Grecka
policja użyła w niedzielę w Atenach gazu łzawiącego i granatów ogłuszających przeciwko demonstrantom rzucającym kamieniami i butelkami z
benzyną. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi demonstruje przed gmachem parlamentu.
Reuters pisze, że niedzielna demonstracja na ateńskim placu Syntagma jest największa od miesięcy. Gdy policja wkroczyła do akcji, większość demonstrantów zaczęła się rozchodzić, ale niewielkie grupy ścierały się z funkcjonariuszami w pobliżu gmachu parlamentu.
Program oszczędnościowy, przeciwko któremu Grecy protestują na ulicach, obejmuje m.in. redukcje zatrudnienia w sektorze publicznym, obniżkę płacy minimalnej, obniżki emerytur.
Grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos postawił sprawę jasno, ostrzegając deputowanych, że jeśli parlament nie przyjmie programu oszczędnościowego,
Grecja zbankrutuje. Już 20 marca przypada
termin zapadalności greckich obligacji na sumę 14,5 mld euro, a
Ateny nie mają pieniędzy na ich wykup.
Wenizelos zażądał przegłosowania programu oszczędnościowego najpóźniej w niedzielę w nocy, "ponieważ w poniedziałek rano banki i rynki finansowe muszą otrzymać wiadomość, że Grecja może przetrwać i przetrwa".
Apelując w sobotę o poparcie dla programu oszczędnościowego, premier Lukas Papademos podkreślał, że odrzucenie go prowadziłoby do niekontrolowanego bankructwa Grecji, a co za tym idzie - chaosu gospodarczego i groźby wybuchu niezadowolenia społecznego. Konsekwencją byłaby recesja, destabilizacja, wzrost bezrobocia, co prędzej czy później doprowadziłoby do wyjścia Grecji ze strefy euro.
Socjaldemokratyczna partia PASOK i konserwatywna Nowa Demokracja (ND) mają wystarczającą większość 236 deputowanych w 300-osobowym parlamencie, aby móc przeforsować program oszczędnościowy.
W ostatnich dniach 25 deputowanych PASOK i 13 deputowanych ND demonstrowało jednak swój sprzeciw wobec surowych posunięć oszczędnościowych. Przywódca ND Antonis Samaras zagroził nawet niezdyscyplinowanym deputowanym, że nie zostaną umieszczeni na listach wyborczych przed przyspieszonym głosowaniem przewidzianym już na kwiecień.
Przedstawiając w niedzielę program oszczędnościowy, deputowana PASOK Sofia Giannaka podkreśliła, że parlament mający zatwierdzić te bolesne środki jest przyparty do muru. Oświadczyła, że wielka presja partnerów Grecji w UE domagających się przyjęcia tego programu jest rezultatem opóźnień w realizowaniu przez Greków uzgodnionych wcześniej reform. - Te opóźnienia noszą nasze znamię. Nie powinniśmy obwiniać o nie cudzoziemców - powiedziała. - Przekonaliśmy się w końcu, że trzeba spłacać to, co się pożyczyło. (...) Zwykliśmy mówić "biedne państwo, bogaci obywatele", ponieważ z pobudek populistycznych tolerowaliśmy uchylanie się od płacenia podatków. Czy takiego kraju chcemy? - spytała retorycznie.
O przyjęcie pakietu oszczędnościowego zaapelował do greckich deputowanych Charles Dallara, szef Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF), prowadzący rozmowy w Atenach w imieniu prywatnych wierzycieli Grecji. W wywiadzie dla konserwatywnego dziennika "Kathimerini" Dalara oznajmił, że chce zachęcić parlamentarzystów, by głosowali za przyjęciem pakietu. Jego zdaniem deputowani "powinni zrozumieć, jaka jest stawka w grze i uznać, że poza oszczędnościami są liczne i namacalne korzyści dla Grecji i narodu greckiego". "Jeśli obywatele greccy mogą wykazać jeszcze trochę cierpliwości, wytrzymałości", to przyjęcie nowego planu cięć i reform "szybko zmieni klimat" - przekonywał Dallara.
Niedzielna grecka gazeta "To Thema" zamieszcza natomiast scenariusz tego, co spotkałoby Greków w razie niekontrolowanego bankructwa ich kraju. Przywódców greckich partii ostrzegał podobno przed grożącą katastrofą wysoki rangą przedstawiciel rządu.
Czarny scenariusz przewiduje, że w ciągu 72 godzin po ogłoszeniu bankructwa Grecji rozpocząłby się szturm jej obywateli na banki. W ciągu dwóch tygodni wystąpiłyby problemy z dostawami paliw. Pracownicy sektora publicznego nie otrzymaliby z końcem miesiąca poborów. Trzy miesiące po bankructwie zaczęłyby się coraz większe przerwy w dostawach prądu.
W ciągu pół roku doszłoby do "eksplozji przestępczości". Zagranica musiałaby przyjść Grekom z pomocą humanitarną. W ciągu roku załamałaby się obronność kraju. Bezrobocie przekroczyłoby 35 proc.