Komentarze (2)
-
Polska to kraj hostess, magazynierów, sortowników, pracy w call center, sprzedawców kredytów i ubezpieczeń, odkurzaczy, kasjerek...Od 89 żaden rząd nie postawił na naukę, na uczelniach ukrywa się bezrobocie, pozwala na kształcenie idiotów, bo ludzie po studiach wychodzą bez wiedzy, umiejętności, często potrafią tyle samo co przed rozpoczęciem nauki.
Prawo pracy ? A kto go przestrzega ? Przy kosztach życia w Polsce płace są bardzo niskie, wręcz głodowe, 60% Polaków zarabia mniej niż 1900zł netto (wg wyliczeń GUSu), 10% pracowników otrzymuje płacę wyższą niż 3812 złotych netto. Gdyby nasi pracodawcy musieli tak traktować pracowników jak na zachodzie, jak np. w Skandynawii to chyba 90% z nich porzuciłaby biznes.
Co do pkpplewiatan, bcc i innych organizacji to oczywiste, że one działają w imię swojego interesu, korporacjo, dużych firm czyli wyzysku, braku praw, kontroli. Już dzisiaj mamy ogromną ilość umów śmieciowych 27% w ogóle i 67% dla młodych, wyprzedzamy wiele państw zachodnich, ale nie dlatego że tego wymaga specyfika pracy (np. fotograf), ale z powodu traktowania ludzi jak bydło. Dzisiaj niewolnictwo to praca na kasie, telefonie czy przy komputerze ;) Co dziwne, takie organizacje nie walczą o pomoc małym firmom, o innowacyjność... -
Organizacje biznesu kontra społeczeństwo
Czy za nieustającymi roszczeniami, żądaniami, – o zniesienie wszelkich utrudnień w prowadzeniu firm , (o zmianę warunków prawnych i instytucjonalnych na bardziej przyjazne rozwojowi firm), kryje się wyłącznie wąski interes grup szeroko rozumianego wielkiego biznesu?
Business Centre Club, dzięki silnemu lobby, ma duże osiągnięcia w wywieraniu wpływu na regulacje legislacyjne kształtujące prowadzenia działalności gospodarczej...Organizacje biznesowe, (m.in. BBC, czy pracodawców, np. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan) coraz częściej dostają to o co zabiegają(akty prawne). Normą staje się, że każda zachcianka ( rozwiązanie korzystne dla biznesu) jest wprowadzana w życie (m.in. złagodzenie sankcji dla wykonawców, którzy startują w przetargach, wprowadzenie ulg podatkowych na poczet złych długów itp.) Biznes forsuje swoje ustawy w zakresie uelastyczniania prawa pracy (Czyt. pozbawianie praw pracowniczych), m.in. zablokowanie podwyżki wynagrodzeń za godziny nadliczbowe..). W promowaniu tych rozwiązań na czoło wysuwa się Organizacja Pracodawcy RP, jej starania docenił i darzy wielką aprobatą premiera Donald Tusk, czego wyrazem było cytowanie w tzw. expose jej postulatów (zmodyfikowanie kodeksowej definicji doby pracowniczej, wprowadzenie możliwości stosowania dwunastomiesięcznych okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy). Dzięki temu skorzystają na tym m.in. sieci handlowe, będą mogły przez dwanaście miesięcy nie płacić za nadgodziny, w tym czasie zmuszając pracowników do katorżniczej pracy często po 12 godzin (np. w niedziele), nie martwiąc się zbytnio tym, że pracownicy harują od świtu do nocy bo i tak zapłacą im za 8 godzin ( w skali dnia), pewnie dodatkowo, dziwnie często, znów będą zdarzały się błędy w rozliczeniach godzin pracy (oczywiście na niekorzyść pracowników). W kwestii strategicznych spółek Skarbu Państwa (sreber narodowych), nigdy organizacje biznesu i pracodawców nie widza powodów aby je nie oddać w łapy prywatne (pod całkowitą kontrole). Bo przecież dzięki temu, (niejednokrotnie) dojone by były na dużą skale (za pomocą dywidend itp., a często na końcu zarżnięte, bo by przykładowo zawadzały konkurencji). Pewnie, nierzadko, stopniowo uznane za zbędne aktywa (np. nieruchomości) wyprzedawany by były za astronomiczne ceny w stosunku do ceny jaką by zapłacił biznes za cały podmiot publiczny państwu polskiemu (Skarb Państwa i obywatele polscy dostali by ochlap a później z zazdrością rząd spoglądał by na horrendalne profity jakie przynoszą sprzedane spółki dla podmiotów prywatnych).
Biznes wpiera nam, że umowy czasowe i umowy cywilnoprawne to nie umowy śmieciowe, zapominając nierzadko dodać, że takie umowy są wykorzystywane, w dużej mierze, w nieodpowiedni, patologiczny sposób. Tłumaczy, że dla niektórych firm to „jedyne wyjście”. A co to w ogóle znaczy, czyli co? Inne posuniecie nie wchodzą w grę, nie można zmniejszyć rentowność firmy poprzez mniejsze ceny za towar (czy usługę) aby utrzymać się w “siodle”?, nie można zmienić rynku, czy się nieznacznie przekwalifikować?, tylko od razu (bo najprościej, bo najmniej obciąża kieszeń przedsiębiorcy) zwalniać pracowników albo „kombinując” przy prawach pracowniczych...C.d. na adiafora.pl
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX












