Nie tylko banki centralne w USA i Europie mają pełne ręce roboty - kryzys finansowy zmusił do interwencji władze krajów arabskich i azjatyckich
Inwestorom w krajach arabskich nie do śmiechu: w weekend indeksy w Katarze i Omanie spadły o ponad 8 proc., giełda w Dubaju straciła ponad 5,5 proc. W Arabii Saudyjskiej giełda w niedzielę straciła co prawda niespełna 2 proc., ale po sobotnim prawie 9-proc. spadku. Kuwejt musiał rzucić koło ratunkowe drugiemu co do wielkości bankowi w kraju, który poniósł straty na "inwestycjach w instrumenty pochodne". Władze centralnego banku Kuwejtu zawiesiły akcje Gulf Banku, a rząd zapewnił, że depozyty klientów są bezpieczne. Z kolei Arabia Saudyjska wpompuje prawie 2,7 mld dol. w Saudi Credit Bank, by pożyczki bez odsetek nadal były dostępne dla ubogich mieszkańców. Sytuację w ryzach próbują też utrzymać kraje azjatyckie - japoński minister gospodarki Kaoru Yosano stwierdził podczas weekendu, że rząd powinien na plan ratunkowy dla banków przeznaczyć nie dwa biliony jenów, ale 10 bilionów (ok. 106 mld dol.). Z kolei analitycy spodziewają się, że w najbliższych dniach Korea Płd. zdecyduje się na cięcie stóp procentowych.