która współtworzy rząd z lewicowym PASOK-iem oraz konserwatywną Nową Demokracją. Także szef tej ostatniej Antonis Samaras, który marzy o premierowaniu po najbliższych wyborach (sondaże dają mu na to duże szanse) usiłował w orędziu telewizyjnym dystansować się od cięć, które zatwierdził kilka godzin wcześniej. - Minister Wenizelos przysięga, że w Grecji już wszystko uładzone, a tymczasem ledwo wsiadł do samolotu do Brukseli, a porozumienie o cięciach zaczęło trzeszczeć w szwach - mówiono wczoraj w Brukseli.
Bez dotkliwych oszczędności na sumę 3,3 mld euro tzw. trojka, czyli przedstawiciele Komisji Europejskiej,
Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie dadzą zielonego światła dla drugiego pakiet pożyczek (130 mld euro), co zablokuje wypłaty kolejnych transz z pierwszego pakietu, czyli 110 mld euro obiecanych w 2010 r. Bez tych pieniędzy Grecję czekałoby szybkie bankructwo, gdyż już w marcu musi wykupić kolejną partię obligacji wartą 14,5 mld euro.
Greckie gazety ujawniły pierwsze szczegóły nowego programu oszczędnościowego. Płace w sektorze prywatnym mają zostać zamrożone do momentu, gdy stopa
bezrobocia, wynosząca obecnie 19 proc., nie spadnie do 10 proc. Płaca minimalna ma zostać zredukowana o 22 proc., do 590 euro miesięcznie; w przypadku ludzi w wieku poniżej 25 lat redukcja ta będzie jeszcze bardziej drastyczna. - Będziemy mieć bułgarskie płace przy brukselskich cenach - ogłosił Janis Manolis z szefostwa Nowej Demokracji i w proteście podała się do dymisji.
W sektorze publicznym zwolnienia mają dotknąć 15 tys. osób. W kwestii świadczeń emerytalnych plan "trojki" przewidywał m.in. obcięcie o 15 proc.
emerytur, ale Grecy zdołali przekonać wczoraj euroland, że w najbliższych dniach znajdą "alternatywne cięcia". Wieść o "barbarzyńskim porozumieniu" związki zawodowe przywitały zapowiedzią kolejnego strajku generalnego. Ma on trwać dziś i w sobotę.
Do ministrów eurolandu dołączyli wczoraj przed północą przedstawiciele prywatnych instytucji finansowych, które mają obciąć dług Grecji o 100 mld euro. Dyskusja na ten temat trwa już od kilku tygodni, a wierzyciele ostatecznie mają zaakceptować straty rzędu nawet 70 proc. Prywatne banki w zamian za posiadane dziś 200 mld euro długu mają papiery o warte o połowę mniej, ale zabezpieczone 30 mld euro w gotówce.
Prezes EBC Mario Draghi nie wykluczył wczoraj, że bank pomoże w obniżeniu greckiego długu (choć nie za pomocą typowej restrukturyzacji). EBC skupował greckie papiery od 2010 r. po zaniżonej cenie i dlatego szacuje się, że bez ponoszenia rzeczywistych strat mógłby zredukować dług o blisko 11 mld euro.