W czwartek późnym wieczorem koalicja PO-PSL przegrała kolejną sejmową batalię z prezydentem wspartym przez całą opozycję. - Zawetowana przez prezydenta ustawa jest poprawna i gwarantuje przyszłym emerytom bezpieczeństwo finansowe - przekonywał w Sejmie Marek Bucior, wiceminister
pracy.
- Jeżeli przez dziesięć lat była robiona reforma ubezpieczeń społecznych, to trzeba ją teraz dokończyć - powiedział Mieczysław Kasprzak, poseł PSL. Jego zdaniem jest czas, żeby "wspólnie poprawić błędy i złagodzić negatywne skutki wejścia w życie reformy".
Na emeryturę w otwartych funduszach emerytalnych oszczędza już prawie 14 mln Polaków. Uzbieraliśmy tam już przeszło 140 mld zł. Zgodnie z reformą z 1999 r. część świadczenia mamy dostawać z ZUS, a część z
OFE. Zmiany były konieczne, bo poprzedni system był niewydolny. Co roku państwo musiało do emerytur dopłacać ponad 30 mld zł. Na dłuższą metę żaden
budżet by tego nie wytrzymał.
Choć fundusze zbierają od nas pieniądze i pomnażają je od dziesięciu lat żaden z kolejnych rządów - AWS, SLD i PiS - nie przygotował ustawy rozstrzygającej, jak mają one do nas wrócić w postaci emerytur.
Sprawa według twórców reformy emerytalnej miała być prosta. OFE przekazują oszczędności Polaków przechodzących na emeryturę do specjalnych zakładów emerytalnych utworzonych przez np. towarzystwa ubezpieczeniowe czy towarzystwa emerytalne. I to te zakłady miały nam wypłacać co miesiąc pieniądze na starość.
Na stworzenie zakładów potrzeba było jednak czasu. A że go nie było, obecny rząd, który po poprzednikach odziedziczył niezałatwioną sprawę, naprędce wymyślił rozwiązanie przejściowe. Od 2009 do 2013 r. emerytury z OFE będą nam wypłacać same OFE. Prezydent Lech Kaczyński jeszcze w grudniu podpisał stosowną ustawę.
Koalicja PO-PSL, chcąc dokończyć reformę emerytalną, przygotowała też kolejną ustawę powołującą do życia od 2014 r. zakłady emerytalne. Nie spodobała się ona prezydentowi, który w połowie stycznia ustawę zawetował. Nie podobały mu się przywileje prywatnych zakładów, które miały wypłacać nowe emerytury. Prezydent nie zgadzał się, by pobierały one od emerytów aż 3,5 proc. prowizji za wypłatę, bo to pomniejsza wypłacane emerytury. - To tak jakby banki miały brać od nas 3,5 proc. od każdej wypłaty pieniędzy - przekonywał Andrzej Duda, minister w Kancelarii Prezydenta.
Według towarzystw emerytalnych, które przymierzają się do otwarcia zakładów, opłaty, i tak są niewystarczające. - Byliśmy zszokowani, że opłata została ustalona na tak niskim poziomie - powiedziała "Gazecie" Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.
Wtóruje jej Jeremi Mordasewicz, doradca PKPP Lewiatan. - Gdy opłaty za bardzo obniżymy, nikt nie podejmie się wypłacania emerytur - przekonuje.
Koalicja rządowa będzie musiała przygotować nową ustawę, która zostanie poparta przez SLD. A Sojusz także oczekuje obniżki prowizji.