Fed obniżył stopy procentowe w obawie przed recesją
Tomasz Prusek
2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-19 09:00
Inwestorzy i dłużnicy odetchnęli z ulgą. Po raz pierwszy od czterech lat amerykański bank centralny Fed obciął stopy procentowe, aby ratować gospodarkę przed recesją spowodowaną zapaścią na rynku kredytów hipotecznych w USA.
ZOBACZ TAKŻE
- Giełdy w USA ogarnął strach przed recesją (06-01-08, 20:08)
- Huśtawka nastrojów na rynkach finansowych (20-11-07, 22:49)
- Na giełdach euforia po decyzji Fed (19-09-07, 20:30)
- Alan Greenspan straszy tuż przed posiedzeniem Fed (17-09-07, 20:39)
SERWISY
Inwestorzy na całym świecie wstrzymali oddech, gdy Fed zakończył posiedzenie i o 20.15 naszego czasu wydał komunikat o stopach. Główna spadła o 0,50 pkt proc. i wynosi obecnie 4,75 proc. Powszechnie oczekiwano, że bank obniży stopy, działając pod wielka presją, aby ulżyć w spłacie kredytów setkom tysięcy Amerykanów. Inwestorzy na giełdach w Europie i USA tak bardzo wierzyli w taki scenariusz, że już z wyprzedzeniem kupowali akcje. Jeszcze przed komunikatem o obniżce stóp główne indeksy w Europie zyskały do 2 proc. W USA popyt przeważał od pierwszych minut handlu.
Od 2003 r. Fed aż siedemnastokrotnie podnosił stopy, aby walczyć z inflacją towarzyszącą coraz szybciej rosnącej gospodarce. W efekcie cena kredytu skoczyła z najniższego od 40 lat poziomu zaledwie 1 proc. do aż 5,25 proc. Dla wielu amerykańskich rodzin, które w ciągu pięcioletniego boomu na rynku nieruchomości zainwestowały w domy na krechę, okazało się to ciężarem nie do udźwignięcia. Dotyczyło to przede wszystkim słabiej zarabiających kredytobiorców: emigrantów, kobiet, mniejszości. Decyzja Fed może pozwoli zwykłym Amerykanom złapać finansowy oddech. Instytucjom finansowym Fed ulżył już przed miesiącem, obniżając tzw. stopę dyskontową, po której pożycza bankom pieniądze.
Anatomia kryzysu
Jak to celnie ujął jeden z amerykańskich kongresmanów: "Banki pożyczyły więcej pieniędzy, niż miały pożyczyć".
Gdy cena kredytu urosła i słabsi finansowo Amerykanie przestali spłacać raty, doszło do efektu domina na rynku nieruchomości: ceny domów ruszyły w dół, w tarapaty finansowe wpadły firmy pożyczające pieniądze pod hipotekę. Pierwszym poważnym sygnałem kryzysu na rynku był upadek w kwietniu jednego z największych pożyczkodawców w USA specjalizujących się w kredytach dla mniej wiarygodnych klientów New Century Financial. Spółka rozpadła się jak domek z kart w ciągu kilku miesięcy, a miała na koncie pożyczki dla 1,4 mln klientów o astronomicznej wartości 225 mld dol. Dla porównania wszystkie polskie banki jak dotychczas pożyczyły na nieruchomości 100 mld zł, czyli skromne 37 mld dol.
Upadek New Century Financial pogłębił kryzys, który powoli rozlał się na cały globalny system finansowy. Bezpośrednim powodem były gigantyczne emisje obligacji zabezpieczanych hipotekami, idące w setki miliardów dolarów.
Kryzys na rynku hipotecznym w ciągu zaledwie kilku miesięcy nabrał wymiaru globalnego, dotknął wielkie banki i fundusze inwestycyjne. Za uspokajanie nastrojów zabrał się osobiście prezydent USA George Bush, który zapewnił pod koniec sierpnia, że gospodarka USA jest wystarczająco silna, by przetrwać zawirowania. Administracja planuje uruchomienie nowego programu Federalnej Agencji Mieszkaniowej (Federal Housing Administration), która ubezpiecza kredyty zaciągane przez najmniej zarabiających Amerykanów. Ma on umożliwić większej liczbie osób refinansowanie kredytów hipotecznych.
Ostatnio temperaturę na rynkach podniósł były szef Fed Alan Grenspan który ostrzegł, że z powodu kryzysu największa gospodarka świata może zmierzać do recesji. Nawołuje on do podwyżek stóp, bo - jak twierdzi - światu zagraża inflacja.
Banki w opałach
Obligacje hipoteczne kupowały chętnie banki i fundusze. Przez lata wydawało się, że to bezpieczna lokata kapitału. Ale gdy ceny domów w USA zaczęły spadać, spadła też wartość hipotek. Wiele instytucji finansowych odkryło, że ma w portfelach papiery tracące gwałtownie na wartości. Przykładem był niemiecki bank IKB, który ten rok zakończy stratą 600-700 mln euro. Inny niemiecki bank SachsenLB był w tak złej sytuacji, że musiał zostać sprzedany Landesbank Baden-Wuerttemberg.
W ostatnich dniach kryzys wybuchł w Wielkiej Brytanii, gdy jeden z największych banków hipotecznych Northern Rock ogłosił, że uzyskał od Banku Anglii obietnicę pomocy finansowej na wypadek kłopotów z wypłacalnością. Bank centralny, który tradycyjnie niechętnie zabiera się za interwencje na wolnym rynku, zdecydował się na taki krok po raz pierwszy od lat 70. Na wieść o tym tłumy klientów ruszyły do kas, aby wycofać swoje depozyty. W ciągu kilku dni wycofali 2 mld z 24 mld funtów zdeponowanych w Northern Rock. W panikę wpadli posiadacze kont internetowych, którzy chcieli tak masowo dokonywać przelewów, że na pewien czas zawiesił się system komputerowy i nie mieli dostępu do swoich pieniędzy. Kłopoty Northern Rock zachwiały całym brytyjskim systemem bankowym. W internecie pojawiły się sondaże pod hasłem: "Czy ludzie mają rację, wycofując pieniądze?" i porady ekspertów podpowiadające klientom co robić.
Aby ratować wiarygodność brytyjskich banków i zniechęcić klientów do wycofywania depozytów z Northern Rock rząd brytyjski nieoczekiwanie ogłosił we wtorek, że całkowicie gwarantuje wszystkie oszczędności ulokowane w bankach. Ze swojej strony bank zamieścił w prasie ogromne ogłoszenia uspakajające, że działa normalnie. Jak podaje na swoich stronach BBC, dotychczas obowiązujący system ochrony depozytów przewidywał 100-proc. gwarancję dla wkładów do 2 tys. funtów i 90 proc. do kolejnych 33 tys. funtów. W sumie, gdyby bank upadł, klient mógłby otrzymać maksymalnie 31,7 tys. funtów. Władze brytyjskie zapowiedziały, że zastanawiają się, jak rozciągnąć gwarancje dla depozytów na wyższe kwoty. Na wieść o gwarancjach rządowych dla wkładów zniknęły kolejki klientów przed większością oddziałów Northern Rock.
Od 2003 r. Fed aż siedemnastokrotnie podnosił stopy, aby walczyć z inflacją towarzyszącą coraz szybciej rosnącej gospodarce. W efekcie cena kredytu skoczyła z najniższego od 40 lat poziomu zaledwie 1 proc. do aż 5,25 proc. Dla wielu amerykańskich rodzin, które w ciągu pięcioletniego boomu na rynku nieruchomości zainwestowały w domy na krechę, okazało się to ciężarem nie do udźwignięcia. Dotyczyło to przede wszystkim słabiej zarabiających kredytobiorców: emigrantów, kobiet, mniejszości. Decyzja Fed może pozwoli zwykłym Amerykanom złapać finansowy oddech. Instytucjom finansowym Fed ulżył już przed miesiącem, obniżając tzw. stopę dyskontową, po której pożycza bankom pieniądze.
Anatomia kryzysu
Jak to celnie ujął jeden z amerykańskich kongresmanów: "Banki pożyczyły więcej pieniędzy, niż miały pożyczyć".
Gdy cena kredytu urosła i słabsi finansowo Amerykanie przestali spłacać raty, doszło do efektu domina na rynku nieruchomości: ceny domów ruszyły w dół, w tarapaty finansowe wpadły firmy pożyczające pieniądze pod hipotekę. Pierwszym poważnym sygnałem kryzysu na rynku był upadek w kwietniu jednego z największych pożyczkodawców w USA specjalizujących się w kredytach dla mniej wiarygodnych klientów New Century Financial. Spółka rozpadła się jak domek z kart w ciągu kilku miesięcy, a miała na koncie pożyczki dla 1,4 mln klientów o astronomicznej wartości 225 mld dol. Dla porównania wszystkie polskie banki jak dotychczas pożyczyły na nieruchomości 100 mld zł, czyli skromne 37 mld dol.
Upadek New Century Financial pogłębił kryzys, który powoli rozlał się na cały globalny system finansowy. Bezpośrednim powodem były gigantyczne emisje obligacji zabezpieczanych hipotekami, idące w setki miliardów dolarów.
Kryzys na rynku hipotecznym w ciągu zaledwie kilku miesięcy nabrał wymiaru globalnego, dotknął wielkie banki i fundusze inwestycyjne. Za uspokajanie nastrojów zabrał się osobiście prezydent USA George Bush, który zapewnił pod koniec sierpnia, że gospodarka USA jest wystarczająco silna, by przetrwać zawirowania. Administracja planuje uruchomienie nowego programu Federalnej Agencji Mieszkaniowej (Federal Housing Administration), która ubezpiecza kredyty zaciągane przez najmniej zarabiających Amerykanów. Ma on umożliwić większej liczbie osób refinansowanie kredytów hipotecznych.
Ostatnio temperaturę na rynkach podniósł były szef Fed Alan Grenspan który ostrzegł, że z powodu kryzysu największa gospodarka świata może zmierzać do recesji. Nawołuje on do podwyżek stóp, bo - jak twierdzi - światu zagraża inflacja.
Banki w opałach
Obligacje hipoteczne kupowały chętnie banki i fundusze. Przez lata wydawało się, że to bezpieczna lokata kapitału. Ale gdy ceny domów w USA zaczęły spadać, spadła też wartość hipotek. Wiele instytucji finansowych odkryło, że ma w portfelach papiery tracące gwałtownie na wartości. Przykładem był niemiecki bank IKB, który ten rok zakończy stratą 600-700 mln euro. Inny niemiecki bank SachsenLB był w tak złej sytuacji, że musiał zostać sprzedany Landesbank Baden-Wuerttemberg.
W ostatnich dniach kryzys wybuchł w Wielkiej Brytanii, gdy jeden z największych banków hipotecznych Northern Rock ogłosił, że uzyskał od Banku Anglii obietnicę pomocy finansowej na wypadek kłopotów z wypłacalnością. Bank centralny, który tradycyjnie niechętnie zabiera się za interwencje na wolnym rynku, zdecydował się na taki krok po raz pierwszy od lat 70. Na wieść o tym tłumy klientów ruszyły do kas, aby wycofać swoje depozyty. W ciągu kilku dni wycofali 2 mld z 24 mld funtów zdeponowanych w Northern Rock. W panikę wpadli posiadacze kont internetowych, którzy chcieli tak masowo dokonywać przelewów, że na pewien czas zawiesił się system komputerowy i nie mieli dostępu do swoich pieniędzy. Kłopoty Northern Rock zachwiały całym brytyjskim systemem bankowym. W internecie pojawiły się sondaże pod hasłem: "Czy ludzie mają rację, wycofując pieniądze?" i porady ekspertów podpowiadające klientom co robić.
Aby ratować wiarygodność brytyjskich banków i zniechęcić klientów do wycofywania depozytów z Northern Rock rząd brytyjski nieoczekiwanie ogłosił we wtorek, że całkowicie gwarantuje wszystkie oszczędności ulokowane w bankach. Ze swojej strony bank zamieścił w prasie ogromne ogłoszenia uspakajające, że działa normalnie. Jak podaje na swoich stronach BBC, dotychczas obowiązujący system ochrony depozytów przewidywał 100-proc. gwarancję dla wkładów do 2 tys. funtów i 90 proc. do kolejnych 33 tys. funtów. W sumie, gdyby bank upadł, klient mógłby otrzymać maksymalnie 31,7 tys. funtów. Władze brytyjskie zapowiedziały, że zastanawiają się, jak rozciągnąć gwarancje dla depozytów na wyższe kwoty. Na wieść o gwarancjach rządowych dla wkładów zniknęły kolejki klientów przed większością oddziałów Northern Rock.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0
0 głosów
Przeczytaj 24 komentarze na Forum
Wyborcza.biz poleca
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach










