Bank powstał w połowie 1998 roku, by przygotować grunt pod wprowadzenie wspólnej waluty, najpierw jako elektronicznego środka płatniczego (od 1999 r.), a potem obecnego także w portfelach Europejczyków (od 2002 r.). Zajął się też opracowaniem wspólnej polityki pieniężnej dla 11 początkowo krajów strefy euro.
Celem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymanie inflacji tuż poniżej 2 proc. Jednak już od wielu miesięcy ten cel nie jest wypełniany. Z miesiąca na miesiąc inflacja rośnie, w maju doszła aż do 3,6 proc.
Przyczyn należy szukać na światowych rynkach żywności i paliw, gdzie ceny galopują. Eurostat podał wczoraj, że ceny żywności rosną prawie dwa razy szybciej niż inflacja w UE. - To poważny problem - ocenił szef banku Jean-Claude Trichet.
- Zdecydowanie, jeśli chodzi o żywność i paliwa, nieprzewidywalność jest zbyt duża - dodał Andrej Bajuk, minister finansów Słowenii, która przewodniczy obecnie Unii Europejskiej.
Zadanie EBC jest tym trudniejsze, że ceny przyspieszają, a wzrost gospodarczy zwalnia. To pokłosie kryzysu na amerykańskim rynku finansowym. Do tego w kwietniu padł kolejny rekord wartości euro - trzeba było za nie zapłacić ponad 1,6 dol., co zatruwa życie europejskim eksporterom. Nout Wellink z Rady Prezesów EBC stwierdził, że Europa nie poczuła jeszcze pełnych skutków spowolnienia w USA.
W Stanach Zjednoczonych bank centralny Fed, nie oglądając się na inflację, tnie stopy, by nie dopuścić do recesji - w ciągu kilku miesięcy stopy spadły z 5,25 do 2 proc. EBC wybrało inną politykę - od roku podstawowa stopa wynosi 4 proc., bo bank na pierwszym planie stawia stabilność cen.
- Choć EBC zmaga się z poważnymi wyzwaniami, od wysokich cen ropy, które napędzają inflację, po wyraźne sygnały ostrego spowolnienia, może być zadowolony z tego, co do tej pory osiągnął - stwierdził Holger Schmieding, ekonomista Bank of America.
Jednak wielu europejskich polityków oczekuje, że EBC będzie naśladować Fed. Szczególnie Francja przekonywała, że obsesja w zapewnianiu stabilnych cen rozprasza bank, który mógłby przecież obcinać stopy, by wspierać wzrost, lub chociaż nie dopuszczać do umacniania się euro.
Jean-Claude Trichet odpowiadał na te zarzuty we wczorajszym wywiadzie dla dziennika "Le Monde", podkreślając, że polityka pieniężna nie przeszkadza gospodarce się rozwijać. - Każdy widzi, że od wprowadzenia euro stworzyliśmy bardzo dużo miejsc pracy, więcej niż w Stanach Zjednoczonych - stwierdził.
W wielu państwach (m.in. na Cyprze, Malcie, w Słowenii) zwykli obywatele we wprowadzeniu euro upatrują przyczyny wzrostów cen. To także przypadek państw, które euro posługują się już wiele lat, np. Grecji. Trichet jednak odpowiada: - Europejczycy oczekują od nas zapewnienia stabilności cen w czasie, kiedy działa tyle zewnętrznych czynników inflacyjnych.