Tak szybko stopy procentowe w Polsce nie spadały od lat. Od listopada członkowie RPP obniżyli główną stopę referencyjną z 6 proc. do 3,75 proc. - Główny argument za kolejnym cięciem stóp to dla RPP słaba kondycja polskiej gospodarki - uważa Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. Wczorajsza decyzja Rady nie była więc żadnym zaskoczeniem.
Najniższe stopy w historii to dobra wiadomość dla kredytobiorców. W dół bowiem lecą też stopy rynkowe, a to bezpośrednio wpływa na oprocentowanie bankowych pożyczek. Z obliczeń Open Finance wynika, że w ciągu ostatniego miesiąca rata 30-letniego kredytu złotowego na 100 tys. zł spadła o niemal 25 zł. Od października zeszłego roku rata takiego kredytu jest z grubsza o 170 zł niższa, choć wysokość obniżek zależy m.in. od polityki banków w sprawie aktualizacji oprocentowania kredytów.
Obniżka stóp NBP oznacza, że kolejne banki będą musiały obniżyć oprocentowanie szybkich pożyczek czy kart kredytowych. Zgodnie z ustawą antylichwiarską w skali roku odsetki pożyczek nie mogą być wyższe niż czterokrotność stopy lombardowej, a ten poziom właśnie spadł z 22 do 21 proc.
Prezes NBP Sławomir Skrzypek otwarcie mówi, że to nie koniec obniżek. Jego zdaniem cięcia stóp nie mają wielkiego wpływu dla kursu złotego. Wczoraj
złoty był w miarę stabilny, euro po południu kosztowało 4,54 zł. Jeszcze w lutym za euro płacono jednak ponad 4,9 zł, podczas gdy w zeszłe wakacje kurs euro był nawet na poziomie 3,2 zł.
- Gdyby nie napięta sytuacja na rynkach finansowych, stopy w Polsce mogłyby spaść nawet do poziomu 2 proc. - uważa Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. - Biorąc pod uwagę słabego złotego liczę jednak na obniżki do poziomu 3,5-3,25 proc. - dodaje ekonomista.
Rada Polityki Pieniężnej ma sporo argumentów za dalszymi cięciami. Ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego nie napawają optymizmem. W styczniu i w lutym o 14-15 proc. spadała
produkcja przemysłowa. Mizerny popyt za granicą powoduje, że maleje też polski
eksport i to pomimo, że nasza gospodarka stała się bardziej konkurencyjna dzięki słabej złotówce. W lutym licząc w skali roku o 1,6 proc. spadła też sprzedaż detaliczna, która jest składową konsumpcji. Mniejsze zakupy Polaków zdaniem ekonomistów są skutkiem pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.
- W dalszym ciągu wyrażam nadzieję, że nasz wzrost gospodarczy będzie dodatni i być może będziemy tu jednym z nielicznych wyjątków w całej Europie - powiedział wczoraj na konferencji Sławomir Skrzypek. Polski rząd zakłada, że w pesymistycznym scenariuszu gospodarka wzrośnie w tym roku o 1,7 proc. Ale w najnowszym raporcie ekonomiści
BNP Paribas szacują, że w tym roku polska gospodarka skurczy się o 1,8 proc. I marnym pocieszeniem jest to, że dla Słowacji przewidują spadek
PKB o 3 proc., a dla Czech o 3,3 proc.