Biznes Ludzie Pieniądze

Czas na scalenie

Paweł Pietkun
04.08.2008 , aktualizacja: 04.08.2008 11:01
A A A Drukuj
Kiedy w lutym Komisja Nadzoru Finansowego zwracała się do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie z prośbą o działania regulacyjne w sprawie spółek groszowych, nikt nie przewidział, że problem może dotyczyć tak wielu notowanych na GPW spółek
Czy warto inwestować?
Czy warto inwestować?
W poniedziałek 28 lipca, w dniu, kiedy giełdowe notowania po raz pierwszy od dawna świeciły się raczej na zielono niż czerwono, co oznaczało wyraźne zainteresowanie kupujących, na warszawskim parkiecie można było zobaczyć 15 spółek groszowych. Groszowych, czyli takich, których walor kosztował grubo poniżej złotówki. A jeszcze w lutym i w maju rzecz dotyczyła mniej niż pięciu spółek. "Mniej niż złotówkę" - to pierwsza definicja używana przez tuzów rynku finansowego dotycząca spółek spekulacyjnych. Wzięła się ona wprost z giełd w Stanach Zjednoczonych, gdzie spółki, których akcje spadały do poziomu poniżej jednego dolara przestawały być notowane w obrocie giełdowym.

Według drugiej definicji spółki groszowe to takie, w których cena za walor nie przekracza 10 groszy. Oznacza to, że z pewnością trafią na Listę Alertów przygotowywaną przez Giełdę Papierów Wartościowych. Listę, na której znajdą się spółki kosztujące 50 groszy lub mniej za akcję, i która będzie ostrzeżeniem dla inwestorów, że przygoda ze spółką jest faktycznie grą z podmiotem o możliwej małej płynności.

Propozycja GPW

Jak zapowiada warszawski parkiet, na Listę Alertów trafią wyłącznie spółki, które są w upadłości oraz spółki mające akcje groszowe, czyli właśnie kurs równy lub niższy niż 50 groszy i wysoką zmienność, która może świadczyć o dużym zainteresowaniu spółką ze strony kapitału spekulacyjnego. Dla spółek o niskiej kapitalizacji - poniżej 5 mln euro - zostanie utworzony segment MINUS 5, jako uzupełnienie istniejącej segmentacji opartej na kapitalizacji (5 PLUS, 50 PLUS, 250 PLUS). Najważniejszą częścią pakietu zmian jest kontynuacja działań mających na celu podniesienie płynności na giełdzie warszawskiej.

I tak dla spółek o najniższych obrotach zostanie utworzona Strefa Niższej Płynności, do której trafią spółki jeśli średnia (zamiast dotychczasowej mediany) dzienna wartość obrotów będzie równa lub niższa niż 50 tys. zł, oraz jednocześnie średnia (zamiast dotychczasowej mediany) dzienna liczba transakcji będzie równa lub niższa niż 10. Do wyliczania powyższych wskaźników uwzględniane będą zarówno transakcje sesyjne, jak i pakietowe. Akcje spółek zakwalifikowanych do Strefy Niższej Płynności notowane będą w systemie jednolitym (fixing) oraz nie będą uwzględniane przy ustalaniu składu indeksów giełdowych. Jednocześnie spółki spełniające kryteria kwalifikacji do Strefy NP będą mogły podjąć działania w ramach tzw. Programu Wspierania Płynności obejmującego podpisanie umowy z Animatorem Emitenta, prowadzenie sekcji relacji inwestorskich na stronie spółki, ze szczególnym ukierunkowaniem działań komunikacyjnych na inwestorów indywidualnych, aktywne korzystanie z sekcji relacji inwestorskich na stronie.

Jak przekonuje GPW podjęcie powyższych działań, w przypadku spółki spełniającej kryteria kwalifikacji do Strefy Niższej Płynności zapewni jej przeniesienie ze Strefy NP do Strefy Wspierania Płynności. Zaś spółki zakwalifikowane do Strefy WP notowane będą w systemie ciągłym. Opuszczenie Strefy NP i Strefy WP możliwe będzie po przekroczeniu minimalnych kryteriów płynności (średnie dzienne obroty powyżej 50 tys. zł lub średnia dzienna liczba transakcji powyżej 10).

Jak informuje Dariusz Marszałek, rzecznik GPW w Warszawie, "warunek dotyczący groszowości wejdzie w życie od września, tak aby spółki miały czas na przeprowadzenie ewentualnych działań chroniących przed kwalifikacją do tego segmentu. Regulacje te zostały przyjęte w maju".

Scalanie akcji

Działania regulacyjne wobec spółek o minimalnej wartości na akcje wymusiła na warszawskiej giełdzie Komisja Nadzoru Finansowego, ponieważ nie podobał jej się sposób przeprowadzania splitów na akcjach dających możliwość sterowania ich kursem. Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF uważa, że trudno wykluczyć, że splity i odłączenia praw poboru są przez niektórych emitentów dokonywane z zamiarem wywołania skutków dla kursu akcji spółki. W ocenie Urzędu KNF skutkiem operacji może być sprowadzenie kursu do poziomu, przy którym procentowa wartość minimalnego kroku notowań stanowi kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt procent ceny akcji. - KNF ma wątpliwości, czy w takiej sytuacji ograniczenia wahań kursów nie mają racji bytu. W skrajnym przypadku teoretycznie możliwa zmiana kursu z 0,01 zł na 0,02 zł może spowodować zmianę kursu transakcyjnego o +100 proc. - wyjaśnia. - Skokowa zmiana kursu akcji powoduje także skokową zmianę kapitalizacji spółki. W ocenie Urzędu Komisji może to utrudniać dokonanie przez rynek wyceny spółki na poziomie zbliżonym do jej wartości godziwej.

To dla kapitału spekulacyjnego bardzo wygodna pozycja - inwestując w spółkę wartą na rynku 0,01 zł minimalna zmiana kursu daje podwojenie zainwestowanego kapitału z tego prostego powodu, że akcje nie spadną poniżej minimalnej wartości. Jeśli powodem niskiej ceny są przeprowadzane wcześniej przez spółki podziały wartości nominalnej akcji, było to wykorzystywane do szybkiego zarobku przez spekulantów giełdowych. Tym bardziej, że jednogroszowe nawet wahania kursu przy akcjach kosztujących poniżej złotówki oznaczały kilkudziesięcioprocentowe zmiany wartości waloru.

Decyzja GPW o wprowadzeniu regulacji spowodowała w spółkach rozważania na temat przeprowadzenia reverse split, czyli operacji scalenia akcji. Póki co nie przeprowadzono jeszcze takiej procedury, ale jedna z groszowych spółek technologicznych przygotowuje się do tego.

Być może konieczność ratowania firmy przed wpisaniem jej na Listę Alertów zmusi do takich rozważań również te organizacje, które trafiły do grupy "groszówek" w związku z globalną recesją.

Recesja coraz głębsza

Coraz więcej międzynarodowych organizacji ekonomicznych przewiduje, że obecna recesja potrwa jeszcze co najmniej przez kilka miesięcy. A to oznacza mniejsze, niż dotychczas, zainteresowanie inwestorów spółkami notowanymi na GPW. O recesji mówi Fed, a ostrzega przed nią Europejski Bank Centralny. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy idą dalej - te przestrzegają przed możliwością wybuchu lokalnych wojen w związku z kryzysem żywnościowym, który jest w pewnym stopniu efektem zachwiania równowagi banków oraz silną korektą na światowych giełdach. Przypomnijmy, że po wzroście cen żywności o około 40 proc. od połowy 2007 r. do zamieszek doszło już w Kamerunie, Burkina Faso, Nigrze, Indonezji, na Filipinach, w Mongolii, na Haiti, w Egipcie. Przestrzegająca przed kryzysem Organizacja Narodów Zjednoczonych wzywa bogate państwa do natychmiastowej pomocy kierowanej do krajów Afryki, Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej. USA wyasygnowały z kasy państwowej 200 mln dolarów na nadzwyczajną pomoc żywnościową dla krajów Afryki i innych zagrożonych brakiem żywności regionów świata.

W jaki sposób kryzys żywnościowy krajów najuboższych wpłynie na poziom rozwoju gospodarczego północnych gospodarek? Dyrektor zarządzający IMF Dominique Strauss-Kahn i Robert Zoellick, prezes Banku Światowego wyjaśniają to w ten sposób - jeśli wysokie ceny artykułów żywnościowych doprowadzą do głodu setki tysięcy osób, zakłócą światową wymianę handlową, a to w ostatecznej konsekwencji spowolni silne gospodarki. Gospodarki, które i tak narażone są na kłopoty związane z amerykańskim kryzysem sektora bankowego.

Gary Stern, prezes Fed z Minneapolis uważa, że kryzys kredytowy w USA prawdopodobnie potrwa jeszcze wiele miesięcy i może jeszcze się pogorszyć. I choć Fed jest dobrze przygotowana do poradzenia sobie z negatywnymi niespodziankami dotyczącymi wzrostu gospodarczego, to nie jest już tak dobrze przygotowana do walki z negatywnymi skutkami inflacji.

- Kryzys w globalnej gospodarce jest bardzo poważny i nadal walczy ona ze sztormami - ocenia George Soros. - Niższe koszty kredytu w USA to za mało, aby ustrzec amerykańską gospodarkę przed popadnięciem w recesję.

Dodaje jednak, że obecnie nie ma powodów, aby oceniać, że światowa gospodarka będzie naśladować amerykańską i znajdzie się w recesji. Krótko mówiąc, nie będzie powtórki z Wielkiego Kryzysu z lat 30.

Co nie zmienia w niczym znanego inwestorom mechanizmu, polegającego na tym, że problemy najsilniejszych gospodarek natychmiast odbijają się na ich giełdach papierów wartościowych, skąd w tempie zmian stref czasowych rozlewa się fala spadków na wszystkich kontynentach docierając do warszawskiej GPW. Być może głęboka korekta zmusi część notowanych na giełdzie spółek do rozważenia jak najszybszego przeprowadzenia operacji scalania akcji, która uchroni ich przed planowaną regulacją obrotu giełdowego w Polsce.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów