Analitycy
Google przez ostatnie 12 miesięcy przeanalizowali 4,5 mln stron internetowych. Wyniki są zaskakujące: aż 450 tys. z nich zawierało groźny kod, który może posłużyć do kradzieży ważnych informacji z naszych komputerów. Nawet jedna wizyta na zainfekowanej stronie może grozić utratą numerów kont bankowych, kart kredytowych czy haseł dostępowych.
Jakby tego było mało, kolejne 700 tys. prześwietlonych witryn zawierało złośliwe robaki, które mogą być wykorzystane do przejęcia kontroli nad komputerem odwiedzającego.
Niels Provos, analityk Google, uważa, że użytkownicy komputerów stali się celem zorganizowanych grup przestępczych, które zarażają witryny internetowe dla finansowych korzyści. Jego zdaniem wiele stron w sieci istnieje tylko po to, by wabić zamieszczonymi na nich tekstami niezbyt ostrożnych internautów. Wystarczy wejść na taką stronę, by niebezpieczny program zaczął infekować system operacyjny komputera. Oczywiście bez wiedzy i zgody jego właściciela.
Co gorsza, aż 70 proc. zagrożeń wykryto na legalnie działających popularnych portalach. Według autorów raportu robaka można złapać także na stronach społecznościowych Web 2.0. W opinii analityków niekoniecznie musi to być wina twórców tych stron. Niebezpieczne programy pod postacią reklam, bannerów, kalendarzy czy liczników odwiedzin umieszczają tam osoby trzecie. Podobnie jest w przypadku internetowych for i blogów - w większości przypadków ich twórcy nie mają świadomości, że ich strona może posłużyć do wykradzenia wrażliwych informacji.
Sceptycznie do wyników raportu podchodzi Robert Dąbroś z zajmującej się bezpieczeństwem IT firmy McAfee. - Sama baza internetowych zagrożeń to grubo ponad 200 tys. pozycji. Zebranie tego to ponad 15 lat pracy, a codziennie notujemy ok. 2 tys. nowych mutacji. Moim zdaniem trudno traktować raport Google poważnie - mówi Dąbroś.
Inaczej uważa ekspert ds. bezpieczeństwa Krzysztof Młynarski z firmy Teleinformatica. Jego zdaniem opisane zagrożenia są realne. - Wiele osób korzysta z pirackiego oprogramowania i nie aktualizuje programów antywirusowych. To czyni ich bezradnymi w obliczu zagrożenia złośliwymi robakami. Nie mają żadnej możliwości obrony - tłumaczy. Problem w tym, że coraz częściej nawet programy antywirusowe nie radzą sobie z szybko przeobrażającymi się robakami. Analitycy Google obliczyli, że tylko jeden z nich zmienił się w ciągu ostatnich 12 miesięcy 1,1 tys. razy. - Jedyne, co można zrobić w takiej sytuacji, to na bieżąco ściągać aktualizacje ze stron Microsoftu i często aktualizować oprogramowanie antywirusowe. No i nie wchodzić na niepewne strony - radzi Młynarski.
Google zapowiada, że już wkrótce w swojej wyszukiwarce wszystkie strony zidentyfikowane do tej pory jako niebezpieczne oznaczy jako "potencjalne zagrożenie". Z czasem - wraz z postępem prowadzonych badań - ta lista będzie się wydłużać.