Podchodzę do nowego serwisu nie z perspektywy opozycji nowe media - stare media, lecz opozycji jakościowe treści - śmieciowe treści. Pomysł twórców NaTemat.pl jest w istocie konserwatywny, bo polega nie tylko na redystrybucji zewnętrznych materiałów, czyli w tym przypadku blogerów, lecz także produkcji własnych. Jednak żeby odnieść sukces, musi przejść trzystopniowy test.
Pierwszy stopień to kierunek zainteresowania czytelników. To czy internautę interesują poważne informacje, a nie plotki i golizna, okaże się relatywnie szybko już w pierwszych miesiącach działania NaTemat.pl. Kolejny stopień testu to zainteresowanie reklamodawców, a raczej ich gotowość do płacenia nie za kliki, lecz za reklamę w otoczeniu jakościowych materiałów, do czego nasz internet jeszcze nie przywykł. Jeśli NaTemat.pl uda się wprowadzić taką zasadę, to będzie dobre nie tylko dla nich, ale dla całego internetu i wydawców prasy, bo ich treści zyskają na znaczeniu.
Trzecim i ostatnim sprawdzianem będzie rozwiązanie problemu blogerów. Podobnie jak w amerykańskim Huffington Post u nas też musi dojść do takiego momentu, kiedy blogerzy zaczną pytać, dlaczego za darmo mają produkować coś, za co redakcja jest opłacana. I wtedy serwis będzie musiał znaleźć dla nich pieniądze albo całkowicie się zmienić.