Biznes Ludzie Pieniądze

Komu pomagać w kryzysie

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
12.03.2009 , aktualizacja: 11.03.2009 20:37
A A A Drukuj
Pomagać emerytom i rencistom czy pracownikom zwalnianych firm? Politycy prześcigają się w pomysłach, komu w kryzysie należy się największe wsparcie.
Kolejka w polskim urzędzie pracy
Fot. Łukasz Giza / AG
Kolejka w polskim urzędzie pracy
ZOBACZ TAKŻE
Jak rośnie bezrobocie
Jak rośnie bezrobocie
Rząd zdaje sobie sprawę, że w kryzysie pewne grupy po prostu sobie nie poradzą. Specjalnie dla nich premier zarezerwował specjalną pulę - 1,14 mld zł z tzw. rezerwy Solidarności Społecznej. Rezerwę utworzono pod koniec 2008 r., trafiają tam wpływy z podniesionej akcyzy na alkohol i samochody z dużymi silnikami. Trwają dyskusje, jak te pieniądze podzielić. Wszystko zdecyduje się w rozmowach rządu z pracodawcami i związkowcami w Komisji Trójstronnej.

- Za kilka dni podejmiemy decyzję, jak rozdysponować te pieniądze - twierdzi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

Zdaniem związkowców, jak i pracodawców, powinny trafić do gmin najbardziej zagrożonych bezrobociem. - Chodzi o tzw. gminy-zakłady, gdzie upadek jednej dużej firmy grozi mieszkańcom bezrobociem - twierdzi szef OPZZ Jan Guz.

- Osoby żyjące w dużych miastach - Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu - poradzą sobie. Tu pracę łatwiej znaleźć - dodaje Mordasewicz.

W gminach, w których jest tylko jeden duży zakład, jest to często niemożliwe. W 50-tys. Krośnie na Podkarpaciu na bruk trafiło prawie 3 tys. osób., głównie z Krośnieńskiej Huty Szkła. W liczącej 70 tys. mieszkańców Stalowej Woli w lutym zwolniono 1 tys. osób w spółce-córce Huty Stalowa Wola. W 16-tys. Łapach na Podlasiu dwa największe zakłady prowadzą zwolnienia grupowe. 230 osób odeszło z cukrowni, za kilka tygodni pracę straci 400 osób z Zakładu Naprawy Taboru Kolejowego. - Bywa, że pracę stracili mąż i żona. To jest dramat. Z czego mają żyć - pyta burmistrz Łap Roman Czepe (PiS). - Gdybym dostał pomoc państwa, za te pieniądze stworzyłbym wielki program robót publicznych. 50-letni spawacz może po przeszkoleniu np. układać chodnik.

Koalicyjne PSL chciałoby coś z rezerwy uszczknąć dla emerytów i rencistów. - Dla tych, którzy muszą żyć za 600 zł miesięcznie - precyzuje Mieczysław Kasprzak, poseł PSL.

Apetyty polityków są jednak znacznie większe niż cała rezerwa. - Bo co to jest miliard - zastanawia się poseł Tadeusz Cymański (PiS). I dodaje: - Rzecz jasna, na 20 mld czy choćby 10 mld zł pomocy nas nie stać, ale dla najbiedniejszych trzeba wdrożyć większy program osłonowy- przekonuje poseł.

PiS już nawet złożyło w Sejmie projekt specjalnych dodatków dla emerytów i rencistów. Zgodnie z nim emeryt bądź rencista, który dostaje co miesiąc mniej niż 1,3 tys. zł, dostawałby co roku od 200 do 700 zł specjalnego dodatku. Kosztowałoby to budżet 2,5 mld zł rocznie. Decyzja, co dalej robić z tym projektem, zapadnie na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Nie tylko emeryci połączyli PiS i PSL w kryzysie. Obie partie chcą chronić również rodziny wielodzietne, zwłaszcza na wsi. PiS opracowało i złożyło do Sejmu projekt specjalnej ustawy, która zapewnia rolnikom podatkową ulgę na dzieci. Dziś jej nie mają, bo nie płacą podatku dochodowego, od którego odlicza się ulgę. Rolnicy odpisywaliby ulgę od podatku rolnego. Koszt dla budżetu - 170 mln zł.

Skąd pieniądze? - Musimy rozważyć wprowadzenie trzeciego progu podatkowego dla najbogatszych. Taka stawka mogłaby wynosić 40 proc. - uważa Mieczysław Kasprzak, poseł PSL.

Swoje pomysły ma też Platforma Obywatelska. - W kryzysie musimy troszczyć się przede wszystkim o młode małżeństwa - twierdzi Zbigniew Chlebowski, szef klubu parlamentarnego PO. - Banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów, dlatego trzeba wypracować rozwiązania, które dadzą szansę młodym ludziom na własne mieszkanie.

Budżet ma się też dorzucić do pensji pracowników, których firmy mają przestoje (tzw. postojowe). Kolejny pomysł to pożyczki dla bezrobotnych na spłatę kredytu hipotecznego. Ministerstwo Skarbu na ten cel da prawie 500 mln zł z prywatyzacji.

Irena Wóycicka z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową twierdzi, że pomoc państwa powinna być kierowana przede wszystkim do tych osób i rodzin, które mogą stracić pracę, czyli do osób w wieku produkcyjnym, zwłaszcza do rodzin z dziećmi. - Te rodziny są już teraz najczęściej dotknięte ubóstwem - przekonuje Wóycicka.

Według danych Eurostatu niemalże co czwarte polskie dziecko żyło w 2006 r.w ubóstwie. To druga po Włoszech najgorsza pozycja w krajach UE. One też najmocniej odczują kryzys.

- Osoby żyjące ze świadczeń społecznych, takich jak emerytury czy renty, nie są bezpośrednio zagrożone skutkami kryzysu, bo ich dochody są stabilne niezależne od koniunktury gospodarczej - przekonuje Wóycicka.

Zdaniem Wóycickiej coroczna waloryzacja (ostatnia ruszyła w marcu, pójdzie na nią w tym roku ponad 7,7 mld zł) chroni skutecznie ich świadczenia przed inflacją. Wśród osób w wieku poprodukcyjnym (ponad 65 lat) ubóstwo występowało czterokrotnie rzadziej niż wśród dzieci. - To z kolei jeden z najlepszych wyników w UE - przekonuje ekspert IBnGR.

Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR: - Sytuacji najbiedniejszych Polaków nie poprawi się jednorazowymi dodatkami, ale kiedy napędzi się wzrost gospodarczy. Politycy powinni się więc zastanawiać nie jak wydawać pieniądze, ale co zrobić, aby kraj się rozwijał. Potrzebne są więc ułatwienia prawne, zmiany pozwalające szybciej wydawać unijne euro.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów