Szukasz pracownika? Zamieść ogłoszenie online w serwisie GazetaPraca.pl Wzrost gospodarczy w zeszłym roku był najszybszy od dziewięciu lat, a bezrobocie spadało w niespotykanym wcześniej tempie. Coraz więcej Polaków w poszukiwaniu lepszego życia wyjeżdża za granicę, a w kraju w niektórych sektorach (np. w budownictwie) brakuje rąk do pracy. Nic dziwnego, że pensje Polaków zaczynają rosnąć szybciej - pracodawcy muszą je podnosić, bo inaczej nie byłoby chętnych do pracy.
W czwartym kwartale 2006 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wyniosło 2662,51 zł brutto - podał kilka dni temu Główny Urząd Statystyczny. W pierwszej połowie zeszłego roku wzrost płac liczony w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej był na poziomie 4,7 proc., w trzecim kwartale przyspieszył do 5 proc., a w ostatnim kwartale roku - do 5,3 proc.
Szybciej rosnące płace przy spadającym bezrobociu powodują, że Polacy mają w kieszeniach coraz więcej pieniędzy do wydawania i m.in. dzięki naszym zakupom polska gospodarka szybko się rozwija.
Ale szybkość wzrostu płac ma swoje granice rozsądku. - Nie powinny one rosnąć szybciej niż wydajność pracy - ostrzegają ekonomiści. Mówiąc prościej, wzrost naszych pensji powinien być wolniejszy niż wzrost wartości wyprodukowanych dóbr przypadający na jednego pracownika. Jeśli ta równowaga zostanie zachwiana, wtedy firmy stają się mniej konkurencyjne. Koszty prowadzenia przez nich działalności zwiększają się wtedy bardziej niż ich przychody, a to może pociągać za sobą zmniejszanie się ich zysków. - Firmy mają w takiej sytuacji dwa wyjścia: albo podnieść ceny, co może doprowadzić do wzrostu inflacji, albo zmniejszyć marże. Ale to z kolei może wpłynąć na spadek ich zysków i pociągnąć za sobą np. mniejsze nakłady na inwestycje. A to może spowodować spowolnienie w gospodarce - mówi Michał Chyczewski, ekonomista Banku BPH.
Pracodawcy szukają środków zaradczych. Niedawno w liście do wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" przedstawiła propozycje zmniejszenia pozapłacowych kosztów pracy, które stanowią nawet 40 proc. wynagrodzeń brutto. PKPP Lewiatan chciałby m.in. obniżenia składki rentowej i chorobowej, możliwości odpisywania od podatku całej składki na ubezpieczenia zdrowotne, a nie tylko jej części oraz skrócenia czasu wypłacania wynagrodzeń za czas choroby finansowanych przez pracodawców. Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan propozycje kosztowałyby budżet państwa około 15 mld zł, ale przyczyniłyby się do zahamowania emigracji zarobkowej oraz znacząco odciążyłyby pracodawców. Dzięki temu tempo wzrostu płac mogłoby być utrzymane poniżej dynamiki wydajności pracy. A to by pozwoliło na zachowanie konkurencyjności przez przedsiębiorców.
Resort finansów niektóre z tych propozycji już uwzględnił w swoich planach. Chce m.in. obniżyć składkę rentową z obecnych 13 proc. do 10 proc. w 2008 r. i 7 proc. od początku 2009 r. Ale cały czas nie ma nawet projektu ustawy w tej sprawie, więc nie wiadomo, czy rząd i parlament zdążą obniżyć koszty pracy, zanim firmy i gospodarka odczują negatywne skutki cyklu.
Wydajność pracy w całej gospodarce już rośnie wolniej niż płace. Znacznie lepsza jest sytuacja w przedsiębiorstwach przemysłowych, w których koncentrują się inwestycje. W czwartym kwartale wydajność pracy wzrosła tam o 7,7 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej, a płace o 5,5 proc. Równowaga nie jest jednak zachowana we wszystkich sektorach. - W produkcji wyrobów tytoniowych, branży samochodowej, przy produkcji sprzętu telekomunikacyjnego czy aparatury elektrycznej koszty pracy już rosną szybciej niż wydajność - tłumaczy Michał Chyczewski.
A wszystko wskazuje na to, że wynagrodzenia będą rosły jeszcze szybciej. - Będą naciski w sferze budżetowej, służbie zdrowia czy administracji, gdzie zarobki są na bardzo niskim poziomie. Płace będą musiały rosnąć szybciej, w przeciwnym razie ludzie wyjadą do pracy za granicę - mówi Chyczewski. Ekonomiści Narodowego Banku Polskiego przewidują w styczniowej "Projekcji inflacyjnej", że do końca tego roku tempo wzrostu przeciętnych wynagrodzeń będzie nieznacznie niższe od 6 proc. w skali roku. Ale później zacznie systematycznie przyspieszać, osiągając 8 proc. pod koniec 2009 r. Projekcja ostrzega, że dynamika płac realnych wyraźnie będzie przekraczała wzrost wydajności pracy w gospodarce. A to zdaniem NBP będzie wpływało na wzrost inflacji.
Zobacz ile zarabiają osoby rozpoczynające pracę.