Biznes Ludzie Pieniądze

Społeczności internetowe: Demokracja w informacji

Tomasz Grynkiewicz, Zbigniew Domaszewicz
18.12.2006 , aktualizacja: 18.12.2006 23:41
A A A Drukuj
Magazyn "Time" docenił szybko rozwijające się internetowe społeczności, przyznając im prestiżowy tytuł Człowieka Roku. Potencjał serwisów działających pod szyldem Web 2.0 - jak Digg czy Facebook - wykorzystuje amerykańska prasa, a na serwisie YouTube tamtejsze władze walczą z narkotykami
<b>Tragedia Jamesa Kima</b>
<br>
W tym roku najczęściej czytane na Digg.com były relacje o tragedii Jamesa Kima, redaktora branżowego serwisu internetowego News.com. Samochód, którym dziennikarz wraz z rodziną (żoną i dwójką dzieci) wyjechał do Oregonu, utknął w śnieżnej zaspie na górskiej drodze. Kiedy po tygodniu spędzonym w samochodzie ratowników nadal nie było widać, James wyruszył szukać pomocy. Żonę i dzieci - całych i zdrowych - odnalazła ekipa ratownicza. Ciało dziennikarza znaleziono dwa dni później - zmarł z wyczerpania i wyziębienia.
Fot. AP
Tragedia Jamesa Kima
W tym roku najczęściej czytane na Digg.com były relacje o tragedii Jamesa Kima, redaktora branżowego serwisu internetowego News.com. Samochód, którym dziennikarz wraz z rodziną (żoną i dwójką dzieci) wyjechał do Oregonu, utknął w śnieżnej zaspie na górskiej drodze. Kiedy po tygodniu spędzonym w samochodzie ratowników nadal nie było widać, James wyruszył szukać pomocy. Żonę i dzieci - całych i zdrowych - odnalazła ekipa ratownicza. Ciało dziennikarza znaleziono dwa dni później - zmarł z wyczerpania i wyziębienia.
Dwadzieścia milionów internautów odwiedza w miesiącu stronę Digg.com, serwis składający się z linków do materiałów rozsianych po całym internecie.

Zasada jest prosta. Każdy internauta po zalogowaniu może zamieścić w serwisie odnośnik do dowolnej strony internetowej - np. do interesujących jego zdaniem artykułów lub wpisów na blogu. Inni - jeśli także uznają tekst za ciekawy - mogą nań zagłosować na "tak" (wówczas link pnie się na liście w górę) lub na "nie". W ten sposób internauci na Digg sami decydują, co danego dnia jest warte przeczytania.

Po dwóch latach istnienia serwisu jego popularność dostrzegły amerykańskie gazety - ich czytelnicy coraz częściej zamiast papierowego wydania wybierają internet.

Licząc na efekt Digg

Od tygodnia przy większości artykułów w elektronicznym wydaniu dziennika "The New York Times" widnieje dodatkowy guzik: "Share" (podziel się). Czytelnik, który uważa, że warto, aby inni zapoznali się z jakimś artykułem "NY Times", jednym kliknięciem może umieścić link do niego na Digg, Facebook czy Newsvine.

- Chcieliśmy dotrzeć do czytelników, którzy obeznani są z narzędziami, jakie istnieją w internecie, i są przyzwyczajeni do komentowania i dzielenia się informacjami - mówi Christine Topalian, jeden z menedżerów odpowiedzialnych za strategię w portalu NYTimes.com.

Ale to tylko jeden z powodów: sprzedaż tytułów prasowych w USA leci w dół. W przypadku spółki The New York Times Co. dotyczy to zarówno flagowego "New York Times", jak i "Boston Globe" czy "International Herald Tribune". Prognozy Stowarzyszenia Amerykańskich Gazet (Newspaper Association of America) pokazują jedno: w przyszłym roku wyższe przychody wydawców będą możliwe tylko dzięki przychodom z internetu.

- Wokół tekstu zajawionego na Digg.com lub Reddit.com robi się hałas i ludzie wchodzą na strony, by go przeczytać, nabijając w taki sposób licznik odwiedzin - mówi Krzysztof Urbanowicz, prezes firmy konsultingowej Mediapolis i autor bloga o mediach (mediacafepl.blogspot.com). To zjawisko zostało nazwane nawet efektem Digg - niekiedy po zamieszczeniu w tym serwisie linka do danej witryny liczba odwiedzin na niej wzrasta tak bardzo, że serwery nie dają rady obsłużyć ruchu. - Przy okazji internauci mogą trafić na tej witrynie na inne ciekawe teksty lub inne narzędzia, co sprawia, że wydłuża się ich czas przebywania na stronie - dodaje Urbanowicz. A o to gazetom chodzi, bo tego rodzaju statystyki są bardzo ważnym argumentem w negocjacjach z reklamodawcami.

"NY Times" nie jest jedyny. Podobnie działa "BusinessWeek" (można bezpośrednio dodawać linki do Digg i Del.icio.us), czy "Washington Post".

Z kolei dziennik "The Wall Street Journal" w swoim elektronicznym wydaniu umieszcza pod każdym tekstem ranking artykułów, które najczęściej są cytowane przez blogerów. Udostępnia też na swojej stronie wyszukiwarkę blogów Technorati (wpisując w okienko np. Dell czy McDonald's, możemy dowiedzieć się, co blogerzy piszą o tych firmach lub ich produktach).

- Dla części blogerów linkowanie do Digg, Reddit, Facebook czy Newsvine jest dla tak samo naturalne jak komentarze i dyskusja pod wpisami na blogu - mówi Urbanowicz. Jego zdaniem gazety, które dają amatorom możliwość współtworzenia treści (np. zdjęcia i wideo z telefonów komórkowych w czasie zamachów w londyńskim metrze), są postrzegane przez internautów jako bardziej otwarte na czytelników. - To sposób na przyciągnięcie młodszych czytelników i "odkurzenie" własnej marki - uważa szef Mediapolis.

Jego zdaniem tradycyjna prasa, głównie amerykańska i hiszpańska, zaczyna dopiero odkrywać, że siła przyciągania internetu bierze się w dużej mierze z możliwości konwersacji, jaką w sieci mają nawet najmniej doświadczeni użytkownicy.

PR, promocja i narkotyki

Popularność społecznościowych serwisów spod znaku Web 2.0 dostrzegła też amerykańska administracja - we wrześniu tamtejszy federalny urząd antynarkotykowy ONDCP zamieścił na YouTube antynarkotykowe spoty wideo, opatrując je m.in. takimi hasłami jak "marijuana" "smoking" czy "drugs". Klipy ONDCP notują do dziś średnio po kilkanaście tysięcy wyświetleń. Jak na YouTube nie jest to może szczególnie imponujący rezultat, autorzy kampanii uważają jednak, że dzięki obecności na serwisie ich przekaz ma duże szanse trafienia do nastolatków - a to właśnie na tej grupie adresatów zależy im najbardziej.

Do serwisów Web 2.0 linkują też firmy w celach public relations. Robi tak np. Sophos, firma produkująca software zabezpieczający komputer przed wirusami i innym złośliwym oprogramowaniem. Opcje pozwalające czytelnikowi na wklejenie jednym kilknięciem linku do danej informacji prasowej do serwisów Digg.com, Slashdot i Del.icio.us pojawiają się rutynowo przy każdym komunikacie spółki.

Polskim odpowiednikiem Digga jest Wykop.pl, największy tego typu serwis w polskim internecie. Jest też Gwar.pl uruchomiony wiosną tego roku przez Agorę.

Jednak świadomość tego, że można się promować w społecznościach internetowych, jest u nas wciąż niedostrzegana. - Polska prasa jeszcze nie docenia możliwości, jakie stwarza jej internet - uważa Urbanowicz. Jako przykłady udanych inwestycji spółek medialnych w serwisy Web 2.0 wymienia właśnie Gwar.pl czy serwis wiadomosci24.pl (Polskapresse).

- Problem w tym, że większość decydentów w wydawnictwach albo w ogóle nie słyszała o istnieniu takich serwisów jak Wykop.pl czy Gwar.pl, albo nie rozumie, jak one działają i jak można je wykorzystać. "Po co to komu?" - pytał mnie niedawno jeden z wydawców - mówi szef Mediapolis.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów