Potentaci internetu ukarani za promocję e-hazardu
zbig
2007-12-20, ostatnia aktualizacja 2007-12-20 19:28
Microsoft, Google i Yahoo zapłacą 31,5 mln dol. za czerpanie korzyści z reklamowania internetowego hazardu. Tak przewiduje ugoda, którą firmy zawarły z amerykańskimi organami ścigania.
ZOBACZ TAKŻE
- Operatorzy internetowi nie chcą blokować stron z hazardem (16-11-09, 21:26)
- Jeden z pionierów e-hazardu skazany na ponad 4 lata więzienia (04-11-09, 14:12)
- "DGP": Automaty - pralnia pieniędzy (05-10-09, 07:10)
- "Obóz bez internetu" dla uzależnionych (27-11-07, 20:21)
Prokuratura oskarżyła trzy najpotężniejsze koncerny światowego rynku internetowego o to, że przez dziesięć lat (od 1997 do 2007 r.) reklamowały na kontrolowanych przez siebie witrynach zakłady bukmacherskie i hazard internetowy. Mimo że amerykańscy internauci dostarczają bardzo dużą część przychodów światowej branży e-hazardowej, to rozrywki te są w USA nielegalne. Obsługujące amerykański rynek wirtualne kasyna i firmy bukmacherskie (niekiedy są to potężne spółki notowane na giełdach) lokują się więc za granicą - najczęściej w Europie i rozmaitych rajach podatkowych, wykorzystując globalne możliwości internetu.
Taka sytuacja była względnie tolerowana w USA do ubiegłego roku, kiedy to władze postanowiły ostrzej tępić e-kasyna. Bankom i wydawcom kart kredytowych zakazano przelewów na konta firm hazardowych (czyli w praktyce bardzo utrudniono graczom obstawianie), a kilku menedżerów tych firm aresztowano i oskarżano, gdy tylko pojawili się na terytorium USA. Restrykcje te miały fatalne skutki finansowe dla wielu europejskich spółek e-hazardowych, co spowodowało nawet interwencję Komisji Europejskiej.
Częścią antyhazardowej kampanii stała się też walka z reklamami internetowych kasyn i bukmacherów - stąd właśnie uderzenie w Yahoo, Microsoft i Google. Koncerny nie przyznawały się do winy, ale zdecydowały się na ugodę. W ramach ogłoszonego w środę porozumienia zapłacą amerykańskim władzom w sumie 31,5 mln dol. (najłagodniej potraktowano Google - tylko 3 mln dol.), z czego część ma zostać przeznaczona na społeczne akcje informacyjne uświadamiające, że internetowy hazard jest nielegalny.
Internetowy hazard jest formalnie nielegalny także w Polsce (ściślej - prawo nie przewiduje możliwości uzyskania zezwolenia na przyjmowanie zakładów inaczej niż w tradycyjny sposób). Nie wolno go również reklamować. W praktyce bez przeszkód działa u nas co najmniej kilkanaście zagranicznych polskojęzycznych witryn hazardowych. Promują się one intensywnie zarówno w świecie rzeczywistym (np. na billboardach, stadionach czy koszulkach sportowców), jak i na największych witrynach internetowych, a swego wizerunku do reklam użyczają im m.in. popularni sportowcy czy dziennikarze.
Taka sytuacja była względnie tolerowana w USA do ubiegłego roku, kiedy to władze postanowiły ostrzej tępić e-kasyna. Bankom i wydawcom kart kredytowych zakazano przelewów na konta firm hazardowych (czyli w praktyce bardzo utrudniono graczom obstawianie), a kilku menedżerów tych firm aresztowano i oskarżano, gdy tylko pojawili się na terytorium USA. Restrykcje te miały fatalne skutki finansowe dla wielu europejskich spółek e-hazardowych, co spowodowało nawet interwencję Komisji Europejskiej.
Częścią antyhazardowej kampanii stała się też walka z reklamami internetowych kasyn i bukmacherów - stąd właśnie uderzenie w Yahoo, Microsoft i Google. Koncerny nie przyznawały się do winy, ale zdecydowały się na ugodę. W ramach ogłoszonego w środę porozumienia zapłacą amerykańskim władzom w sumie 31,5 mln dol. (najłagodniej potraktowano Google - tylko 3 mln dol.), z czego część ma zostać przeznaczona na społeczne akcje informacyjne uświadamiające, że internetowy hazard jest nielegalny.
Internetowy hazard jest formalnie nielegalny także w Polsce (ściślej - prawo nie przewiduje możliwości uzyskania zezwolenia na przyjmowanie zakładów inaczej niż w tradycyjny sposób). Nie wolno go również reklamować. W praktyce bez przeszkód działa u nas co najmniej kilkanaście zagranicznych polskojęzycznych witryn hazardowych. Promują się one intensywnie zarówno w świecie rzeczywistym (np. na billboardach, stadionach czy koszulkach sportowców), jak i na największych witrynach internetowych, a swego wizerunku do reklam użyczają im m.in. popularni sportowcy czy dziennikarze.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0
0 głosów
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
Rynki
Indeksy
- WIG20*WIG20-0.94%
- WIG20*mWIG40-0.58%
- WIG20*sWIG80-0.52%
- WIG20*WIG-0.68%







