Zdaniem gazety, która powołuje się m.in. na byłego ministra finansów Mirosława Gronickiego, byłego wiceszefa tego resortu prof. Stanisława Gomułkę oraz Janusza Jankowiaka, ekonomistę Polskiej Rady Biznesu, dla ratowania sytuacji rząd może być zmuszony podnieść składkę rentową z obecnych 7 do 13 proc. i przynajmniej na dwa lata zamrozić płace budżetówki oraz waloryzację rent i emerytur.
Fatalna sytuacja budżetu wynika z gwałtownie spadających dochodów podatkowych państwa. Z końcem minionego roku wpływy z tego tytułu były niższe o 8 mld zł od planowanych, wyjaśnił "Rzeczpospolitej" prof. Gomułka.
W tym roku może być znacznie gorzej. Gronicki szacuje, że przy założeniu wystąpienia niewielkiej recesji oraz uwzględnieniu dotychczasowych oszczędności poczynionych przez rząd, spadek wpływów podatkowych wyniesie 20 mld zł.
Zdaniem cytowanych przez "Rzeczpospolitą" ekonomistów nie da się utrzymać deficytu finansów publicznych poniżej wymaganych do przyjęcia euro 3 proc. PKB, czego konsekwencją będzie przesunięcie daty przyjęcia unijnej waluty nie o miesiące, ale o lata.
Rzecznik rządu Paweł Graś oświadczył, że informacje "Rzeczpospolitej" nie są oficjalnymi danymi Ministerstwa Finansów.
- Tutaj autorem tych prognoz, jak widzę, jest pan Gronicki. Trzeba zadać pytanie, skąd są te dane. Z Ministerstwa Finansów nie ma takich danych. My będziemy bazować na oficjalnych danych MF, więc to być może są dane z Goldman Sachs, na pewno to nie są oficjalne dane z MF - powiedział Graś w czwartek w TVN24.
Według niego, jeśli resort finansów poda prognozę, "to będzie to rzeczywista i dobra prognoza".
- Natomiast jesteśmy w sytuacji kryzysu i stąd na przykład, żeby przed podobnymi niebezpieczeństwami i zagrożeniami się zabezpieczyć, była ta decyzja o cięciu wydatków o 20 mld. W razie potrzeby zostaną uruchomione inne instrumenty - mówił rzecznik rządu.