Biznes Ludzie Pieniądze

Walka o kasę w e-eterze

Tomasz Grynkiewicz
27.08.2007 , aktualizacja: 27.08.2007 20:11
A A A Drukuj
Amerykańskie rozgłośnie internetowe walczą o obniżenie tantiem. Na razie wywalczyły tyle, że zamiast co roku płacić nawet kilkaset milionów dolarów, będą płaciły maksymalnie 50 tys.
Na stacje internetowe blady strach padł już kilka miesięcy temu, gdy powołany przez rząd zespół ds. tantiem (Copyright Royalty Board) ustalił nowe zasady rozliczania się e-rozgłośni z emitowanych piosenek.

Właściciele stacji alarmowali, że dla wielu będzie to gwóźdź do trumny. - Przy nowych stawkach 80 proc. naszych stacji, zwłaszcza te, które grają niedostępną gdzie indziej muzykę, nie będzie miało innego wyjścia, niż zakończyć działalność. Dziś mamy 260 gatunków muzycznych, które prawdopodobnie zostaną zredukowane do 10 i muzyka stanie się tak samo jednorodna jak w tradycyjnych rozgłośniach - argumentował szef Live365.com, spółki skupiającej wiele rozgłośni internetowych.

Dotąd właściciele stacji płacili ok. 11 proc. od uzyskanych przychodów. Jednak według nowych zasad mieliby płacić stałe kwoty za każdą piosenkę i słuchacza, i co roku stawki te byłyby coraz wyższe: w 2007 r. - 0,11 centa, w 2010 - już 0,19 centa. Stawki z pozoru mogą nie wydawać się wysokie, ale rozgłośnia, która w ciągu godziny nadawałaby 15 utworów dla 500 słuchaczy, musiałaby zapłacić tylko jednej organizacji (np. SoundExchange, która zbiera tantiemy w imieniu wykonawców) ponad 70 tys. dol. rocznie.

Co więcej, e-stacje mają płacić minimum 500 dol. za każdy nadawany"kanał" na pokrycie kosztów administracyjnych organizacji zbierających tantiemy. Ten przepis sprawia, że na przykład serwis Rhapsody, który w ub.r. oferował słuchaczom ponad 400 tys. kanałów, musiałby zapłacić... aż 200 mln dol.!

Nic więc dziwnego, że stacje zaczęły lobbować za zmianą stawek - do swoich racji przekonały m.in. kilku senatorów amerykańskich (na rozpatrzenie czekają dwa projekty mające na celu uchronienie internetowych rozgłośni przed wyższymi opłatami), w czerwcu urządziły też jednodniowy protest "Dzień Ciszy" (zamilkły tysiące internetowych stacji radiowych w USA, w tym tak znane jak YahooLaunchCast, MTV Radio i Rhapsody).

W końcu SoundExchange poszła na ustępstwa: opłata 500 dol. za kanał ma pozostać, ale w przypadku stacji, które nadają tysiące kanałów (jak np. Live365 czy Last.fm), maksymalny pułap został ustalony na 50 tys. dol.

Ale na tym walka się nie skończy, bo stacje kręcą też nosem na wysokość opłat za piosenkę czy słuchacza. Sound Exchange już zaproponowało, by nowe stawki nie obowiązywały mniejszych nadawców - o rocznych przychodach niższych od 1,25 mln dol. Mieliby oni wpłacać nadal 10-12 proc. przychodów. Nadawcy mają czas do 12 września, by odpowiedzieć na ofertę organizacji. Wiadomo już jednak, że nie wszyscy się na nią zgodzą.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów