Biznes Ludzie Pieniądze

Na kryzys wąż w kieszeni

Agata Nowakowska
15.01.2009 , aktualizacja: 15.01.2009 21:10
A A A Drukuj
- Ostra faza kryzysu, zagrożenie dla instytucji finansowych na świecie, mija. Za to skutki kryzysu na realną gospodarkę wciąż się pogłębiają - uważa minister finansów Jacek Rostowski.
Jacek Rostowski
Fot. AG
Jacek Rostowski
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Polska wyciągnęła pomocną dłoń do zagrożonej bankructwem Islandii i Łotwy, udzielając im pożyczek oraz dorzuciła się do unijnego funduszu pomocowego (wzrósł z 10 do 25 mld zł), z którego będą mogły skorzystać Węgry i znowu Łotwa.

- Kryzys jest jak wirus, ważne jest, by go zastopować jak najwcześniej. Polska też w latach 90. korzystała z takiej pomocy - mówił minister Rostowski. Zapewnił, że sama Polska "żadnej pomocy, np. z MFW, nie potrzebuje".

Wczoraj minister zdał sprawę z realizacji rządowego "Pakietu działań antykryzysowych". Odtąd będzie to robił co dwa tygodnie.

- Rząd nigdy nie mówił, że kryzys nie dotknie Polski. Mówił, że nie dotknie sektora finansowego. Gospodarki realnej dotknie, dlatego wprowadziliśmy poprawkę do ustawy budżetowej - mówił Jacek Rostowski.

W przeciwieństwie do krajów zachodniej Europy, uniknęliśmy bezpośrednich skutków światowego kryzysu: żaden bank nie upadł, żaden nie został znacjonalizowany, nikt nie stracił swoich oszczędności.

- Polska jako jeden z nielicznych krajów europejskich przetrwała bez strat pierwszą falę kryzysu, bo mamy zdrowy sektor bankowy i dobry nadzór. A rząd nie uległ panice - mówił minister.

Przyznał jednak, że wpływ kryzysu na realną gospodarkę "pogłębia się". Widać to po pogarszających się wciąż prognozach wzrostu dla Niemiec, co ma duże znaczenie dla naszego eksportu i całej gospodarki.

- Jak poznamy rządowe prognozy dla Niemiec, zobaczymy, co one znaczą dla Polski. Nie ma sensu robić korekt wzrostu PKB dla Polski co kilka tygodni. To będzie trudny rok, jeżeli będzie potrzeba, zmienimy budżet - mówił minister.

Tłumaczył, dlaczego tak ważne jest teraz trzymanie się niskiego 18,2 mld zł deficytu budżetowego w 2009 r.

- Rozwój Polski wymaga kapitału zagranicznego. Krajowe zasoby są za małe, by zaspokoić potrzeby gospodarki na dorobku. Ponadto stałego refinansowania wymaga dług państwa. Naszym obowiązkiem jest prowadzenie takiej polityki, która przekona rynki, że jesteśmy wiarygodnym dłużnikiem - mówił minister Rostowski.

Jego zdaniem nie ma obaw o sfinansowanie polskiego długu, dopóki będziemy zachowywać się odpowiedzialnie, bo niepewność na rynkach w ostatnich dwóch miesiącach powoli się zmniejsza.

Według wiceminister Katarzyny Zajdel-Kurowskiej wciąż jest duży popyt na polskie papiery skarbowe nominowane w złotych plasowane na rynku krajowym.

- Za to na rynkach zagranicznych jest teraz trudniejsza sytuacja. Podaż papierów jest większa. Zwykle w styczniu emitowaliśmy obligacje na rynki zagraniczne. Banki, z którymi współpracujemy, informują nas, że Polska nie ma zamkniętych drzwi. Pozostaje kwestia dobrej ceny - poinformowała wiceminister.

Tymczasem opozycja, PiS i SLD wzywają rząd do podkręcania konsumpcji zwiększonymi wydatkami z budżetu, a to oznaczałoby wzrost deficytu budżetowego. - Nasze podejście nie jest dogmatyczne. Gdybym wiedział, że mogę bezpiecznie sfinansować większy deficyt, mógłbym się nad tym zastanowić - komentował te pomysły minister Rostowski. Podkreślił, że konsumpcji sprzyja wprowadzona już w życie obniżka podatków PIT i zmiany w VAT, dzięki którym podatnicy będą mieli w kieszeniach o 10 mld zł więcej.

- Nasz cel jest taki sam: wzmocnienie konsumpcji. Pytanie jak do tego dojść. Lepiej jest pobudzać konsumpcję niskimi stopami procentowymi, a nie większymi wydatkami - uważa Jacek Rostowski. Przywołał przykład Grecji, która zwiększyła swój deficyt budżetowy. Skutek był taki, że o 50 proc. wzrosły jej koszty obsługi długu, spadła ocena wiarygodności, choć jest to kraj należący - w przeciwieństwie do Polski - do strefy euro.

Rozdęcie deficytu może doprowadzić do sytuacji, w której "wąż zje własny ogon": spadnie wiarygodność Polski, wzrosną koszty obsługi długu, w wyniku czego wydatki socjalne i na rozwój spadną.

Kolejną zaletą niskiego deficytu jest to, że daje to Radzie Polityki Pieniężnej przestrzeń do obniżki stóp procentowych.

- Stopy już zostały obniżone o 1 punkt proc., dzięki temu w rękach Polaków pozostanie dodatkowe 5,5 mld zł. Te decyzje byłyby dla Rady dużo trudniejsze, gdybyśmy podnieśli deficyt budżetowy np. o 2 mld zł - wyliczał minister Rostowski.

Przypomniał, że Polska to nie Stany Zjednoczone: "USA mogą powiększać swój deficyt, bo rynek kupi każdą ilość obligacji ich rządu".

Co nasz rząd zrobił, by osłabić skutki kryzysu?

•  Powołał Komitet Stabilności Finansowej (są w nim przedstawiciele: MF, NBP i KNF), który tropi potencjalne zagrożenia dla rynku finansowego.

•  Znowelizował ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. Polacy mogą być spokojni o swoje oszczędności - państwo gwarantuje depozyty do 50 tys. euro, czyli ok. 200 tys. zł.

•  Chce w razie potrzeb zwiększyć płynność instytucji finansowych. Odpowiednia ustawa - czeka na podpis prezydenta - określa zasady państwowych gwarancji i poręczeń dla pożyczek międzybankowych. Do końca stycznia planuje przygotować projekt ustawy o dokapitalizowaniu sektora bankowego, co ma zabezpieczyć banki w razie problemów z wypłacalnością. Minister Rostowski przypomniał także rządowy „Plan stabilności i rozwoju” warty ponad 90 mld zł. To m.in.: podwyższenie z 15 do 40 mld zł limitu gwarancji i poręczeń Skarbu Państwa; (utworzenie Rezerwy Solidarności Społecznej - 1,14 mld zł - na złagodzenie skutków kryzysu w przypadku osób starszych, wielodzietnych; (dokapitalizowanie BGK, co powinno przełożyć się na 10 mld zł nowych kredytów.

Pytany, co sądzi o zmniejszeniu bankom obowiązkowych rezerw (jest to część lokat, które muszą odkładać w NBP), minister odparł: "Gdyby ta rezerwa została zmniejszona, to przy założeniu, że te pieniądze byłby poświęcone na kredyty. Racjonalny wzrost kredytów w tym roku mógłby się zmieścić w granicach 10 proc.".

Większość ekonomistów, m.in. Leszek Balcerowicz i Bogusław Grabowski, dobrze oceniło pakiet antykryzysowy rządu, choć np. b. ministrowie Jerzy Hausner czy Mirosław Gronicki krytykowali go jako za słaby.

PiS przygotowało własny pakiet, bo według tej partii pomysły PO-PSL nie uratują nas przed ostrzejszym kryzysem. PiS chciałby m.in. zwiększyć tegoroczny deficyt budżetowy o 7 mld zł. Druga partia opozycyjna, SLD, dopiero przymierza się do sporządzenia własnej recepty na kryzys.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów