Rząd przyjął wczoraj projekt Ministerstwa Pracy obniżający emerytalne prowizje. Zgodnie z nim od 2010 r. opłata od składki spadnie z 7 do 3,5 proc. Ograniczona zostanie też prowizja za zarządzanie. Teraz zmianami zajmie się parlament. Opozycja już zapowiada poparcie.
- To nasz postulat, na pewno poprzemy obniżkę prowizji - mówi Małgorzata Sadurska, posłanka PiS. - Czekamy na to już zbyt długo, sami to zaproponowaliśmy, jesteśmy jak najbardziej za - mówi Ewa Bańkowska, posłanka Lewicy. Gdy zmiany zaakceptuje parlament, towarzystwa będą miały trzy miesiące na obniżenie opłat.
- Rząd powinien dać towarzystwom więcej czasu na przygotowanie się do zmian - uważa Jeremi Mordasewicz, doradca Lewiatana i członek rady nadzorczej ZUS. Podobnie uważa prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej: - Obniżka opłat wydaje się możliwa i potrzebna. Pozostaje jednak kwestia wyboru jej skali i sposobu realizacji.
Zmianami nie jest zachwycona Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. - Mamy teraz czas, żeby rozmawiać o reformie całego systemu emerytalnego. Może się okazać, że koszty zmian będą duże i wtedy będziemy musieli wrócić do dyskusji o opłatach - mówi "Gazecie". Według obliczeń Izby tylko w 2010 r. do kasy towarzystw trafi ok. 723 mln zł mniej, niż planowały. Co innego wynika z wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego przygotowanych dla Ministerstwa Pracy. - Towarzystwa zarobią mniej, ale wyjdą na plus - przekonuje KNF w opracowaniu. Zamiast 1 mld zł w przyszłym roku będą miały 444,5 mln zł zysku technicznego. By znaleźć się na minusie, musiałyby wydać dużo więcej niż obecnie na akwizytorów.
Towarzystwa emerytalne nie poddają się i przedstawiają swoje propozycje. - Obniżka opłat powinna być rozłożona w czasie - przekonuje Lewicka. I proponuje: 6-proc. prowizję od 2010 r., 5-proc. w 2011, 4-proc. w 2012 i - proponowane przez rząd - 3,5 proc. od 2013 r. Oznacza to, że opłaty spadałyby szybciej, niż jest to zapisane w obecnej wersji ustawy o OFE. Według tych zapisów 3,5 proc. członkowie OFE zapłaciliby od 2014 r.
Inny pomysł ma Commercial Union. - W czasie giełdowej bessy towarzystwa emerytalne mogłyby zrezygnować z części wynagrodzenia za zarządzanie - mówi "Gazecie" Michał Szymański, prezes CU PTE. Oznacza to, że po przekroczeniu określonego w ustawie poziomu strat towarzystwo musiałoby zwrócić klientom część pobranych opłat. - O tym, ile miałoby to być, możemy dyskutować z ministerstwem - dodaje Szymański.
- Najważniejsze jest wprowadzenie bezpiecznych funduszy, które chroniłyby nasze oszczędności przed bessą - mówi Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jego zdaniem, gdyby utworzono je cztery lata temu (tak jak zakładała to ustawa), kobiety, które w tym roku przejdą na emeryturę, dostałyby z OFE aż o ponad jedną piątą więcej niż obecnie, bo ich oszczędności nie zjadłaby bessa. - Dla porównania obniżka opłat do 3,5 proc. w owym czasie powiększyłaby emeryturę z OFE o 90 gr - dodaje Wojciechowski i przekonuje, że prowizje można ciąć dopiero wtedy, gdy ministerstwo policzy, ile będą kosztowały zmiany w systemie emerytalnym.