Neapolitańska mafia trafia w mozzarellę
Konrad Niklewicz
2008-03-28, ostatnia aktualizacja 2008-03-28 20:32
Unia Europejska była o krok od ogłoszenia zakazu eksportu słynnego włoskiego sera. We Francji przez kilka godzin obowiązywał nawet zakaz jego sprzedaży, bo apetyczne białe kule mogą być zatrute. A wszystkiemu winna może być... neapolitańska camorra
ZOBACZ TAKŻE
- Włochy: schwytano mafioza. Ukrywał się 15 lat (31-10-09, 12:32)
- Prokuratorzy ujawnili film pokazujący wyrok mafii (29-10-09, 17:53)
- Co trzecia mozzarella z nieświeżego mleka (05-02-10, 10:55)
- Włochy: Kolejny skandal z "recyklingiem" zepsutych serów (05-09-08, 19:42)
- Tysiące ton zepsutych serów trafiło na europejski rynek (04-07-08, 11:16)
- "Ekologiczna niedziela" w zasypanym śmieciami Neapolu (17-05-08, 18:37)
- Słynna mozarella skażona śmieciami z Neapolu? (26-03-08, 14:09)
- Unia chroni już oscypka i bryndzę. Co następne? (13-02-08, 17:07)
Dla Włochów to prawdziwa tragedia narodowa. Mozzarella, przepyszny, mięsisty i wilgotny ser produkowany z mleka czarnych bawolic Arni, wypasanych na polach Kampanii, jest w niebezpieczeństwie. W piątek rano władze Francji - nie czekając na decyzję Brukseli - poleciły francuskim sklepom natychmiastowe wstrzymanie sprzedaży mozzarelli, bez której nie sposób wyobrazić sobie pizzy czy sałatki caprese. Jak tłumaczył minister rolnictwa Michel Barnier, zakaz jest konieczny, dopóki ser trafiający do Francji nie zostanie dokładnie przebadany. Na kilka dni przed Francuzami podobne zakazy mozzarelli wprowadziła Japonia i Południowa Korea.
Protesty Włochów spowodowały, że po południu zakaz handlu został we Francji zniesiony - ale niesmak pozostał. I to dosłownie.
Okazuje się bowiem, że ser, duma narodowa południowych Włoch, może być skażony dioksynami. Jak poinformowała w czwartek wieczorem Komisja Europejska, wyniki badań mleka i sera ze 130 firm i spółdzielni produkujących serki wykazały, że w co piątej próbce znajdują się polichlorowane bifenyle (tzw. PCB) w stężeniu przekraczającym dopuszczone w UE normy.
Władze włoskie przyznały się do wpadki, ale zapewniły, że dostawy mleka z zakażonych farm zostały zablokowane, a zatrute partie mleka - zniszczone. Więc produkcja teraz jest już bezpieczna.
Bruksela początkowo nie była przekonana. W oficjalnym czwartkowym komunikacie ogłosiła, że dotychczasowe działania włoskich władz są niewystarczające.
Widząc rosnącą panikę Włochów, w piątek starała się uspokajać sytuację. Na razie - zapowiedziała Nina Papadoulaki, rzeczniczka unijnej komisarz ds. bezpieczeństwa żywnościowego - embargo nie zostanie wprowadzane. Bruksela daje włoskim władzom czas na działanie.
Choć większość sera jest i tak konsumowana we Włoszech, europejski zakaz eksportu byłby dotkliwy. Rocznie w Kampanii (i tylko tam - mozzarella jest produktem zastrzeżonym geograficznie tak jak od niedawna oscypek) produkuje się ok. 30 tys. ton tego sera. Wytwórcy mozzarelli zatrudniają około 20 tys. osób i osiągają obroty rzędu pół miliarda dolarów rocznie.
Skąd dioksyny w mleku bawolic? Możliwe, że ze źle zarządzanych wysypisk śmieci. Już od wielu miesięcy Kampania (a szczególne jej stolica - milionowy Neapol) przeżywa gigantyczny "kryzys śmieciowy". Stare składowiska są już całkowicie zapchane, a nowe nie powstają. W całym regionie panuje chaos, mnożą się dzikie wysypiska, farmerzy zaczęli masowo palić śmiecie na polach. I tak do gleby dostały się dioksyny. A z gleby - do paszy zjadanej przez bawolice.
Tajemnicą poliszynela jest, że część odpowiedzialności za tę sytuację ponosi camorra, czyli lokalna neapolitańska mafia kontrolująca biznes śmieciowy.
Protesty Włochów spowodowały, że po południu zakaz handlu został we Francji zniesiony - ale niesmak pozostał. I to dosłownie.
Okazuje się bowiem, że ser, duma narodowa południowych Włoch, może być skażony dioksynami. Jak poinformowała w czwartek wieczorem Komisja Europejska, wyniki badań mleka i sera ze 130 firm i spółdzielni produkujących serki wykazały, że w co piątej próbce znajdują się polichlorowane bifenyle (tzw. PCB) w stężeniu przekraczającym dopuszczone w UE normy.
Władze włoskie przyznały się do wpadki, ale zapewniły, że dostawy mleka z zakażonych farm zostały zablokowane, a zatrute partie mleka - zniszczone. Więc produkcja teraz jest już bezpieczna.
Bruksela początkowo nie była przekonana. W oficjalnym czwartkowym komunikacie ogłosiła, że dotychczasowe działania włoskich władz są niewystarczające.
Widząc rosnącą panikę Włochów, w piątek starała się uspokajać sytuację. Na razie - zapowiedziała Nina Papadoulaki, rzeczniczka unijnej komisarz ds. bezpieczeństwa żywnościowego - embargo nie zostanie wprowadzane. Bruksela daje włoskim władzom czas na działanie.
Choć większość sera jest i tak konsumowana we Włoszech, europejski zakaz eksportu byłby dotkliwy. Rocznie w Kampanii (i tylko tam - mozzarella jest produktem zastrzeżonym geograficznie tak jak od niedawna oscypek) produkuje się ok. 30 tys. ton tego sera. Wytwórcy mozzarelli zatrudniają około 20 tys. osób i osiągają obroty rzędu pół miliarda dolarów rocznie.
Skąd dioksyny w mleku bawolic? Możliwe, że ze źle zarządzanych wysypisk śmieci. Już od wielu miesięcy Kampania (a szczególne jej stolica - milionowy Neapol) przeżywa gigantyczny "kryzys śmieciowy". Stare składowiska są już całkowicie zapchane, a nowe nie powstają. W całym regionie panuje chaos, mnożą się dzikie wysypiska, farmerzy zaczęli masowo palić śmiecie na polach. I tak do gleby dostały się dioksyny. A z gleby - do paszy zjadanej przez bawolice.
Tajemnicą poliszynela jest, że część odpowiedzialności za tę sytuację ponosi camorra, czyli lokalna neapolitańska mafia kontrolująca biznes śmieciowy.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -
pobierz aplikację!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0
0 głosów
Przeczytaj 8 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
SŁAWNI O FINANSACH









