Biznes Ludzie Pieniądze

Wall Street wycofuje się rakiem z Hollywood

tigi, reuters
09.03.2009 , aktualizacja: 09.03.2009 20:43
A A A Drukuj
Fundusze inwestycyjne i bankierzy z Wall Street wycofują się z finansowania hollywoodzkich produkcji

Przez ostatnie trzy lata - od 2005 do 2008 r. - fundusze inwestycyjne brały na siebie część ryzyka wielkich wytwórni filmowych. I ramię w ramię z największymi bankami jak Merrill Lynch i Lehman Brothers wpompowały w branżę filmową ok. 15 mld dol.

Typowe umowy wyglądały tak: studio ogłaszało, że szuka pieniędzy na sfinansowanie kilku, zdarzało się, że nawet i kilkunastu tytułów (najczęściej chodziło o wszystkie produkcje w danym roku). W zamian inwestorzy mieli partycypować w przychodach z kinowych kas lub ze sprzedaży DVD i emisji w telewizji.

Ale po klapach, jak choćby filmu Toma Cruise'a "Ukryta strategia" ("Lions for Lambs"), i zamrożeniu kredytów bankierzy powiedzieli "pas" - większość z nich wycofuje się z umów z Hollywood. Niektóre odsprzedają swoje udziały po okazyjnych cenach - rabaty sięgają od 30 do nawet 70 proc.

A rynek hamuje - jak szacuje branża, w tym roku główne wytwórnie wypuszczą do kin rynek mniej niż dwieście filmów. W ub.r. było ich 219, w 2007 r. - 236.

- Na rynku było za wiele pieniędzy i za wiele filmów. Przy tak silnej konkurencji filmy nie były w stanie zapewnić zwrotów z inwestycji, jakich oczekiwały fundusze - uważa Ron Cushey, dyrektor zarządzający PricewaterhouseCoopers.

Do tego doszła frustracja inwestorów, którzy stracili na inwestycjach w filmy po kilkaset milionów dolarów i narzekali, że wytwórnie szukają finansowania dla tytułów klasy B, a nie chcą ich dopuścić do inwestycji w kasowe "pewniaki".

Należące do Viacomu studio Paramount już zrezygnowało ze zbiorczego funduszu 450 mln dol. na swoje produkcje. Będzie za to szukać pieniędzy na poszczególne tytuły. Natomiast Sony Pictures zmieniło - na korzyść inwestorów - warunki podziału przychodów.

Bankierzy mówią jednak: Hollywood będzie musiało sięgnąć po finansowanie z zagranicy albo zawierać umowy, w których zabezpieczeniem będą biblioteki filmowe.

Być może niekoniecznie: bo na ich miejsce do gry wchodzą wyspecjalizowani inwestorzy, bardziej obeznani z przemysłem filmowym. - Już odkupiliśmy 34 filmy i ponad 200 godzin materiałów telewizyjnych. Stacjom telewizyjnym i wytwórniom, które walczą teraz o każdego centa, możemy zapewnić nowe źródło finansowania - mówi Steven Kram, szef Content Partners, pioniera na rynku wtórnego obrotu filmowymi inwestycjami.

I tłumaczy: finansowanie filmów to inwestycja długoterminowa. Ryzykowna, za to zyski rozłożone są na wiele lat - od momentu, kiedy film trafi na DVD, potem za emisje filmu płacą telewizje kablowe i satelitarne, a na końcu - stacje publiczne.

- I tak w każdym kraju na świecie - dodaje.

- Mam pięć razy więcej roboty niż zwykle - to David Molner, zarządzający konkurencyjnym Screen Capital International, które wyłożyło 500 mln dol. na przejmowanie filmowych aktywów banków.

Studio Lions Gate Entertainment zaś, mimo kiepskich wyników finansowych, pozyskało inwestora Carla Icahna, który zwiększył udziały w spółce do blisko 15 proc.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów