Słynny światowy inwestor George Soros proponuje utworzenie w USA banku nieobciążonego "toksycznymi aktywami". A Bruksela chciałaby stworzyć jeden unijny nadzór nad największymi bankami.
George Soros, podobnie jak b. szef Fed Alan Greenspan, należą do osób, które niczym Kasandra wieściły nadejście światowego kryzysu finansowego. Obecnie twierdzi on, że skala kryzysu przerosła najśmielsze wyobrażenia. - W swoich przewidywaniach nie uwzględniłem, że globalny system finansowy właściwie się załamie - powiedział Soros telewizji CNBC.
Dziś nowa administracja amerykańska prezydenta Obamy głowi się, jak wyciągnąć gospodarkę z głębokiego kryzysu. Jednym z pomysłów jest powołanie "złego banku", do którego zostałyby przeniesione wszystkie "toksyczne aktywa", czyli np. papiery wartościowe zabezpieczone taniejącymi hipotekami. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego globalne straty banków z tego tytułu, głównie w USA, sięgną zawrotnej kwoty 2,2 bln dol.
George Soros podczas forum w Davos zaproponował, by pójść krok dalej i powołać także "dobry bank". Byłaby to instytucja z czystym kontem, mająca kapitał na kredyty, nieobciążona starymi długami. Dzięki temu prowadziłaby normalną działalność kredytową wspomagającą gospodarkę, której inne banki zaniechały z powodu spadku kapitałów i wzajemnej utraty zaufania.
Jednym z gorących tematów dyskutowanych w Davos jest nadzór nad instytucjami finansowymi, który zawiódł w czasie kryzysu. Adair Turner, szef Financial Services Authority, brytyjskiego odpowiednika naszej Komisji Nadzoru Finansowego, powiedział, że jednym z głównych grzechów nadzorów na całym świcie była zgoda na utrzymywanie zbyt niskich kapitałów przez banki. - To był fundamentalny błąd - uważa Turner. Jego zdaniem podczas dobrej koniunktury należy nakłaniać banki do budowania własnych kapitałów, które mogą chronić je podczas kryzysu.
Europejski komisarz ds. rynku wewnętrznego Charlie McCreevy proponuje, aby objąć paneuropejskim nadzorem te wielkie banki, które działają w Unii transgranicznie. W całej Europie działa ok. 10 tys. banków, ale jedynie ok. 45 proc. prowadzi działalność w wielu krajach. Ale za to w ich rękach jest ok. 80 proc. aktywów całego europejskiego sektora bankowego.
- Powinniśmy przekroczyć ten Rubikon w nadzorze i podjąć decyzję, gdzie powinien być on umiejscowiony. Obecny system nadzoru nie ma sensu i nie odpowiada idei jednolitego rynku europejskiego - powiedział McCreevy.
Inicjatywa McCreevy'ego nie cieszy się jednak poparciem państw unijnych. Przeważa obawa przed przeregulowaniem systemu bankowego i chęć samodzielnego utrzymania nadzoru nad swoimi największymi bankami.