Biznes Ludzie Pieniądze

Cyfrowa rewolucja: Przemysł muzyczny - ślepy czy głupi?

Magdalena Górak, Andrzej Szewczyk, Artegence (współpraca: Łukasz Świątek)
26.02.2009 , aktualizacja: 26.02.2009 15:48
A A A Drukuj
Era masowo kupowanych płyt CD odchodzi w przeszłość. Na rewolucji zarobią tylko ci, którzy do sprzedaży muzyki zaprzęgną internet. Dopóki nielegalne ściągnięcie mp3 będzie łatwiejsze niż zakup oryginalnej piosenki, nie ma co liczyć na zahamowanie piractwa. Trudno zarobić na czymś, co rozmija się z oczekiwaniami użytkowników
Magazyn "Q" uznał internet za największe wydarzenie w muzyce od czasów punka. Nie da się ukryć, że zakres zmian jest ogromny. A w grę wchodzą ogromne pieniądze. W latach 70., 80. i 90. jedynym zmartwieniem wytwórni płytowych było to, czy zdążą wyprodukować odpowiednią liczbę płyt. Internet wszystko wywrócił do góry nogami. W 2007 r. światowa sprzedaż muzyki spadła w stosunku do ub.r. o 8 proc. do 19,4 mld dol. To najniższy poziom od 1997 r., kiedy International Federation of the Phonographic Industry po raz pierwszy opublikował analogiczne dane. Sprzedaż płyt zmalała w tym czasie o 13 proc. do 15,9 mld dol., natomiast sprzedaż muzyki w internecie wzrosła aż o 34 proc. do poziomu 2,9 mld dol. Trend widać gołym okiem. Wzrost sprzedaży muzyki cyfrowej jest jednak nadal za mały, by zasypać dziurę powstałą po spadku handlu krążkami.

2001 - początek rewolucji Napstera

Było lato 1999 r., o bańce internetowej nikt jeszcze nie słyszał, o samym internecie w sumie też niewielu, gdy pewien 19-letni student, Shawn Fanning, stworzył Napstera, który zatrząsł rynkiem muzycznym. Była to pierwsza sieć peer-to-peer, która masowo zdobyła popularność wśród internautów. W 2001 r. z Napstera korzystało ponad 26 mln użytkowników. Wymiana plików muzycznych na niespotykaną dotąd skalę stała się faktem. To, co użytkowników pociągało najbardziej, to wolność, którą oferował im Napster. Często się zdarza, że kupujemy płyty tylko dla jednej czy dwóch piosenek, a cała reszta nie jest dla nas interesująca. Dzięki Napsterowi użytkownicy ściągali tylko te materiały, na których im zależało. Aplikacja umożliwiała również dotarcie do stosunkowo trudno dostępnych, niszowych płyt. Zmierzch popularności Napstera przyszedł równie szybko co jego początek. W 2001 r. po serii przegranych procesów firma musiała zaprzestać darmowego rozpowszechniania nielegalnej muzyki za pomocą swojego oprogramowania.

Mimo porażki w potyczce z przemysłem muzycznym, Napster stał się ważnym czynnikiem rozwojowym sieci p2p. Po wymuszonych na Napsterze zmianach użytkownicy szybko przesiedli się na inne protokoły, takie jak AudioGalaxy, KaZaA, eDonkey czy Direct Connect. Obecnie istnieje ponad 20 różnych protokołów i sieci umożliwiających wymianę plików pomiędzy użytkownikami. Napster był łatwym przeciwnikiem - istniał jako jedna firma z dostępnym adresem siedziby. Sprawa z nowoczesnymi sieciami p2p nie jest już tak prosta. Nie ma jednej instytucji, którą łatwo byłoby pozwać ze względu na specyfikację sieci p2p. Każda z nich działa trochę inaczej, choć wszystkie opierają się na jednej zasadzie: użytkownicy udostępniają sobie wzajemnie pliki, a każdy komputer jest równocześnie serwerem i na odwrót. Recording Industry Association of America (RIAA) postanowiła więc pozywać indywidualnych użytkowników. Masowe pozwy były obliczone na sianie strachu wśród nich i rozwiązywanie sprawy z pozwanymi za pomocą ugody. Taktyka ta staje się jednak coraz mniej skuteczna. Kilka miesięcy temu prawnik jednej z oskarżonych osób podważył zasadność twierdzenia, że udostępnienie pliku jest tym samym, co jego dystrybuowanie. Jego zdaniem oskarżyciel musi udowodnić, że ktoś dany plik pobrał - a nie tylko to, że jego pobranie było możliwe. Co ważne, sąd zgodził się z tym twierdzeniem, co znacząco utrudniło działania RIAA. Pod koniec ubiegłego roku RIAA zapowiedziała, że zamiast masowych pozwów, zaangażuje się we współpracę z firmami oferującymi dostęp do internetu.

Nie aresztujemy ich, więc utrudniajmy

Skoro nie możemy zamknąć wszystkich internautów, utrudnijmy im chociaż życie - taka myśl musiała przyświecać gigantom przemysłu muzycznego, kiedy powstawał format DRM - Digital Rights Management. Jest to technologia wykorzystywana przy dystrybucji licencjonowanych plików muzycznych w internecie. Najczęściej systemy DRM ograniczają możliwość kopiowania lub sposoby, w jaki utwór może być odtwarzany czy oglądany. W praktyce DRM utrudnia użytkownikom korzystanie z ich własności. Zabezpieczenia uniemożliwiają np. stworzenie kopii piosenki na użytek własny czy odtworzenie naszych piosenek w odtwarzaczu, którego nie przewidział producent. DRM nie sprawdza się z kilku powodów: przede wszystkim nie zapobiega nielegalnemu użytkowaniu plików, a sprawia jedynie, że dostęp do nich jest utrudniony, zwłaszcza dla średnio zaawansowanych użytkowników, którzy nie radzą sobie z zabezpieczeniami.

Łatwość użytkowania z sukcesem marketingowym połączył sklep iTunes, należący do Apple'a, jednej z najbardziej pożądanych marek na świecie. iTunes Store jest obecnie największym sprzedawcą muzyki w Stanach Zjednoczonych. I to w dodatku muzyki cyfrowej. Według różnych szacunków 15 proc., a nawet 19 proc. rynku sprzedaży muzyki należy właśnie do niego. iTunes Store powstały w 2003 r. sprzedał do tej pory ponad pięć miliardów piosenek.

Znakiem naszych czasów jest - obok jabłuszka - również to, że muzycy powoli uniezależniają się od wytwórni płytowych. Radiohead, jeden z najbardziej znanych brytyjskich zespołów, swoją ostatnią płytę postanowił rozdać niczym chleb na ulicy. Każdy fan mógł ściągnąć płytę ze strony swojego ulubionego zespołu, przy czym sam decydował o jej cenie, mógł więc przekazać zespołowi zarówno 100 funtów, jak i zupełnie nic. Efekty tego eksperymentu trudno ocenić, zespół nigdy nie opublikował oficjalnych danych. Trudno więc powiedzieć, czy była to raczej nietypowa akcja promocyjna, czy rzeczywiście nowy pomysł na model biznesowy. Płyta ukazała się z czasem również w sklepach w wersji CD.

Akcja ta jednak dowodzi, jak wiele jest opcji i dróg, którymi może podążyć rynek muzyczny. Nie ma już jedynego słusznego modelu. Są ich setki. Internet oferuje tak wiele A co dają wytwórnie płytowe?

Wiekszym problem niż p2p jest apatia przemysłu muzycznego

Rynek muzyczny od zawsze woła, że ściąganie nielegalnych plików jest podstawowym czynnikiem osłabiającym sprzedaż płyt. Zespół złożony z naukowców i przedstawicieli przemysłu muzycznego na podstawie danych zebranych w Kanadzie stwierdził jednak coś innego. Trzech na czterech badanych przyznało, że kupuje muzykę po tym, jak ściągnęło ją z internetu. 21 proc. użytkowników twierdzi, że kupiło płytę po jej ściągnięciu częściej niż 10 razy, 25 proc. przyznało, że zrobiło to raz czy dwa, 27 proc., mniej niż dziesięć razy, ale więcej niż dwa.

Raport oczywiście nie mówi, że sieci p2p są zupełnie nieszkodliwe. Nikt też nie posuwa się do fantastycznych wniosków, że p2p wręcz stymulują sprzedaż płyt. Mówi nam raczej o tym, że problemem przemysłu nie jest ściąganie plików, ale jego własna apatia i brak kontaktu z rynkiem w czasach rozwoju internetu.

Pierwsze zmiany już jednak widać. W Wielkiej Brytanii powstał projekt, który zakłada, że każdy internauta będzie mógł ściągać dowolną liczbę do tej pory nielegalnych plików w zamian za stałą miesięczną opłatę. Pieniądze wędrowałyby do właścicieli praw autorskich. Według badań aż 80 proc. młodych użytkowników p2p chętnie skorzystałoby z takiej propozycji.

Dalszy rozwój internetu i wzrost liczby osób z niego korzystających będzie wymuszał kolejne zmiany. Dopóki nielegalne ściągnięcie mp3 będzie łatwiejsze niż zakup oryginalnej piosenki, nie ma co liczyć na zahamowanie piractwa. To jest właśnie sedno całej sprawy: naprawdę trudno zarobić na czymś, co rozmija się z oczekiwaniami użytkowników. Płyty podzielą niedługo los kaset magnetofonowych. W obecnej postaci przemysł muzyczny jest skazany na znalezienie skutecznego sposobu dystrybucji w internecie. Jeśli nie zrobią tego obecni beneficjenci rynku muzycznego, wszelkiej maści producenci fizycznych nośników, opakowań, tłocznie, drukarnie, producenci nagrań i dystrybutorzy - wkrótce wypadną z gry. Zamiast więc skupiać się na walce z wiatrakami, podczas gdy kolejne miejsca na rynku zajmowane są przez innych graczy, warto wyjąć głowę z piasku i wykorzystać internet.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos