Biznes Ludzie Pieniądze

Szef Tesco: Kryzys dotarł do handlu

Rozmawiali Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
22.03.2009 , aktualizacja: 22.03.2009 20:12
A A A Drukuj
Kryzys doszedł do ostatniego pracującego silnika polskiej gospodarki, czyli handlu - ostrzega szef polskiego Tesco Ryszard Tomaszewski. Fot. Krzysztof Gutkowski / AG Kryzys doszedł do ostatniego pracującego silnika polskiej gospodarki, czyli handlu - ostrzega szef polskiego Tesco Ryszard Tomaszewski.
Kryzys doszedł do ostatniego pracującego silnika polskiej gospodarki, czyli handlu - ostrzega szef polskiego Tesco Ryszard Tomaszewski, w którego sklepach wydajemy równowartość 3 proc. całego budżetu Polski. Sklepy nie są w stanie poradzić sobie z czynszem w centrach handlowych naliczanym w euro oraz z podwyżkami prądu
Ryszard Tomaszewski
Fot. Jan Zamoyski / AG
Ryszard Tomaszewski
Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski: Jak się pan czuje jako przedstawiciel ostatniego pracującego silnika polskiej gospodarki? Ekonomiści mówią: handlu kryzys nie ruszy. Ludzie pić i jeść muszą.

Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska: Rok temu byłem w Londynie na spotkaniu ze swoimi szefami. Pokazywałem, co przygotowuję na nowy rok. Rozwój produktów z wyższej półki. Wprowadzenie większej ilości towarów ekologicznych, dietetycznych itd. Mój szef spokojnie wysłuchał tego wszystkiego i zapytał: Ryszard, a jak ty się przygotowujesz do kryzysu?

Zapytałem: przepraszam, do czego? Do kryzysu. Ale w Polsce nie będzie kryzysu. Owszem, będzie - usłyszałem. To tak jakbyś chciał powstrzymać grawitację. I już w wakacje pojawiły się pierwsze sygnały, że klienci inaczej zaczęli robić zakupy.

Czyli?

- Zaczęli wybierać coraz tańsze rzeczy. W kryzysie wszyscy chcą kupować taniej, szukają okazji. Zawsze jak ludzie mają mniej pieniędzy do wydania, to handel wcześniej czy później to odczuje. Powtarzam moim menedżerom: przed nami rok darwinowski. Przetrwają nie jednostki, które są najsilniejsze czy najbardziej inteligentne, ale te, które potrafią szybko przystosować się do zmian. Będzie bardzo ciężko. Obrót się na pewno nie będzie powiększał, marże nie będą rosły, pensje dla pracowników może powolnym ruchem, ale będą szły do góry. A koszty rosną i to drastycznie.

Dlaczego?

- Same rachunki za prąd od stycznia wzrosły o 30 proc. Tylko w tym roku będzie to nas kosztowało dodatkowo 30 mln zł. I to mimo wprowadzenia gigantycznych programów oszczędnościowych. W zeszłym roku zainwestowaliśmy 4 miliony w wymianę we wszystkich sklepach świetlówek na energooszczędne, które zużywają o jedną trzecią mniej prądu. Mimo że poprzednie mogły jeszcze działać przez pięć czy siedem lat. Na lady chłodnicze zamontowaliśmy przykrycia, światłem sterują czujniki ruchu itd. I nadal płacimy za prąd ogromne pieniądze.

Co macie zamiar z tym zrobić?

- Staramy się zainteresować tym tematem decydentów. Organizacje branżowe, w których działamy, i przedstawiciele przemysłu pokazują skutki takiej podwyżki dla poszczególnych branż i całej gospodarki. 30-procentowa podwyżka w jednym roku? Kto zniesie taki skok kosztów? Taka sytuacja powoduje problem nie tylko dla firm, ale i dla klientów.

Rząd reaguje?

- Na razie nic się nie dzieje. A bez zrozumienia i pomocy ze strony rządu sytuacja się nie poprawi. Przecież nie zamkniemy sklepów na znak protestu.

A co rząd ma zrobić w takiej sytuacji? Pójść do firm energetycznych i powiedzieć: zmniejszcie ceny?

- Odpowiem pytaniem: co zrobiły kolejne rządy przez ostatnie kilkanaście lat, żeby zdemonopolizować rynek energii? Niewiele! Dlaczego węgiel jest taki drogi? Pieniądze wpompowane w sektor wydobywczy wcale nie są najlepiej wykorzystywane. Trzeba zrobić wszystko, żeby jak najszybciej doprowadzić do liberalizacji i demonopolizacji na rynku energetycznym. Życzyłbym sobie, aby rynek energii był tak konkurencyjny jak nasz handlowy. Gdy jedna sieć ścina cenę o parę groszy, inni od razu na to reagują. Wszyscy na tym korzystają, a najbardziej klienci.

Koszty w handlu rosną, marże maleją. Kto będzie miał największe kłopoty?

- Sieci, które nie mają własnych nieruchomości. Są takie, które wynajmują 95 proc. swoich sklepów. Czynsz płacą w euro. A złotówka jest dziś bardzo słaba. Kurs euro będzie je ciągnął w dół.

Mówi pan o sklepach delikatesowych?

- Nie chcę wymieniać nazw. Są jednak firmy, które mają wynajęte drogie lokalizacje w centrach handlowych. One mogą nie przeżyć utraty 10 czy 15 proc. swoich dotychczasowych klientów.

I co się z nimi stanie?

- Najprawdopodobniej zostaną przejęte przez innych. W handlu nie ma pustki na rynku. Klienci zauważą tylko, że szyld ich sklepu się zmienił.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów