W pogrążającej się w kryzysie Rosji jest branża, która błyskawicznie się rozkręca - handel nasionami, sadzeniakami oraz narzędziami i materiałami ogrodniczymi.
W ubiegłych latach na popularnym moskiewskim rynku Sadownik klienci szukali przede wszystkim nasion traw i sadzonek roślin ozdobnych. Dziś walą tam tłumy, które kupują przede wszystkim nasiona warzyw i ziemniaki sadzeniaki. W mieście nigdzie nie można kupić ziemi pod hodowane przed sezonem w mieszkaniach sadzonki.
- Kilka lat temu tak trochę dla żartu wymyśliłem rosyjski wskaźnik kryzysu i nadałem mu nazwę "indeks kartoflany" - powiedział wczorajszym "Izwiestiom" Andriej Tumanow, przewodniczący Moskiewskiego Międzyregionalnego Związku Działkowców. - Kiedy Rosjanie czują, że dotyka ich kryzys, zaczynają sadzić kartofle na swoich ogródkach, uprawiać ziemię na samowolnie zajętych działkach przy blokach, torach, drogach. Tak było w latach 90., które wielu z nas przetrwało dzięki temu, co udało się wyhodować w ogrodach. Dziś naród sobie o tym przypomniał i piękne zadbane trawniki ustąpią grządkom - uważa Tumanow.
Eksperci oceniają, że już dziś, półtora miesiąca przed rozpoczęciem w Rosji Centralnej sezonu, obroty branży ogrodniczej są o 30 proc. większe niż w roku ubiegłym.