- We wtorek indeks Dow Jones osiągnął najwyższy poziom od maja 2008 roku, ale nie powiedziałbym, że kryzys się skończył. Wzrosty zapewniają działania banków centralnych, które zapewniają dopływ gotówki - mówi Sebastian Buczek, prezes towarzystwa funduszy inwestycyjnych Quercus TFI
fot. Shutterstock
Giełdy na świecie, a w szczególności w USA, rosną, bo sytuacja amerykańskiej gospodarki wygląda lepiej na tle europejskiej.
Poza tym za wzrostami stoją dobre wyniki takich spółek jak Apple, które pomimo światowego kryzysu dynamicznie się rozwijają.
W drugiej połowie ubiegłego roku wszyscy uciekali od ryzykownych inwestycji. Akcje małych i średnich spółek przecenione zostały o 50 proc. Teraz nawet jak wzrosną o 50 proc., to i tak będą do tyłu.
Ale kryzys nie jest zakończony. Będzie, kiedy zmieni się sytuacja finansowa państw Europy Zachodniej i USA. W tej chwili rynek ratowany jest działaniami banków centralnych, które drukują pieniądze i luzują politykę pieniężną. Czekamy na kolejny program quasi-dodruku przez EBC.
Skróciły się okresy wzrostów i spadków. To, co obserwujemy, może być relatywnie nietrwałe i niedługie. Cały czas liczą się fundamenty, a te są dość wahliwe.