Vadim Makarenko: Nie szkoda panu kursu TVN-u? Gdy wybierałem się na nasze spotkanie [13 marca, piątek], cały WIG20 szedł w górę, tracił tylko TVN. Jan Wejchert, założyciel i prezes Grupy ITI: Nie tak dawno TVN ogłosił rekordowe wyniki za 2008 roku i - jeśli dobrze pamiętam - akcje spadły o 7,5 proc. Więc nie wiem, jaką logiką kierował się rynek. Myślę, że są ludzie, którzy żyją szybkimi, jednodniowymi transakcjami, i ruchy, które obserwujemy teraz na giełdzie, mają niewiele wspólnego z rzeczywistą sytuacją ekonomiczną spółek. W ciągu poprzedniego tygodnia akcje TVN poszły w górę o 25 proc. i naprawdę nie wiem dlaczego. Nic takiego się nie stało.
Ja i moi partnerzy patrzymy na TVN jako na grupę firm, które mają się dobrze, jeśli nie bardzo dobrze, i rozwijają się według jasnej strategii. Miło, gdy akcje idą w górę, ale wolałbym nie mieć do czynienia z sytuacją, w której akcje drożeją, ale sama spółka nie funkcjonuje jak trzeba.
Jest oczywiste, że jako holding Grupa ITI finansuje się z wyników firm, które do niej należą. Sami nie prowadzimy działalności operacyjnej, nic nie sprzedajemy i nie kupujemy. Zarządzamy grupą firm poprzez zasiadanie w ich radach nadzorczych i poprzez decyzje podejmowane przez walne zgromadzenie udziałowców. Prowadzimy różne projekty, w zeszłym roku nasza sieć Multikino przejęła Silver Screen, wcześniej musieliśmy sfinansować wykupienie udziałów naszego amerykańskiego partnera. I to, że dziś Grupa ITI jest zadłużona, nie wynika z tego, że pieniądze gdzieś wyfrunęły, lecz były przeznaczone na konkretne działania. Pieniądze z kredytów zostały wydane na stworzenie N, na sfinansowanie zadłużenia wynikającego z zakupu Onetu i pokrycie jego strat przez pierwsze dwa-trzy lata, zanim zaczął zarabiać na siebie. Myślę, że wszystkie nasze transakcje i projekty sprawdziły się.
Jakie jest zadłużenie N wobec Grupy ITI? - N-ka finansowana jest kapitałem własnym oraz przede wszystkim pożyczkami udziałowców, które mają charakter kapitału własnego. Po objęciu przez TVN większościowego pakietu N-ki przypadająca na ITI wysokość pożyczek to około 100 mln euro. Pożyczki będą spłacane udziałowcom po osiągnięciu rentowności przez platformę N.
N wywołuje kontrowersje, ale jestem przekonany, że za rok albo dwa również ci, którzy dziś nie rozumieją, jak ważne jest posiadanie platformy cyfrowej dla największego producenta treści telewizyjnych w Polsce, zgodzą się, że zakup N przez TVN to był dobry ruch. Zrobiliśmy to po to, żeby TVN miał zabezpieczoną dystrybucję i zróżnicowane przychody. N wyspecjalizowała się w nowoczesnych usługach jak np.
wideo na żądanie, a właśnie na nich najszybciej zwiększa się przychody z abonenta. Często się porównuje N i jej abonentów do Cyfrowego Polsatu, ale nasz klient jest jakościowo inny, bo wydaje 56 zł miesięcznie, a klient Cyfrowego Polsatu - po 32-36 zł. Jestem absolutnie przekonany, że przyjdzie czas i rynek doceni N.
A dlaczego TVN nie może korzystać z tych dobrodziejstw N, po prostu należąc do tego samego holdingu? Po co stacja ma inwestować w platformę pieniądze? - A dlaczego Grupa ITI sama ma finansować rozwój TVN? Dlaczego nie mają w tym uczestniczyć mniejszościowi udziałowcy? Czy ciągle mamy być dobrym wujkiem? Przecież my nadal finansujemy N. Mamy 49 proc. udziałów w platformie bezpośrednio i 62 proc. w TVN, który ma 51 proc. udziałów w N. W sumie i tak finansujemy dziś N w 80,6 proc. A na początku, czyli w najtrudniejszym okresie, finansowaliśmy platformę sami, w 100 proc. To nie były małe pieniądze, to ponad 200 mln euro plus koszty finansowe.
Podobnie było z Onetem. Grupa ITI wzięła całe ryzyko na siebie, a TVN przejął portal już jako solidne, rentowne przedsięwzięcie z pozycją lidera na rynku, a skorzystali na tym mniejszościowi udziałowcy stacji.
Dlaczego analitycy wyceniają wartość N na kwotę o połowę mniejszą niż Grupa ITI? - Nie wiem. Analitycy porównują nas do Cyfrowego Polsatu i nie znają naszego biznesplanu, bo go nie pokazujemy.
Dlaczego? - Dlatego, że TVN jest firmą giełdową, nie pokazuje swoich prognoz na przyszłe lata, bo inwestorzy mogą mieć pretensje, jeśli spółce się coś nie uda.