Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

Drogi kliencie, tu głuchy telefon (czyli telekomunikacja z BOK-u)

Przemysław Poznański, Tomasz Grynkiewicz
2008-05-18, ostatnia aktualizacja 2008-05-29 18:01

Proszę czekać, załatwimy, będziemy interweniować, nie mam zgłoszenia - wobec pracowników telefonicznych biur obsługi klienci bywają bezsilni
Proszę czekać, załatwimy, będziemy interweniować, nie mam zgłoszenia - wobec pracowników telefonicznych biur obsługi klienci bywają bezsilni

Proszę czekać, załatwimy, nie mam zgłoszenia - nasze przygody z biurami obsługi klienta firm telekomunikacyjnych to prawdziwa droga przez mękę

Przeżyłem PRL, ale takiego bałaganu, olewactwa i chowania głowy w piasek to nie widziałem jeszcze nigdy - tak pan
Andrzej Młynarek opowiada o kontaktach z biurem obsługi klienta TP SA
Fot. Łukasz Giza / AG
Przeżyłem PRL, ale takiego bałaganu, olewactwa i chowania głowy w piasek to nie widziałem jeszcze nigdy - tak pan Andrzej Młynarek opowiada o kontaktach z biurem obsługi klienta TP SA
ZOBACZ TAKŻE
Nie wiesz co robić? W walce z BOK-ami pomagają urzędnicy

Czy kiedykolwiek padłeś ofiarą telekceważenia? Swoje problemy z działami obsługi klienta możecie opisać i wysłać do nas na adres: telekcewazeni@gazeta.pl

Korespondencja z biurem obsługi klienta przypomina zabawę w głuchy telefon. Ale jeszcze częściej walenie głową w mur.

Pan Adam z Katowic w grudniu 2005 r. zmienił swój plan w Tele2. Zmiana miała być bezpłatna, a jednak kilka miesięcy później na fakturze naliczono panu Adamowi za to 100 zł.

- Napisałem reklamację, która została uwzględniona - klient Tele2 pokazuje pismo, w którym operator obiecuje mu wysłanie faktury korygującej. Jakież było jego zdziwienie, gdy w styczniu 2007 r. otrzymał wezwanie do zapłaty. - Widniało tam owe 100 zł. Nic nie pomogły moje protesty. W kwietniu otrzymałem kolejne pismo, tym razem z firmy windykacyjnej - opowiada pan Adam.

Znikający telefon

Pan Leszek postanowił w nowym mieszkaniu pod Warszawą zainstalować livebox TP, czyli modem, dzięki któremu można korzystać bezprzewodowo z internetu. - Chciałem mieć to urządzenie, by korzystać z usługi Videostrada, czyli internetowej telewizji oferowanej przez TP - tłumaczy.

Jednak po kilku dniach od zainstalowania sygnał telewizyjny zniknął. - Wykonałem chyba z 30 telefonów do biura obsługi klienta. Odsyłano mnie m.in. do działu technicznego i dowiedziałem się nawet, że pewnie mam za grube ściany - opowiada pan Leszek.

W końcu postanowił złożyć reklamację na piśmie. - I wtedy dowiedziałem się, że TP nie odnotowała żadnych moich wcześniejszych reklamacji telefonicznych - zaznacza. Klient Telekomunikacji postanowił w końcu z usługi zrezygnować, ale okazało się to bardzo trudne. - Nikt się ze mną nie kontaktuje i nikt się nie zjawia, by odebrać niepotrzebny mi livebox - mówi.

Problemy z obsługą klienta w TP miał też Andrzej Młynarek z niewielkiej wsi Lasówka w woj. dolnośląskim. Najpierw przez cztery lata nie mógł się doprosić, by w bazie TP zapisano pełnomocnictwo, jakiego udzieliła mu córka (to na nią została zawarta umowa), dzięki czemu mógłby w ogóle rozmawiać z infolinią. - Konsultanci pod numerem 9393 odmawiali rozmów, choć podawałem im kod identyfikacyjny. Za każdym razem była prośba, by zadzwoniła pani Katarzyna. W końcu albo żona, albo sąsiadka podchodziła do słuchawki i jak słyszeli głos kobiecy, to wszystko było w porządku. To paranoja - zżyma się nasz czytelnik.

Ale prawdziwe kłopoty zaczęły się 10 grudnia zeszłego roku - pan Andrzej dostał pismo, z którego wynikało, że za cztery dni wygasa umowa na linię telefoniczną ISDN (miała obowiązywać do 3 października 2008 r.). - Nie dość, że w piśmie powoływali się na poprzednią, nieistniejącą już umowę, to nikt nie umiał wyjaśnić, na jakiej podstawie TP jednostronnie chce wypowiedzieć umowę zawartą na czas określony i dlaczego informuje mnie o tym na kilka dni przed wyłączeniem telefonu - tłumaczy.

W piśmie znalazł się tylko fragment, że UKE nie przedłużyło TP licencji na korzystanie z częstotliwości, na których działał radiowy ISDN (w rozmowie z "Gazetą" UKE zaprzecza, by jego działanie miało jakikolwiek wpływ na świadczenie usługi na linii ISDN).

14 grudnia - jak zapowiadano - telefon zamilkł. Pan Andrzej złożył w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - niespodziewane odcięcie łączności to dla niego zagrożenie życia, bo jest inwalidą wojennym po dwóch zawałach. Jednak po południu sygnał wrócił. Na 9393 usłyszał, że to nieporozumienie i że więcej taka sytuacja się nie powtórzy.

Następnego dnia rano telefon jednak znowu zamilkł. Tym razem na infolinii pan Andrzej dowiedział się, że sygnału nie ma, bo "pan zrezygnował z telefonu". Przy kolejnej próbie konsultant obiecuje, że sygnał zostanie przywrócony następnego dnia. Ale rankiem aparat znów milczy. I znów obietnice: "będziemy interweniować".

17 grudnia konsultant z 9393 poinformował, że w systemie nie ma żadnych skarg w tej sprawie, ale kierownik zmiany obiecał wyjaśnić sprawę i oddzwonić. Jednak nikt nie oddzwonił. Podczas kolejnej rozmowy z biurem obsługi pan Andrzej dowiedział się za to, że sam zrezygnował z telefonu. I to pisemnie. Nagle - 22 grudnia - sygnał wrócił.

- Przez dziewięć dni z szosy z pożyczonego telefonu komórkowego wydzwaniałem na numer 9393, prosząc o przywrócenie sygnału - mówi pan Andrzej. W sumie składał 12 skarg, ale - choć mówią o tym przepisy - na żadną nie dostał pisemnego potwierdzenia.

To jednak nie koniec - pan Andrzej przestał otrzymywać rachunki. Dlaczego? - Na infolinii dowiedziałem się, że 29 lutego zostałem skreślony z ewidencji klientów - mówi. Konsultant obiecał naprawienie błędu i rekompensatę, ale gdy w kwietniu rachunek w końcu przychodzi, o rekompensacie nie ma ani słowa. - Skończyłem 70 lat i różne rzeczy w życiu widziałem, przeżyłem PRL, ale takiego bałaganu, olewactwa i chowania głowy w piasek, to nie widziałem jeszcze nigdy - wyznaje "Gazecie" pan Andrzej.

Odpowiedź Wojciecha Jabczyńskiego, Rzecznika Grupy TP na skargi Pana Andrzeja

List do Chiraca

Swoje z TP SA przeszła też pani Joanna z Warszawy. We wrześniu 2003 r. monter założył jej telefon. I się zaczęło: w październiku nie przyszła faktura, podobnie w listopadzie i grudniu. Za każdym razem pani Joanna wydzwaniała na infolinię i zgłaszała problem - po kilku telefonach dowiedziała się, że... jej numeru nie ma w systemie naliczania faktur.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -

pobierz aplikację!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów