Biznes Ludzie Pieniądze

Moc jest z nami. Ale jak długo?

Rafał Zasuń
13.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 21:27
A A A Drukuj
Dopóki prąd płynie w gniazdku, nie myślimy o tym, skąd się tam bierze i czy kiedykolwiek może go nie być. A powinniśmy wreszcie zacząć o tym myśleć.
Rafał Zasuń
Fot. Gazeta
Rafał Zasuń
Jak rosło szczytowe zapotrzebowanie na moc
Jak rosło szczytowe zapotrzebowanie na moc
Przez kilka kolejnych dni mieliśmy festiwal rekordów zapotrzebowania na moc Krajowego Systemu Energetycznego. To oczywiście "zasługa" siarczystych mrozów. Jak to zwykle bywa, pierwszy rekord - 25 577 MW z piątku (3 lutego), sprawił, że do siedziby PSE Operatora, spółki zawiadującej sieciami energetycznymi w kraju, zawitały telewizje, a pytanie "wyłączą czy nie wyłączą?" zajmowało czołówki gazet. Kolejny rekord - w poniedziałek 6 lutego (25 777 MW), media obeszły niewielkimi wzmiankami, a ostatni z - 7 lutego (25 845 MW), już w ogóle się nie przebił.

Światło nie zgasło, system pracował normalnie. Energetykom z Krajowej Dyspozycji Mocy należą się słowa uznania, bo odwalili kawał dobrej roboty.

Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o rządzie. Od blisko trzech lat obiecuje, że przygotuje ustawę o korytarzach przesyłowych, która umożliwi szybszą i łatwiejszą budowę sieci energetycznych. I co? I nic. Ale o tym będzie za chwilę.

Dopóki prąd płynie w gniazdku, nie myślimy o tym, skąd się tam bierze i czy kiedykolwiek może go nie być. Nauczeni smutnym doświadczeniem kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Małopolski, których w zeszłym roku osadzająca się na sieciach szadź pozbawiła prądu na kilka dni, powinniśmy wreszcie zacząć myśleć.

Niemal połowa sieci energetycznych w Polsce ma ponad 30 lat. W dodatku nasza sieć jest o wiele rzadsza niż w Niemczech. Niemiecka sieć energetyczna jest jak układ nerwowy człowieka. A sieć energetyczna w Polsce przypomina układ nerwowy... żaby.

Awaria jednej linii może mieć dla nas katastrofalne skutki. Mało kto pamięta, ale gdy w 2003 r. padła np. linia 345 kV koło Cleveland w USA, prądu nie miało przez kilka godzin 50 mln ludzi!

Do roku 2020 musimy wybudować bądź zmodernizować 4,8 tys. km sieci przesyłowych. Powinniśmy wymienić 250 tys. km sieci dystrybucyjnych i postawić 95 tys. transformatorów. Największe zaniedbania są we wschodniej części kraju.

Pieniądze koncerny energetyczne mają. Problemem jest jednak prawo, które ogromnie wydłuża inwestycje w sieci, tak jak niegdyś utrudniało budowę autostrad. Za dyżurny przykład zwykle służą trwające kilka lat (i nadal się nie skończyły) przepychanki prawne z mieszkańcami Kamionek pod Poznaniem w sprawie kluczowej dla bezpieczeństwa Wielkopolski linii energetycznej.

Dzieje się tak dlatego, że samorządy nie mają obowiązku konsultować z firmami energetycznymi planów zagospodarowania przestrzennego. Kiedy potem mieszkańcy świeżo zbudowanego osiedla domków jednorodzinnych dowiadują się, że koło ich domów ma przechodzić linia energetyczna, dostają "wściku" i nawet trudno im się dziwić.

Drogowcy wywalczyli w końcu przepisy, które umożliwiają szybkie dogadywanie się bądź wywłaszczane mieszkańców, na których terenie mają biec autostrady.

Energetykom i gazownikom obiecywano podobne prawo. Powstał projekt ustawy o korytarzach przesyłowych. Spoczywał sobie spokojnie w Ministerstwie Gospodarki, trwały konsultacje międzyresortowe. Ale do Sejmu już nie trafił. Jest w rządowej zamrażarce i nie wiadomo, kiedy ją opuści.

Trzy lata temu szefowie spółek odpowiedzialnych za przesył prądu i gazu napisali obszerny raport o stanie sieci w Polsce i potrzebnych zmianach. Opatrzyli go nawet inwokacją: "Świadomi znaczenia naszych obowiązków przesłanie tego raportu dedykujemy wrażliwym na dobro Polski ludziom mającym wpływ na bieg rzeczy".

Niestety, "ludzie mający wpływ" okazali się niewrażliwi. Zapewne ich wrażliwość pobudzi dopiero mały blackout.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (10)

  • xnonx

    Oceniono 1 raz 1

    przez dziesiątki lat płaci się w paliwie na remonty dróg, podatki drogowe itp. Potem, z publicznych pieniędzy płaci się prywatnej firmie, żeby zbudowała "autostradę" (najgorszą i najdroższą, że nawet nie może dotrwać do otwarcia) a ta firma stawia bramki na których ponownie zbiera pieniądze.
    Firmy energetyczne od lat przygotowują się do tego samego manewru - zbierają pieniądze za prąd, przesył, utrzymanie, modernizacje itp - ale przy większej inwestycji wezmą pieniądze publiczne, wybudują się za którą zaczną zbierać dzikie pieniądze od ludzi którzy zapłacą za to podwójnie.
    Innymi słowy:
    - modernizacja - tak.
    - przekręty "autostradowe" - NIE.

  • swan_ganz

    Oceniono 1 raz 1

    zaraz.. moment; Przez lata wmawiano Polakom, ze tylko prywatyzacja jest jedynem remedium na nasze problemy gospodarcze i po to właśnie by mieć święty spokój musimy sprzedać wszystko co mamy... Dlaczego wiec teraz zawracacie mi tyłek jakimś problemami związanymi z sieciami przesyłowymi skoro są one prywatne? Ja mam umowę z dostawcą energii i jak się z tej umowy dostawca nie wywiąże to go przeciągnę przed sądem... Nie mogę tak zarobić bo prawo mi na to nie powoli by zmusić dostwcę do odpowiedzialność? A kto takie prawo uchwalił w myśl którego obywatel jest bez szans w starciu z jakąkolwiek instytucją? Trzeba powiesić polityków którzy nam taką rzeczywistość stworzyli i zacząć budować kraj od nowa ale tym razem w taki sposób by to obywatel był tu ważniejszy niż to squ...one towarzystwo postubeckie..

    • przemekthor

      0

      @swan_ganz
      Przesył nie jest prywatny, wszystkie linie 400 kV należą do PSE. Podobnie większość sieci wysokiego napięcia 220 i 110 kV są państwowe (spółki Skarbu Państwa), jak również GPZ-ty. Podobnie ze wszystkimi dużymi elektrowniami i elektrociepłowniami. Udział kapitału prywatnego w systemie elektroenergetycznym jest niewielki, z większych obiektó tylko elektrociepłownie są w niby-prywatnych rękach. Niby, bo należą do pańśtwowych firm zagranicznych (EDF/Dalkia, CEZ).

  • kretu23

    Oceniono 1 raz 1

    porównanie do żaby też nie jest zbyt trafne. to ze jest mała i prosta w obsłudze to pozwoliło jej przetrwać na Ziemi deczko dłużej od człowieka. jakieś 370 milionów lat. pogadamy kiedy homo sapiens sapiens tyle pożyje. jej system nerwowy nie jest skomplikowany a le na pewno bardziej efektywny niż polskie sieci energetyczne :)

    • bartek8987

      0

      @kretu23
      homo sapiens tyle nie pożyje, bo jest anomalią, ewolucyjną bańką mydlaną, która szybko pęknie.

  • valski

    0

    Od kilku lat nie można podłączyć do kanalizacji siedmiu podwarszawskich wsi , bo jeden z właścicieli działki nie zgadza się nijak na przeprowadzenie rury kanalizacyjnej. On ma w du.pie ludzi, ludzie jego, i co z tego? Nie ma na niego siły.

  • mszczuj_von_kain

    Oceniono 5 razy 5

    Szanowny Autorze, piszesz głupoty. W sporze "właściciele nieruchomości" vs. "spółki energetyczne" chodzi o to, że spółki przyjęły postawę "nie płacimy za cokolwiek". Spółki energetyczne to prywatni przedsiębiorcy, których działalność (jak każdego prywatnego podmiotu) jest nastawiona na zysk. Tym samym specjalna ustawa, która będzie dawała przywileje jednym kosztem drugich jest niczym innym jak pompowaniem pieniędzy do ich kieszeni.

    Obecnie dzieją się cuda przy próbach uregulowania opłat za służebność przesyłu. Sprawy utykają w sądach bo spółki albo próbują dowodzić, że linie miały "od zawsze", albo też kiedy właściciel udowadnia, że nic nie zasiedziały, proponują wynagrodzenie w wysokości +-800 zł rocznie za zajęcie 3/4 działki (bo oczywiście spółka w żadnym wypadku nie kupi nieruchomości, przecież oni chcą tylko puścić kable). Następnie zaczynają się korowody z biegłymi, bo spółka energetyczna każdą do każdej opinii będzie wnosiła dziesiątki stron bezsensownych zastrzeżeń.

    Jako ciekawostka pod koniec: prowadziłem kiedyś sprawę, w której spółka energetyczna bez jakiegokolwiek zezwolenia "puściła" linię po przekątnej (!) działki, czyniąc ją całkowicie bezużyteczną. Działki nie kupiła, płacić za używanie nie chciała. Co najciekawsze - linia była już zbędna, bo w międzyczasie spółka puściła drugą linię - tym razem po obwodzie działki. A mimo to odmawiała zdjęcia pierwotnej linii, nie podając jakichkolwiek sensownych powodów.

    Cała sprawa sprowadza się więc do tego, że spółki może i mają pieniądze, ale na pewno nie chcą nimi płacić za grunty, na których są ich linie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX