Google Health - to nowy serwis, który ma pozwolić koncernowi na zaistnienie na rynku zdrowotnym. Serwis ma działać podobnie jak skrzynka pocztowa - po zalogowaniu się użytkownik zamiast do wiadomości będzie miał dostęp do danych dotyczących swojego stanu zdrowia (przepisane lekarstwa, wyniki dotychczasowych badań, alergie etc.). I jeśli wybierze się do lekarza np. w innym mieście, ten będzie miał całą historię pacjenta jak na dłoni.
Dane do serwisu mają na bieżąco spływać z tych placówek medycznych, które zdecydują się na przystąpienie do programu Google. To pacjent będzie decydował, które dane chce ujawniać. - Nikt, bez zgody użytkownika, nie będzie miał dostępu do tych informacji - zapewniał w zeszłym tygodniu Eric Schmidt, szef internetowego giganta.
A dzięki temu, że placówki będą podłączone do Google Health, pacjent będzie też mógł np. umówić się na wizytę u lekarza.
Google ruszył już z pilotażowym programem w klinice w Cleveland - w testach serwisu ma wziąć udział kilka tysięcy pacjentów.
Jak twierdzą przedstawiciele kliniki, im taki system się opłaca - nierzadko bowiem zdarza się, że pacjenci pół roku spędzają w Ohio, a pół - na Florydzie lub w Arizonie. A przesyłanie informacji np. o wynikach badań na papierze jest kłopotliwe.
Google na Cleveland nie poprzestaje - podpisał już umowy ze spółką Aetna zajmującą się ubezpieczeniami zdrowotnymi oraz sieciami aptecznymi Walgreens i Wal-Mart.
Na razie nie wiadomo, jak koncern zamierza zarabiać na Google Health - przedstawiciele koncernu zapewniają jedynie, że nie będzie w nim reklam.
Google nie jest pierwszą spółką, która szykuje się do cyfrowej rewolucji w służbie zdrowia - pracują nad tym tacy giganci jak Intel, IBM, Oracle i Siemens. Podobny serwis - HealthVault - ma w zanadrzu
Microsoft, a apetyt na rynek zdrowotny ma też debiutująca spółka Revolution Health, wspierana przez byłego prezesa AOL Steve'a Case'a.