Obligacje skarbowe, które kupują rządy innych państw i instytucje finansowe to po prostu pożyczka dla rządu USA, który zobowiązuje się ją spłacić z procentem.
]Dlaczego mimo kryzysu finansowego, który urodził się w Stanach Zjednoczonych inwestorzy z całego świata wciąż kupują amerykańskie papiery wartościowe?
Część ekonomistów wskazuje, że realne oprocentowanie amerykańskich obligacji rośnie, gdyż inflacja w Stanach Zjednoczonych systematycznie spada. Ich zdaniem właśnie oczekiwania inflacyjne powodują duże zainteresowanie obligacjami amerykańskimi. Choć niskooprocentowane, to prawdopodobnie niewiele zysków zje inflacja.
Ale to tylko część odpowiedzi. Tym bardziej, że równie wielu ekpertów uważa, że amerykańskie obligacje będzie można niedługo nazwać "śmieciowymi".
Jim Rogers - założyciel Funduszu Quantum wspólnie z Georgem Sorosem i jeden z tych, którzy przewidzieli finansowe tornado 2008 roku - przestrzega przed amerykańskimi obligacjami. Zdaniem Sorosa i Rogersa amerykańskie obligacje skarbowe są ostatnią bańką spekulacyjną, która wcześniej czy później musi pęknąć. Może to doprowadzić do ostatecznego załamania się gospodarki amerykańskiej.
Kilka faktów przemawia za tym, że amerykańskie obligacje mogą być w tej chwili spekulacyjną bańką.
Rentowność - 200 lat temu było lepiej
Po pierwsze: rentowność.Ta jest najniższa w swojej historii i ma to swoje przyczyny. Obecnie dwuletnie amerykańskie obligacje skarbowe oferują oprocentowanie poniżej 2 proc. rocznie, zaś obligacje 30-letnie - mniej niż 3 proc. Analizy James'a Montiera z banku Société Générale wskazują, że średnia rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych USA od 1798 r. wynosiła 4,5 proc., a dziś wynosi mniej niż 2,5 proc. Rentowność spadła daleko poniżej średniej z ponad 200 lat!
Niska rentowność obligacji nie uzasadnia zatem napływu środków do Stanów Zjednoczonych i wzmożonego popytu na amerykańskie obligacje skarbowe, ale może świadczyć o rosnącej w tym obszarze bańce spekulacyjnej.
Na drugi czynnik wskazuje Rogers. Według niego rynek obligacji amerykańskich jest bańką spekulacyjną, gdyż Stany Zjednoczone obecnie są bankrutem, a ich obligacje mają znikomą wartość. Jego zdaniem wynika to z faktu, że obecne zadłużenie Stanów Zjednoczonych wynosi ponad 11 bilionów dolarów, co stanowi blisko 75 proc. amerykańskiego PKB, i w ostatnich latach zwiększa się co roku o kolejny 1 bilion dolarów. To oznacza, że każdy Amerykanin - wliczając w to niemowlęta - ma 35 tys. dolarów długu, który zostanie z niego ściągnięty za pomocą podatków.
Zdaniem Rogersa nie może to trwać wiecznie, a amerykańskie obligacje skarbowe są dziś przewartościowane. Dlatego zaleca on wycofanie się z tych papierów wartościowych i inwestycje w obligacje skarbowe państw o zbilansowanych finansach publicznych, na przykład Holandii, która zakończyła 2008 rok z 57 proc. długu publicznego. Tylko takie obligacje są jego zdaniem dziś bezpieczniejsze. Unijna granica bezpieczeństwa to 60 procent.
Rysunek 1. Udział długu publicznego w PKB w Stanach Zjednoczonych w latach 1940-2008 w proc.

Źródło: SEENDICATE
Zadłużenie Stanów Zjednoczonych, jak i wielu innych państw może dodatkowo wzrosnąć w kolejnych miesiącach. Wynika to z tego, że wdrażane są obecnie rządowe pakiety mające stymulować gospodarkę. Koszty tych pakietów mogą ostatecznie doprowadzić do załamania się finansów publicznych w niektórych państwach.
Oznaką tego może być ostatnia nieudana emisja niemieckich obligacji skarbowych, która odbyła się 7 stycznia br. Wtedy, po raz drugi w historii, zainteresowanie niemieckimi obligacjami rządowymi było mniejsze niż pula oferowana przez rząd niemiecki. Zdaniem komentatorów brak zainteresowania wynika z negatywnej oceny inwestorów sytuacją finansów publicznych w Niemczech.
Pożyczkowa różnica amerykańsko-japońska W przeszłości wiele osób uważało również, że rynek japońskich obligacji jest przewartościowany (oprocentowanie obligacji japońskich wahało się w granicach od 1 proc. do 2 proc. w skali roku). W wyniku najdłuższej w historii Japonii zapaści ekonomicznej oprocentowanie to utrzymało się przez ponad dekadę mimo, że zadłużenie rządu japońskiego wzrosło drastycznie w tym okresie. W wyniku tego japoński rynek obligacji rządowych, którego wartość szacowana jest obecnie na 8,7 bilionów dolarów, stał się dziś największym na świecie. Do tego zadłużenie Japonii mierzone w relacji do PKB jest obecnie wielokrotnie wyższe od zadłużenia Stanów Zjednoczonych (nawet, gdy wyemitowane zostaną zgodnie z oczekiwaniami nowe obligacje skarbowe przez amerykański rząd o wartości ponad 2 biliony dolarów). Japończycy nie zbankrutowali, więc czemu miałyby Stany Zjednoczone?
Jest jednak między USA i Japonią znacząca różnica. Japonia posiada dodatni bilans obrotów bieżących, w przeciwieństwie do deficytu w Stanach Zjednoczonych. Oznacza to, że rząd japoński zapożyczył się głównie u własnych obywateli, podczas gdy Stany Zjednoczone finansują swój deficyt głównie dzięki zagranicznym inwestorom, w tym w szczególności z kontynentu azjatyckiego.
Co ta różnica oznacza? Gdyby doszło do załamania się amerykańskiej gospodarki zagraniczni inwestorzy mogliby podwójnie stracić na amerykańskich obligacjach skarbowych. Po pierwsze, prawdopodobny byłby wzrost stóp procentowych, który spowodowałby spadek wartości rynkowej trzymanych przez zagranicznych inwestorów amerykańskich obligacji skarbowych. Po drugie, dolar amerykański mógłby się mocno osłabić, co również spowodowałoby utratę wartości inwestycji.